Reklama

Ekranowa niepełnosprawność

Jako wyrachowany biznesmen nie budził sympatii. Kiedy jednak jego bohater uległ wypadkowi i stał się niepełnosprawny, zaczął ujawniać ludzkie cechy. Tomasz Dedek zdradza, co było najtrudniejsze w graniu inwalidy.

W poprzednim sezonie "Galerii" pański bohater - Tadeusz Woydatt z bezwzględnego biznesmena "przeistoczył" się w bezradnego inwalidę. Grał pan właściwie tylko twarzą - na czym polega trudność w budowaniu takiej postaci?

Reklama

Tomasz Dedek: - Prócz twarzy pozostały na szczęście jeszcze ręce, a przede wszystkim nogi, które determinują zachowanie postaci (śmiech). A mówiąc serio, jedynym dyskomfortem w sytuacji, w jakiej znalazł się mój bohater, jest ciągłe pamiętanie o tym, że nie wolno poruszać nogą. I tyle.

- Natomiast w tego rodzaju przedsięwzięciu, jakim jest serial codzienny trudno jest mówić o szczególnym budowaniu roli. Mamy bowiem do czynienia z otwartym scenariuszem, który cały czas powstaje na bieżąco.

To prawda, że przygotowując się do roli konsultował się pan ze swoim sparaliżowanym przyjacielem?

- Tak. Maciej Zborowski całe życie porusza się na wózku, ale wielkiego poczucia humoru odmówić mu nie można! Daje mi więc wskazówki praktyczne, na przykład, w jaki sposób poruszać się czy wejść do basenu, co nie jest wcale proste. Bardzo istotne są też te rady, które dotyczą stanu wrażliwości człowieka na wózku, jego kondycji psychicznej oraz sposobu postrzegania świata i ludzi.

Które sceny były dla pana najtrudniejsze do zagrania?

- Zdecydowanie ujęcia realizowane w basenie bez pomocy kaskaderów. Musiałem utrzymać się na dnie, co było pewną trudnością, gdyż woda wypierała mnie na powierzchnię. To wymagało przećwiczenia i kilku prób. Woda była jednak dość ciepła, więc cztery godziny kręcenia tych scen okazały się dużą przyjemnością (śmiech).

W "Galerii" gra wielu młodych aktorów. Czy obecność starszego pokolenia kolegów stresuje ich, mobilizuje? Czy w jakiś sposób pomaga im pan rozwinąć zawodowe skrzydła?

- Najtrudniej, w cudzysłowie oczywiście, grać z Bartoszem Porczykiem (serialowy Adam, pasierb Woydatta - przyp. red.). Wiadomo, że wtedy zdjęcia na pewno się przedłużą (śmiech). To młody, bardzo ambitny i niezwykle energetyczny aktor. Nie mam jednak takiego umocowania ani potrzeby, by być czyimś mentorem.

Gra w serialu nie jest pana jedynym zajęciem. Czuje się pan zabiegany?

- Absolutnie nie! Od czasu do czasu pojawiam się na deskach teatralnych, grałem też w 'Prawie Agaty', gdzie z wielką przyjemnością wcieliłem się w postać detektywa Plucińskiego. Lubiłem tam pracować, ze względu na fajny scenariusz oraz ludzi, których prywatnie bardzo cenię i lubię.

Wobec tego proszę zdradzić, jak lubi pan spędzać czas wolny. Ma pan jakieś pozaaktorskie hobby?

- W wolnych chwilach przede wszystkim... śpię. Sen uwalnia człowieka od ciągłego użerania się z szarą, obezwładniającą rzeczywistością. Daje mi naprawdę chwile wielkiego ukojenia.

Rozmawiał Artur Krasicki.

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje