Marcelina Zawadzka w programie "Bake Off Junior"

Najpierw Marcelina Zawadzka przez trzy edycje wspierała uczestników "Bake Off" - programu dla pasjonatów cukiernictwa. Teraz swoim uśmiechem doda otuchy bohaterom dziecięcej wersji tego show. Podejścia do dzieci nauczyła się m.in. dzięki swojej siostrzenicy, Antosi.

Marcelina Zawadzka

W programie "Bake Off Junior" musisz otoczyć opieką nie tylko małych uczestników show, ale także dawać wskazówki nowej współprowadzącej - Idzie Nowakowskiej.

Reklama

Marcelina Zawadzka: - Okazuje się, że Ida łapie wszystko w lot. Nie muszę niczym się przejmować. Mam też tutaj idealny zespół, który nam pomaga. W naszej kuchni jest naprawdę gorąco. Oprócz temperatury, piekarników i fajnych dzieci, które mają wiele do powiedzenia i pokazania, doszła jeszcze Ida, która jest wulkanem energii. Kocham jej energię! Ida ma na mnie zbawienny wpływ, kiedy zdarza się, że przychodzę zmęczona po porannym nagraniu "Pytania na śniadanie". Nie ma między nami rywalizacji, dobrze się dogadujemy.

Czy coś się zmieniło w formule programu?

- Bardziej uważamy na słowa. Nie mówimy, że jakiś uczestnik odpadł, tylko, że nie przeszedł do kolejnego etapu. Staramy się być psychologami, żeby dzieci się nie zraziły, tylko nabrały jeszcze więcej ochoty do pieczenia.

Czy zaobserwowałaś coś ciekawego w zachowaniu dzieci?

- Niektóre są bardziej introwertyczne, zamknięte. Trzeba do nich więcej mówić, starać się do nich dotrzeć. A niektóre są tak rozgadane, że od razu pełnymi zdaniami opowiadają nam o całym swoim życiu. Więc naprawdę jest różnie. Najważniejsze jest to, że do każdego dziecka podchodzimy indywidualnie. Cieszę się, że mali cukiernicy świetnie pracują w grupie, pomagają sobie, nie ma rywalizacji.

Czy jeszcze przed programem potrafiłaś się dogadywać z dziećmi?

- Lubię dzieci, mam do nich dryg. Dobrym treningiem przed programem był dla mnie czas spędzony z moją siostrzenicą i chrześnicą, 5-letnią Antosią. Wiele moich przyjaciółek doczekało się też dzieci. Ja z każdym mogę rozmawiać i się dogadam. A z dziećmi tym bardziej, bo mają taką naturalność i szczerość w sobie.

Łapiesz się czasami za głowę, gdy widzisz, jakie cuda potrafią robić dzieci z "Bake Offa"?

- No pewnie. Mam wrażenie, że bez przepisu nie zrobiłabym wielu z tych rzeczy. Nie mam też w kuchni wystarczającej cierpliwości. Nasze dzieci więcej już upiekły niż ja w całym swoim życiu. W ich wieku byłam raczej tą, która zmywała i ugniatała ciasto - w tej roli czułam się najlepiej. Pierwsze skrzypce w moim domu grały mama z babcią, do pomocy były jeszcze dwie starsze siostry.

Jakie ciasta zazwyczaj robisz?

- Najlepiej mi wychodzi i najbardziej lubię sernik - zawsze przygotowuję taki z przepisu mamy. Ale przyznam, że kiedy kończy się "Bake Off", a zdjęcie trwają miesiąc, to muszę odpocząć od słodkości.

Dowiedz się więcej na temat: Marcelina Zawadzka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje