Reklama

"Ksiądz": Dokumentalny film o śmierci księdza Popiełuszki w TVP

Znalezione w IPN nieznane dotąd bardzo drastyczne materiały filmowe Biura Śledczego MSW dotyczące śmierci ks. Jerzego Popiełuszki wykorzystała Maria Dłużniewska w dokumentalnym filmie "Ksiądz", który TVP1 wyemituje 21 marca.

Pokaz filmu dokumentalnego "Ksiądz" w sali kinowej w budynku Telewizji Polskiej w Warszawie

Film Marii Dłużewskiej jest oparty na zdeponowanych w Instytucie Pamięci Narodowej materiałach Biura Śledczego MSW dotychczas nie udostępnionych publicznie. Są to zapisy wideo z konfrontacji oprawców księdza - Adama Pietruszki i Grzegorza Piotrowskiego. Obydwaj się bronią, starając się przerzucić na siebie wzajemnie odpowiedzialność, bez emocji opowiadają o szczegółach "operacji".

Reklama

- Kolega z IPN-u przypadkiem trafił na te taśmy. Zadzwonił do mnie, żebym przyszła i je zobaczyła. Są tam nieprawdopodobnie drastyczne sceny m.in. z oględzin wyłowionych z wody zwłok. Ale największe wrażenie zrobiło na mnie zło wcielone w tych paru ubekach, ich spokój, profesjonalizm, znakomita polszczyzna, wrażliwe twarze. Wiedziałam, że muszę zrobić ten film. Byłam wtedy w trakcie montażu innego filmu, ale wszystko zostawiliśmy i zabraliśmy się za film o księdzu Popiełuszce. To były bardzo trudne dwa miesiące obcowania z tym złem, ale też świętością - mówiła na piątkowym pokazie prasowym Maria Dłużniewska, reżyserka filmu.

Wykorzystane w filmie materiały rzucają pewne światło na stawianą przez Piotrowskiego tezę, że ich zamiarem było jedynie "nastraszenie" księdza Popiełuszki, a do zabójstwa doszło "przypadkiem". W trakcie przesłuchania okazuje się, że worek z kamieniami, który przymocowano do ciała księdza przed zatopieniem go w wodach zalewu pod Włocławkiem, był w samochodzie, przygotowany jeszcze przed akcją.

Piotrowski i jego koledzy dokładnie przedstawiają, jak doszło do porwania księdza. W filmie wykorzystano materiały z wizji lokalnych, podczas których odtwarzali sceny: porwania, bicia i torturowania ofiary. Funkcjonariusze przyznają, że Popiełuszko podczas przewożenia w bagażniku samochodu kilka razy próbował się uwolnić, raz nawet udało mu się wydostać i uciec kilkanaście metrów. Za każdym razem Piotrowski "uspokajał" go biciem.

W filmie pojawia się także ks. Stanisław Małkowski, kapłan, który na esbeckiej liście księży przeznaczonych do "wyeliminowania" był numerem jeden, przed ks. Jerzym Popiełuszko. W ostatniej chwili zmieniono kolejność. Dziś Ksiądz Stanisław Małkowski mówi: "Ja żyję dzięki Bogu i ks. Jerzemu. (...) Bóg znając mnie nieskończenie lepiej, niż ja sam siebie znam, uznał, że ks. Jerzy sprosta, a ks. Małkowski może nie sprostać".

Jak powiedziała Dłużniewska, materiałów filmowych dotyczących śmierci Jerzego Popiełuszki jest w IPN "dużo więcej". - Są takie dokumenty, z których można by zrobić film śledczy. Ja jednak ich nie wykorzystałam - trzeba się było zdecydować, o czym ma być ten film. Ja chciałam, żeby był o nas, żebyśmy zobaczyli, że ci mordercy żyją wśród nas spokojnie, że żyjemy w takim świecie, tak skonstruowanym. Oswoiliśmy się ze złem. Zapomnieliśmy. Chciałam tez pokazać, skąd się biorą święci i że to ziarno rzucone w ziemię przynosi plon. Msze za ojczyznę dalej się odbywają - mówiła reżyserka.

Po powstaniu Solidarności ks. Jerzy Popiełuszko stał się jej duchowym przywódcą. W jego mieszkaniu spotykali się ludzie z różnych środowisk: m.in. robotnicy, inteligencja, artyści. W warszawskim kościele św. Stanisława Kostki ks. Popiełuszko organizował wykłady dotyczące m.in. katolickiej nauki społecznej. Po wprowadzeniu stanu wojennego ksiądz wspomagał prześladowanych i internowanych oraz ich rodziny. Ks. Popiełuszko główny wysiłek włożył w przygotowanie i prowadzenie w kościele św. Stanisława Kostki mszy w intencji ojczyzny i tych, którzy za nią cierpią. Przybywały na nie delegacje "S" z całego kraju, uczestniczyli w nich intelektualiści, aktorzy oraz młodzież. W kazaniach nawoływał, by "zło dobrem zwyciężać".

Ksiądz był obserwowany przez SB już na dwa lata przed śmiercią. Założono mu podsłuch, próbowano też doprowadzić do wypadku samochodowego. Jak ustalono w śledztwie, porwania ks. Popiełuszki dokonali trzej oficerowie SB z IV Departamentu MSW zwalczającego Kościół katolicki: Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski. 19 października 1984 r. wyjechali do Bydgoszczy służbowym fiatem 125p. Na trasie Toruń-Bydgoszcz zatrzymali samochód volkswagen-golf, którym jechali ks. Popiełuszko oraz jego kierowca Waldemar Chrostowski. Kierowcy funkcjonariusze założyli na ręce kajdanki i knebel na usta. Księdza, który nie chciał wejść do samochodu, oprawcy bijąc pozbawili przytomności i wrzucili do bagażnika. Chrostowskiemu w czasie jazdy udało się wyskoczyć z samochodu.

Kiedy oprawcy zatrzymali się w okolicy hotelu "Kosmos" w Toruniu i otworzyli bagażnik, ksiądz zaczął uciekać. Po kilku uderzeniach pałką stracił jednak przytomność i znów został umieszczony w bagażniku. Podczas dalszej jazdy porywacze, obawiając się blokady dróg, zdecydowali się zabić księdza. Przywiązali do jego nóg worek kamieni, usta zakleili plastrem, a następnie wrzucili do Zalewu Wiślanego w pobliżu Włocławka.

W procesie morderców księdza Popiełuszki (tzw. procesie toruńskim) Grzegorz Piotrowski został skazany na 25 lat więzienia, jego przełożony, wiceszef IV departamentu MSW Adam Pietruszka - także na 25 lat; Leszek Pękala - na 15 lat i Waldemar Chmielewski - na 14 lat. Wszyscy wyszli z więzienia przed upływem całości kary. Piotrowski opuścił więzienie w 2001 r., Pietruszka po 10 latach (1995 r.) Pękala - po pięciu (1990 r.), Chmielewski - po ośmiu (1993 r.).

Do dziś nie wiadomo, czy za mordercami i ich bezpośrednim przełożonym z IV Departamentu MSW stali wyżej usytuowani mocodawcy.

Maria Dłużniewska mówiła, że wykorzystane przez nią w filmie materiały wskazują, że zabójstwa dokonali Piotrowski, Pękala i Chmielewski, ale niekoniecznie musi to być prawda. - O ile wiem, to śledztwo prowadzone przez grupę prokuratorów poszło w zupełnie inną stronę. W wywiadzie z 2008 r. Leszek Pękala mówił, że związanego księdza zostawili w bagażniku samochodu i szli trzy kilometry przez las, gdzie czekał na nich inny samochód. Piotrowski miał kluczyki do niego i odjechali. A księdza zabił kto inny. Oni zeznają, że ciało wrzucili do zalewu 20 października. Tymczasem dwaj rybacy widzieli 25 października, że wrzuca się jakiś kształt do Wisły. Można mówić, że ci rybacy za daleko stali, że widzieli tylko niewyraźne zarysy, moglibyśmy nie brać tego pod uwagę, gdyby nie fakt, że obaj ci rybacy wkrótce potem zginęli w wypadkach samochodowych - najpierw jeden, potem drugi - mówiła Dłużniewska.

Na fakt, że porwanie i zabójstwo księdza mogło wyglądać inaczej, niż opowiadają Piotrowski i Pietruszka, wskazuje także znalezienie różańca Popiełuszki w Toruniu - w miejscu, gdzie wedle ich zeznań nie miał prawa się znaleźć. "Oni kłamią. Cały czas kłamią. My nadal nic nie wiemy o tej zbrodni. Kryją zleceniodawców i z tego, co Pękala powiedział w 2008 r. wynika, że oni są nadal obserwowani, bo noszą w sobie tę straszliwą tajemnicę o prawdziwym przebiegu tego zabójstwa. Nie możemy jeszcze spać spokojnie" - mówiła Dłużniewska.

W 2010 r. ks. Popiełuszko został beatyfikowany. Trwają starania o jego kanonizację.

Film "Ksiądz" zostanie wyemitowany przez TVP1 21 marca o godz. 22.05. 

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: ks. Jerzy Popiełuszko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje