Reklama

Facet z krwi i kości

Jego serialowy bohater, Leszek Kozak, potrafi walczyć o siebie i szczęście najbliższych. - Jest między nami podobieństwo - przyznaje aktor. - Też dzielnie stawiam czoło życiowym wyzwaniom, więc w tym sensie jestem "kozakiem" - przekonuje Paweł Ciołkosz.

"Tele Tydzień": W szkole był pan dobry z przedmiotów ścisłych?

Reklama

Paweł Ciołkosz: - Nie. Matematyka była moją piętą achillesową, nie przepadałem za nią. Domyślam się, że to nawiązanie do mojej roli księgowego we 'Wszystko przed nami'. Na szczęście w serialowej rzeczywistości niczego liczyć nie muszę (śmiech). Bardzo lubię tę postać. To dobry człowiek, a kiedy wokół jego najbliższych pojawia się zagrożenie, spod płaszczyka czułego ojca i męża wychodzi prawdziwy facet z krwi i kości.

Pański bohater nazywa się Leszek Kozak. Prywatnie też jest pan "kozakiem"?

- Nie boję się żadnych wyzwań zawodowych. Staram się zmierzyć ze wszystkimi powierzanymi mi zadaniami. Więc w tym sensie mogę powiedzieć: jestem "kozakiem".

Serial "Wszystko przed nami" to pańskie pierwsze tak duże telewizyjne wyzwanie aktorskie.

- Pojawiałem się wcześniej w różnych produkcjach, ale to moja pierwsza tak duża rola. Mam szczęście, bo to interesujące wyzwanie aktorskie.

Jest pan jednym z bardziej wziętych aktorów dubbingowych. Łatwiej pracuje się przed kamerą czy przy mikrofonie?

- Cieszę się, że fajnie idzie mi w dubbingu. Natomiast praca przed kamerą daje możliwość zaprezentowania całej palety środków aktorskich.

Studiuje pan na II roku filozofii i etyki na Uniwersytecie Warszawskim. Po co panu te studia?

- Dla własnej gimnastyki umysłowej. Na tym kierunku jest wiele ciekawych przedmiotów, które pomogą mi w pracy aktora.

Wrócił pan także do Akademii Teatralnej jako asystent Anny Seniuk.

- Zawsze myślałem o tym, żeby utrzymać styczność z zawodem jako obserwator tego, co dzieje się na zajęciach. Bardzo się cieszę, że pani profesor, z którą miałem dwa lata cudownych zajęć, zgodziła się mi pomóc.

Przeczytałem, że zaprzyjaźnił się pan z Kamilą Łapicką.

- To jest właśnie urok portali plotkarskich. Z Kamilą łączą mnie relacje czysto zawodowo-koleżeńskie.

W serialu pański bohater jest już żonaty, ma synka. Sam nie ma pan jeszcze rodziny. Jak pan sobie radzi z tworzeniem tych relacji?

- Chyba nie najgorzej. Jowita Budnik, czyli moja serialowa żona, to fantastyczna aktorka i świetna koleżanka. A Jakub Semla, który gra naszego synka, to rewelacyjny dzieciak. Zaledwie kilka dni temu stuknęła mi trzydziestka i muszę przyznać, że gdzieś po głowie chodzi mi stabilizacja, ale nic na siłę.

Z Pawłem Ciołkoszem rozmawiał Marcin Kalita.

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: faceci | Paweł

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje