Reklama

Reklama

Koronawirus: Hanna Lis twierdzi, że w Polsce będzie więcej ofiar niż we Włoszech

"U nas będzie więcej zgonów niż we Włoszech" - pisze dziennikarka o pandemii COVID–19. Jej wpis ostro krytykują internauci. "Starsza osoba czytająca pani post mogłaby dostać zawału" - krytykuje jedna z jej fanek.

"Jesteśmy na ścieżce włoskiej" - napisała Hanna Lis

Hanna Lis jest jedną z osób, które na bieżąco relacjonują w swoich mediach społecznościowych doniesienia na temat koronawirusa.

Jak stwierdziła w jednym z wpisów na Instagramie: "Śledzę sytuację w Wuhan od 7 stycznia, długo zanim stało się to modne w kręgach rządowych i medialnych".

Od początku dziennikarka krytykuje również polski rząd za opieszałość podejmowanych działań mających powstrzymać pandemię.

I choć jeszcze dwa tygodnie temu fani uznawali jej apele za głos rozsądku i próbę ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem, teraz pytają, czemu ma służyć sianie grozy. Dziennikarce najwyraźniej nie podoba się również, że część użytkowników mediów społecznościowych nie podziela jej obaw, tylko próbuje poprawić sobie humor.

Reklama

"Dziękuję wszystkim, którzy tu nam jakoś umilają życie, którzy zamieszczają zabawne filmiki etc., bardzo tego potrzebujemy, żeby utrzymać w pionie morale. Potrzebujemy jednak też informacji, żeby przeżyć" - napisała Lis we wtorek, 24 marca, na Instagramie. I oznajmiła, że - jak wynika z jej obliczeń - w Polsce umrze więcej ludzi niż we Włoszech, w których COVID-19 zabił dotąd 6820 osób (dane z 23 marca).

"Włosi maja dziś CFR (case fatality rate = wskaźnik śmiertelności) na poziomie 9,7 proc., dwa razy większy niż w Wuhan. Chiny są daleko, jak niedawno mówiły nasze służby sanitarne, wiec przybliżę: Włosi mają dwa razy więcej łóżek OIT niż Polska. Testują 20 razy więcej niż my (> 200K testow w IT vs. 10K testów w PL). Prosta i dramatyczna kalkulacja" - napisała dziennikarka.

W dalszej części swojego wpisu nakreśliła czarny scenariusz.

"Jesteśmy na ścieżce włoskiej. Zamknięcie granic i szkół pozostanie zabiegiem propagandowym, gdy za nimi nie pójdą realne działania w postaci szeroko zakrojonych testów przesiewowych. Do PL wróciło w ciągu kilku dni 20K ludzi z różnych stron świata. Porozjeżdżali się po domach, jak polscy studenci, którzy wrócili tu z Wuhan w końcu stycznia i po kilku dniach niby-kwarantanny zostali wypuszczeni przez lekarzy, za zgodą służb sanitarnych do domów. Bo byli bezobjawowi (jak 40-60 proc. zakażonych COVID). Ciekawe czy, i ilu ludzi zarazili, dzięki niekompetencji i niewiedzy ludzi, którzy czuwają nad bezpieczeństwem naszego kraju? U nas będzie więcej zgonów niż we Włoszech, bo system ochrony zdrowia nie wytrzyma kolejnych dwóch tygodni, a właśnie wtedy krzywa zachorowań i zgonów przebije tutaj" - dodała.

Część osób komentujących ten wpis uznało, że Lis ma rację, ale byli też tacy, którzy prosili, by nie siała paniki.

"Pani to jakiś prorok czy kto, że widzi pani wszystko w czarnych scenariuszach?" - napisała jedna z internautek. "Proszę nie straszyć, niczemu to nie służy" - skomentowała inna. Byli też tacy, którzy poprosili dziennikarkę, by zamiast złowieszczych prognoz, podawała na Instagramie przepisy na ciekawe dania, z których można skorzystać w czasie kwarantanny.

PAP
Dowiedz się więcej na temat: Hanna Lis | koronawirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje