Reklama

Fani serialu "Ojciec Mateusz" przyjechali do Sandomierza

23 czerwca w Sandomierzu odbył się I Zlot Fanów "Ojca Mateusza", kryminalno-obyczajowego serialu TVP1, który w tym roku świętuje jubileusz 10-lecia swego istnienia.

Piotr Polk rozdaje autografy w Sandomierzu

Pierwszy odcinek, w reżyserii Macieja Dejczera i Andrzeja Kostenki, pojawił się na antenie stacji 11 listopada 2008 roku. Do tej pory wyemitowano 250 odcinków "Ojca Mateusza", którego akcja toczy się w malowniczym Sandomierzu. Od dziesięciu lat to urocze miasteczko, w którym życie płynie jak u Pana Boga za piecem, jest areną zbrodni, przestępstw i policyjnych dociekań, okraszonych słuszną dawką poczucia humoru. 

Reklama

Na fanów "Ojca Mateusza", którzy przyjechali do Sandomierza z całej Polski, czekało wiele atrakcji: spotkanie z głównymi bohaterami i ekipą serialu, zdjęcia, autografy, wycieczka rowerowa śladami "Ojca Mateusza", wystawa figur woskowych bohaterów serialu i oryginalnej scenografii, a na deser okolicznościowy tort.

Wśród aktorów, którzy spotkali się na sandomierskim rynku z fanami nie mogło zabraknąć Artura Żmijewski, czyli tytułowego Ojca Mateusza Żmigrodzkiego, sympatycznego proboszcza o złotym sercu i talencie do rozwiązywania zagadek detektywistycznych. Serialową Komendę Policji reprezentowali natomiast: Piotr Polk i Michał Piela, czyli apodyktyczny inspektor policji Orest Możejko oraz jego podwładny, poczciwy aspirant Mieczysław Nocul. A także: Bartłomiej Firlet (aspirant Antoni Dziubak), Artur Pontek (sierżant Marian Marczak)i Piotr Miazga (starszy posterunkowy Bronisław Wierzbicki). Jednym słowem, jak zażartował swego czasu Piotr Polk, polska wersja "Policjantów z Saint Tropez" - "Policjanci z San Domierza".

- Często słyszę na swój temat troskliwe komentarze fanów serialu, na przykład: "Oj, Mieciu nam zmizerniał!". Kamera jednak trochę zniekształca. Ludzie utożsamiają się z serialem i bohaterami. Bardzo ich kochają. Mam wrażenie, że nie mogą bez nich żyć i non stop oglądają "Ojca Mateusza" w powtórkach. To miłe i zaskakujące - przyznał Michał Piela.

Podczas spotkania nie zabrakło wspomnień, statystyk i pytań dotyczących kulis serialu. Publiczność dowiedziała się na przykład, że serialowa komenda znajduje się tak naprawdę w Warszawie, plebania z kolei umiejscowiona jest w podwarszawskiej Radości. Aktorzy zdradzili również, ile kostiumów zużyli w ciągu ostatniej dekady.

- Teraz na komendzie mamy nowe, granatowe mundury, takie jakie noszą aktualnie policjanci. Wcześniej graliśmy w starych olimpijkach - uszyto mi ich chyba z pięć, między innymi dlatego, że mizerniałem. Nowy mundur jest zdecydowanie wygodniejszy - stwierdził Michał Piela. - Tyle gramy w tych mundurach, że czasem śmiejemy się z Michałem Pielą, że możemy już iść na mundurową emeryturę - żartował Piotr Polk.

- Co do sutanny, to na początku były obawy, że czarny kolor będzie się źle fotografował. W związku z czym została uszyta specjalna sutanna w kolorze marengo. Kiedy ją na siebie założyłem, okazało się, że wygląda to karczemnie źle, a fotografuje się jeszcze gorzej. Przywieziono więc prawdziwą sutannę, w której gram. Na przestrzeni dziesięciu lat to druga albo trzecia, bo kilka razy wkręciła mi się w tryby łańcucha - wyjaśnił Artur Żmijewski.

Miłośników "Ojca Mateusza" nie odstraszył nawet ulewny deszcz, który nieoczekiwanie "urozmaicił" oficjalny program. - Takich ulew w Sandomierzu w ciągu 10 lat przeżyliśmy tak dużo, że nie stanowią dla nas większej przeszkody. Mnóstwo zbrodni kręciliśmy w deszczu. Czasem w scenariuszu zbrodnia została dokonana w pięknym słońcu, a my scenę musieliśmy kręcić, kiedy lało. Co wyszło na dobre całej historii, bo deszcz dodawał zbrodni odpowiedniej grozy - podsumował z uśmiechem Piotr Polk.

AKPA

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ojciec Mateusz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje