Filip Łobodziński i "Podróż za jeden uśmiech": Miałem inny plan na życie

Jest uznanym dziennikarzem, tłumaczem i muzykiem. Jednak w latach 70. XX wieku był jednym z najpopularniejszych aktorów dziecięcych. Stworzył niezapomniane kreacje w telewizyjnych produkcjach Stanisława Jędryki "Podróż za jeden uśmiech" i "Stawiam na Tolka Banana". W niedzielę, 24 marca, Filip Łobodziński obchodzi 60. urodziny.

Filip Łobodziński kończy 24 marca 60 lat

"Nigdy nie planowałem, by pójść tą drogą. Nie było to aż tak fascynujące, bym chciał dalej coś z tym zrobić. Miałem inny plan na życie" - powiedział w jednym z wywiadów o swoich aktorskich doświadczeniach z dzieciństwa Filip Łobodziński.

Reklama

Urodził się 24 marca 1959 roku w Warszawie. Na plan filmowy trafił jako 11-latek. Miał już wówczas za sobą doświadczenie z dubbingiem - podkładał głos do radzieckiej produkcji "Taki duży chłopiec".

Jego aktorskim debiutem była rola wrażliwego nastolatka w dramacie "Abel, twój brat" (1970). Rok później wcielił się w kultowego dziś mądralę, przemądrzałego Dudusia Fąferskiego z "Podróży za jeden uśmiech" (1971).

Opowieść o przygodach dwóch kuzynów - Dudusia i Poldka (w tej roli Henryk Gołębiewski) - z miejsca podbiła serca małych i całkiem dorosłych widzów, choć sam "Duduś" przyznawał później, że swojego bohatera nie darzył zbytnią sympatią.

"Duduś to w gruncie rzeczy wyjątkowa gnida. Szczególnie, gdy rodzice stawiają ci go za przykład" - wspominał Łobodziński. Na dodatek nielubiany przez niego bohater "prześladował" go przez lata.

"Musiałem znosić wykrzykiwane w moją stronę 'Duduś!', nierzadko w formie pogardliwej inwektywy" - mówił. Nie pomagały też ciągłe pytania o to, gdzie zostawił walizkę.

Do kłopotów na planie dochodziły problemy w szkole. "Miałem mnóstwo nieobecności. Wpadałem na kilka dni do Warszawy i przed wszystkimi musiałem odpowiadać z dużych partii materiału. Jeżeli dodać, że ten wyłom w procesie edukacji miało mi za złe kilka nauczycielek z dyrektorką szkoły na czele, mamy jako taki obraz 'cudownej przygody z dzieciństwa'".

Pojawiły się jednak propozycje kolejnych ról - "Poszukiwany, poszukiwana" (1972), "Stawiam na Tolka Banana" (1973).

Filip Łobodziński miał jednak inny plan na życie. Po maturze wybrał iberystykę na Uniwersytecie Warszawskim.

Na studiach wspólnie z Jarosławem Gugałą (dziś dziennikarzem Polsatu) założył Zespół Reprezentacyjny. W repertuarze mieli m.in. utwory Georges’a Brassensa. Łobodziński okazał się bardzo utalentowanym muzykiem, grał na gitarze i śpiewał. Pisał również teksty piosenek.

Jednak muzyczna kariera nie do końca zaspokajała jego ambicje. Postawił na dziennikarstwo. Pisał do uznanych tytułów, współpracował z radiową "Trójką", był reporterem, wydawcą oraz prezenterem "Wiadomości". Pracował w tygodnikach "Przekrój" i "Newsweek Polska".

Po latach wrócił także na plan filmowy, zagrał gościnnie w serialach: "Bulionerzy", "Ekipa" i "Determinator". Wciąż jednak podkreśla, że jego największą pasją jest literatura i praca tłumacza. W 2000 roku opublikował wspólnie z Grzegorzem Brzozowiczem książkę "Sto płyt, które wstrząsnęły światem. Kronika czasów popkultury".

Literaturę z języka hiszpańskiego Filip Łobodziński tłumaczy od 1995 roku. Na język polski przełożył takie powieści, jak "Klub Dumas", "Fechtmistrz", "Szachownica flamandzka", "Zeszyty don Rigoberta" Maria Vargasa Llosy i cykl "Przygody kapitana Alatriste" Artura Pereza-Revertego - za ten cykl otrzymał nagrodę Instytutu Cervantesa w Warszawie za najlepszy przekład 2004 roku.

Łobodziński tłumaczy również piosenki z języka angielskiego, głównie do filmów dziecięcych, m.in. "Król Lew", "Toy Story", "Aladyn", "Kacze opowieści" oraz piosenki "Latającego Cyrku Monty Pythona". Jest też autorem nowego przekładu autobiografii Milesa Davisa "Miles. Autobiografia".

W 2015 roku Filipa Łobodzińskiego spotkała wielka tragedia. Marysia Łobodzińska, studentka Uniwersytetu Warszawskiego i aktorka dubbingowa, zmarła w wieku 21 lat.

Dziennikarz długo nie mógł pogodzić się ze śmiercią córki. W 2017 roku udzielił wywiadu dla dziennika.pl, w którym opowiedział o jej chorobie.

"Czym innym jest nagła śmierć, a czym innym odchodzenie na nowotwór. Od pewnego momentu człowiek już wie, jaki jest koniec. I stara się tylko o to, żeby wszyscy przeszli przez to godnie, z bólem, ale w stanie jakiejś głębszej duchowości. Tego wszystkiego nie da się oswoić. (...) Jak się ma 20 lat, to się ma internet i się wie, co to za choroba, jakie są rokowania przy glejaku. Marysia wiedziała. I znosiła to z wielką godnością" - mówił.

Marysia była córką dziennikarza ze związku z Magdaleną Szkolnikowską. Łobodziński ma jeszcze starszą córkę, 31-letnią Julię Mafaldę Blaisdell, z wcześniejszego małżeństwa z Anirą Wojan.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje