Reklama

Barbara Kurdej-Szatan na festiwalu w Opolu

Koncert "SuperPremier" otworzy 51. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu. 10 wykonawców i wielkie emocje, a w roli prowadzącej - opolanka, która festiwal zna jak własną kieszeń, czyli Barbara Kurdej-Szatan, znana z reklam i serialu "M jak miłość".

Spotykamy się w Teatrze 6.piętro po spektaklu "Bromba w sieci". Na panią Barbarę czeka tłum dzieciaków. Gdy wychodzi z garderoby, nie ma końca piskom. Aktorka cierpliwie rozdaje autografy, sprawiając maluchom ogromną radość. Nie mniejszą sprawi tym z nas, którzy - na żywo bądź przed ekranami tv - 6 czerwca oglądać będą koncert "SuperPremier".

Reklama

Pamięta pani ogarnięte festiwalowym szałem Opole z dawnych lat?

- O tak. Moja mama była dyrektorką MOK, pod który podlega amfiteatr. Ja zaś co roku, przez okrągły tydzień, siedziałam na próbach, pilnie wszystko obserwując.

A najżywsze wspomnienie?

- Tylko jedno? Działo się tak wiele, były próby, goście, zamieszanie. Biegałam z koleżankami po amfiteatrze, skakałam po ławkach, miałam mnóstwo frajdy i ten jeden, nadrzędny cel - upolować jak najwięcej autografów. Do dziś przechowuję kajet z podpisami gwiazd. Potem razem z chórem Opole Gospel Choir, sama brałam udział w występach. A gdy któregoś roku nie mogłam być na festiwalu, czułam ogromny żal. To, że poprowadzę "SuperPremiery", jest spełnieniem marzeń dziecka, którym wtedy byłam.

Mała Basia widziała siebie na wielkiej festiwalowej scenie?

- Zawsze marzyłam, by być artystką. Odkąd pamiętam, chciałam śpiewać. Nic dziwnego, że widziałam siebie na estradzie.

Na stronie zespołu Soul City przyznaje pani, że nie potrafi żyć bez muzyki.

- Bo znakomicie mnie nastraja, wycisza, daje zastrzyk energii. Bywa tak, gdy jej słucham i gdy ją wykonuję: razem z Soul City lub naszym Opole Gospel Choir.

Córeczka też lubi muzykę?

- Tak. Choć jest jeszcze bardzo małym człowieczkiem, już świetnie śpiewa. Puszczam czasem przyjaciołom "Ogórka" w jej wykonaniu. Są pod wrażeniem.

Wygląda na to, że wasza rodzina to same artystyczne dusze?

- Mąż skończył Akademię Muzyczną, a Hania odziedziczyła po mamie i tacie to, co najlepsze.

Na festiwalu najfajniejszy jest...

- Moment, gdy staję na scenie i widzę morze ludzi.

Dużo się u pani dzieje. W "M jak miłość" miała pani grać Małgosię.

- Producenci zdecydowali jednak, że dostanę własną rolę. Gram nianię Wojtka. Cieszę się. Wolałam tworzyć postać od początku niż wchodzić w cudze ślady.

Podobno, jak czytam na stronie Soul City, jest pani samozwańczą mistrzynią naleśników?

- Smażę je bez przepisu, na oko. Powiem nieskromnie, że wychodzą mi całkiem nieźle.

W dodatku nigdy nie odmówi pani kielonka.

- Chyba że trzeba potem jechać samochodem. Ja w ogóle jestem typową polską dziołchą z Opola (śmiech).

Rozmawiał Maciej Misiorny

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje