Reklama

Ewa Wachowicz: Walka do ostatniego dania

Szykuje się emocjonujący finał. Trzech uczestników stanie do boju o tytuł "Top Chefa" i 100 tys. złotych. - Każdy z tej trójki ma szansę - przyznaje Ewa Wachowicz.

Jak z perspektywy czasu ocenia pani uczestników tej edycji "Top Chefa"?

Reklama

Ewa Wachowicz: - Poprzednia, trzecia edycja ustawiła poprzeczkę bardzo wysoko. Oczekiwaliśmy, że uczestnicy kolejnej odsłony show będą jeszcze lepsi, ale pierwsze odcinki były dla nas, jurorów, rozczarowaniem. Miło zaskoczyły mnie panie, ale panowie pozostawiali wiele do życzenia. Kiedy jednak do programu weszli Bartek i Łukasz, to wspaniale zmobilizowało pozostałych. W kuchni pojawiła się moc i walka, co obserwowaliśmy aż do finału.

Wspomniała pani, że kobiety radziły sobie lepiej, niż mężczyźni. Czy siedząc za jurorskim stołem, wykazuje pani kobiecą solidarność?

- Z całych sił kibicuję kobietom. Jednak kiedy oceniam przygotowane przez zawodników potrawy, płeć nie ma znaczenia. Sprawiedliwie traktuję każde konkursowe danie, które mam przyjemność oceniać. Podkreślam słowo "przyjemność", bo ostatnie przedfinałowe odcinki programu to dla mnie niezwykła przygoda.

Czy od kucharzy walczących o tytuł "Top Chefa" też się pani czegoś uczy lub czerpie inspiracje?

- Zawsze. Kuchnia jest cudowną dziedziną, w której uczymy się całe życie. Oprócz gotowania moją pasją są podróże. Z każdej wyprawy przywożę pomysł na nową potrawę, smaki lub niecodzienne połączenia. W kuchni, jak w modzie, obowiązują różne trendy. Pod ich wpływem zapominamy o starych dobrych rzeczach. Zdarza się, że uczestnicy show prezentują zapomniane smaki lub serwują nam je w zaskakujący sposób. Oceniając ich dania, wpadam na nowe pomysły. Tak było na przykład w konkurencji z fasolą. Jeden z zawodników, Adrian, zrobił pastę z "Pięknego Jasia". Puree było dodatkiem do mięsa. Zainspirowana jego potrawą przygotowałam fasolowe smarowidło do chleba, które jest teraz hitem wśród moich domowników i gości.

Przed nami finał. Ma pani swojego faworyta?

- Jest tak, że ktoś wzbudza moją sympatię. Jednak w finale czekam na te ostatnie pięć potraw, które przygotowują zawodnicy i oczekuję kulinarnego zaskoczenia. Szansę na zwycięstwo mają wszyscy finaliści. Tak samo patrzą na te zmagania pozostali jurorzy: Wojciech Modest Amaro, Maciej Nowak i Grzegorz Łapanowski. Do ostatniego dania nic nie jest rozstrzygnięte.

Wiadomo, że będzie kolejna edycja. Zobaczymy panią w jury?

- Tak. Uwielbiam ten program. Praca przy nim jest dla mnie wielką kulinarną inspiracją.

Zanim ponownie wejdziecie państwo do studia, będzie czas na odpoczynek. Niedawno wróciła pani z Meksyku. Gdzie planuje się pani wybrać w najbliższym czasie?

- Wakacje spędzę w Polsce. Może zdobędę koronę Tatr? Jeśli chodzi o dalsze podróże, to wciąż nie weszłam na Mont Blanc. Wszystko zależy od pogody, bo to kapryśna góra, a ja jestem turystką górską, która lubi wracać z wypraw cało i zdrowo (śmiech). Jesienią być może wyjadę na Nową Gwineę, by zdobyć piąty szczyt w ramach korony wulkanów ziemskich - Mount Giluwe.

Rozmawiała Joanna Bogiel-Jażdżyk.

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje