Reklama

Beata Tadla miała udar. "Całe szczęście, że ludzie, którzy byli ze mną, błyskawicznie wezwali karetkę"

Beata Tadla postanowiła opowiedzieć o pewnej niebezpiecznej sytuacji, która ją spotkała. Kilkanaście lat temu gwiazda przeszła tzw. miniudar. Całe szczęście, że objawy szybko zostały rozpoznane, a dziennikarka otrzymała niezbędną pomoc.

Beata Tadla

Beata Tadla postanowiła wesprzeć akcję społeczną związaną ze zdrowiem. Dziennikarka opublikowała w tym celu na Instagramie specjalny post, promujący akcję  "Nie czekaj w domu. Stop udarom". 

Reklama

Jak się okazało, przed kilkunastoma laty gwiazda sama przeszła tzw. mini udar. "Czas odgrywa tu kluczową rolę. Im szybciej trafimy pod fachową opiekę, tym mniejsze ryzyko śmierci albo trwałej niepełnosprawności" - podkreśliła we wpisie. "Przez pandemię koronawirusa nawet 20% pacjentów ze świeżym udarem mózgu, pomimo objawów, odwlekło wezwanie pomocy. W praktyce oznacza to cięższy przebieg choroby i jej powikłania" - dodała. 

Później Beata Tadla podzieliła się swoim osobistym doświadczeniem. "Jeśli myślisz, że Ciebie to nie dotyczy - błąd. Też tak myślałam... 13 lat temu. Całe szczęście, że ludzie, którzy byli ze mną, błyskawicznie wezwali karetkę. To był 'mini udar'. Objawy (opadająca ręka, asymetria ust, drętwienie połowy twarzy) ustąpiły następnego dnia i nigdy się nie powtórzyły. Ale u co piątej osoby taki sygnał bywa zwiastunem 'dużego udaru'. A ten jest trzecią najczęstszą przyczyną śmierci i głównym powodem niesprawności u osób powyżej 40. roku życia. Jeśli u Ciebie lub u kogoś z Twoich bliskich pojawią się niepokojące symptomy (zobacz na grafice, obok zdjęcia) NIE CZEKAJ!" - apelowała dziennikarka. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Beata Tadla

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje