Reklama

Anna Starmach odkrywa nowe smaki

Już po raz trzeci Anna Starmach wraz z Magdą Gessler i Michelem Moranem wybierze zwycięzcę "MasterChefa". Najmłodsza jurorka show wyznaje, że nigdy nie sądziła, że zostanie gwiazdą telewizji.

Jak ocenia pani tę edycję "MasterChefa"?

Reklama

Anna Starmach: - Pojawili się w niej zdolni i inteligentni uczestnicy, którzy wysoko podnieśli poprzeczkę. Moim zdaniem to, jak dotąd, także najzabawniejsza odsłona naszego show. Tak dobrze znamy się już z Magdą i Michelem, że nie jesteśmy w stanie powstrzymać się od żartów.

Zawodnicy prezentują coraz wyższy poziom?

- Owszem. Myślę, że prawie każdy, kto interesuje się gotowaniem, ogląda nasz program. Uczestnicy śledzą także zagraniczne edycje "MasterChefa". Musimy ich więc zaskakiwać, wymyślać oryginalne konkurencje. Rośnie też świadomość kulinarna Polaków.

To znaczy?

- Wiele się zmieniło w bardzo krótkim czasie. Kiedy kilka lat temu oznajmiłam rodzicom, że chcę gotować, byli przerażeni. Natomiast gdy dzisiaj młody człowiek mówi, że zamierza zostać kucharzem, nikogo to nie dziwi. Wzbudza wręcz podziw, bo prestiż zawodu rośnie. Polacy zwracają też większą uwagę na to, jak się odżywiają. Nastała moda na zdrowe jedzenie.

W tym roku minęły 4 lata, odkąd zaczęła pani pracę w telewizji. Myślała pani, że tyle to potrwa?

- Do "MasterChefa" zgłasza się wielu ludzi, którzy są przekonani, że jeśli wystąpią w show, natychmiast czeka ich kariera przed kamerą. Z nimi od razu się żegnamy. Kiedy ja zaczynałam przygodę z gotowaniem, nie sądziłam, że będę robić to na wizji. Nikomu nie przyznałam się, że biorę udział w castingu do "Dzień Dobry TVN". Po wygranej nie miałam pojęcia, jakie konsekwencje będzie to za sobą niosło. Wszystko wydarzyło się trochę przez przypadek. Ciągle rozmyślam, jak potoczyłoby się moje życie, gdybym pewnego dnia tuż przed północą nie wysłała formularza zgłoszeniowego.

A pamięta pani moment, gdy dowiedziała się, że została jurorką "MasterChefa"?

- Z radosną nowiną zadzwoniła do mnie producentka show, Ewa Leja. Zaniemówiłam. Zaskoczyło ją to, bo spodziewała się okrzyków radości.

Pasuje pani życie na wysokich obrotach?

- Niewiele śpię, mam mało wolnego czasu, na dodatek mieszkam w dwóch miastach - rodzinnym Krakowie i Warszawie. Uważam się jednak za szczęściarę.

Szykuje pani książkę zainspirowaną smakami świata?

- Uwielbiam podróżować, odwiedzać odległe zakątki. Nigdy nie jadę na plażę. Zabieram plecak, aparat i ruszam odkrywać nowe smaki. W tym roku byłam w Wietnamie. Zamierzam pojechać do Argentyny i Chile. Pomyślałam, że byłoby miło podzielić się tymi wrażeniami z innymi. Jednak są to plany na odległą przyszłość.

Zastanawiała się pani, jak wyglądałaby pani restauracja?

- Nie wyobrażam sobie, żebym na obecnym etapie swojego życia mogła otworzyć restaurację, choć o tym marzę. Mam dopiero 27 lat, więc przyjdzie na to czas. Bliższy realizacji jest inny plan. Zamierzam założyć centrum z kursami kulinarnymi.

Rozmawiała Małgorzata Pokrycka.

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Telemax

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje