Reklama

Andżelika Piechowiak: Kobieta o wielu twarzach

Kiedy czegoś naprawdę pragnie, nie boi się po to sięgać. Jest silna, ale i delikatna, szukająca opieki. Po prostu kobieta o wielu twarzach.

Takiej Andżeliki Piechowiak (32 l.) jeszcze nie znacie! Odkąd związała się z Rafałem Olejniczakiem, stała się bardziej otwarta. Czy to uczucie tak ją zmieniło? Wszystko na to wskazuje. Pani Andżelika stworzyła szczęśliwy związek, który spełnił wszystkie jej oczekiwania. Jest szczęśliwa i marzy o tym, by każdy dzień był cudowny i spędzony tylko we dwoje. Jest kobietą wrażliwą, subtelną i niezwykle empatyczną. Natomiast w życiu zawodowym - silną i niezależną. Sama przyznaje się do tego, że to mieszanka wybuchowa. Ale to właśnie ona sprawia, że jest tak szalenie interesującą kobietą...

Reklama

Pani Andżeliko, ładnie to tak nie słuchać starszych?

Andżelika Piechowiak: - Zależy, co ma pani na myśli... (śmiech)

Podpowiem, że chodzi mi o pani dziadka...

- I o to, że zostałam aktorką?

W końcu zawsze powtarzał, aby wybrała pani jakiś porządny zawód.

- Ale ja za wszelką cenę chciałam zostać aktorką. Po prostu szłam po swoje. Byłam zdeterminowana. Po maturze człowiek zupełnie inaczej patrzy na otaczający go świat. Pragnęłam pokazać wszystkim, na co mnie stać.

I niewątpliwie osiągnęła pani swój cel.

- Cieszę się, że się nie wystraszyłam. Ludzie bardzo często boją się podejmować jakiekolwiek ryzyko. Nie starcza im odwagi, aby sięgnąć po swoje marzenia. I, niestety, bardzo często ich lęki zwyciężają. A przez to nigdy nie spróbują swoich sił. Wielka szkoda. Uważam, że trzeba realizować nawet te najbardziej abstrakcyjne pomysły. Wtedy zawsze pozostaje świadomość, że spróbowało się coś zrobić w tym kierunku. I człowiek nie ma już sobie nic do zarzucenia. W innym przypadku pozostaje żal i poczucie niespełnienia.

Ale do tego potrzebna jest odwaga.

- Zawodowo staram się być silna i niezależna. Muszę mieć twardą skórę. W moim zawodzie jest to przecież nawet wskazane. Tu cały czas testuje się człowieka. Z jednej strony trzeba być bardzo odpornym psychicznie, a z drugiej - szalenie wrażliwym. To taka wybuchowa mieszanka.

A jaka jest Andżelika Piechowiak poza sceną i planem filmowym?

- Prywatnie jestem subtelną, wrażliwą i empatyczną osobą. Czasami lubię poczuć się jak kobieta, którą ktoś musi się zaopiekować, pogłaskać po głowie. Mam symptomy takiego domowego misia.

Tego bym się po pani nie spodziewała!

- Jak każdy człowiek mam wiele twarzy. Ale na ogół cieszę się tym, co jest teraz. I dokładam wszelkich starań, aby każdego dnia było jak najlepiej.

Niestety, w życiu nie zawsze wszystko idzie dokładnie po naszej myśli...

- Cały czas mam to gdzieś z tyłu głowy. I dlatego niczego nie planuję. Wychodzę z założenia, że jak chce się rozśmieszyć pana Boga, to trzeba mu opowiedzieć o swoich planach. Trzeba pozwolić sobie na pewną spontaniczność w życiu. Ono musi toczyć się swoim rytmem. Jak przytrafi się nam coś złego, to po prostu trzeba to przyjąć i iść dalej.

To samo dotyczy naszych związków z innymi?

- Oczywiście. Bo niby jak można zaplanować sobie coś, co nie zależy tylko od nas? Człowiek nie jest w stanie przewidzieć swoich reakcji. A co dopiero założyć, że ktoś obok zachowa się w taki czy inny sposób.

Ale teraz się to pani udaje.Stworzyła pani szczęśliwy związek.

- Odpukać! Staramy się żyć tak, aby każdy dzień był wyjątkowy. Nienawidzę tzw. cichych dni czy kłótni. Nie rozumiem par, które przez kilka dni się mijają i nie odzywają się do siebie. Dostałabym chyba szału. Mój temperament by na to nie pozwolił. Jestem z tych, co rozwiązują swoje kłopoty natychmiast.

Niestety doświadczenie uczy, że mężczyźni raczej za tym nie przepadają...

- To jest dla nich męczące, bo zazwyczaj nie lubią aż tyle rozmawiać o problemach. A my faktycznie potrafimy rozkładać każdą sprawę na czynniki pierwsze. Wszystko dlatego, że nienawidzimy piętrzenia problemów. Jak coś jest nie tak, to lepiej od razu sobie szczerze powiedzieć o co chodzi. Ale przyznam, że czasami ugryzę się w język.

Chociaż momentami naprawdę ciężko się powstrzymać...

- I to jest problem większości kobiet. Wymyślamy, snujemy, szukamy dodatkowych podtekstów. Mężczyźni są raczej mniej skomplikowani. Zazwyczaj mówią to, co myślą. To tylko my nakładamy kilka warstw.

Ufa pani kobiecej intuicji?

- Trzeba jej zaufać. Ona zazwyczaj nas nie zawodzi. Często wiemy czy ktoś nas naprawdę kocha i czy mu na nas zależy. Nie powinnyśmy się nigdy oszukiwać w tej materii. To nie ma najmniejszego sensu.

Czego oczekuje pani od swojego partnera?

- Przede wszystkim wsparcia i takiego poczucia, że cały czas będzie przy mnie. Potrzebuję też wiary, że zawsze mogę na niego liczyć. Chcę czuć, że jestem dla niego ważna...

... i że kocha panią całym sercem, oczywiście.

- Jak my kobiety się rozumiemy (śmiech). A oprócz wierności jest jeszcze jedna szalenie ważna cecha jaką jest lojalność. Wtedy wiem, że gdziekolwiek by był, z kimkolwiek by rozmawiał, w jakiejkolwiek by się znalazł sytuacji, zawsze będzie stał za mną murem i wierzył we mnie, nawet gdy wszyscy inni już przestali. Ta świadomość jest dla mnie bezcenna.

Rozumiem, że to wszystko otrzymuje pani od swojego partnera?

- To wszystko, a powiedziałabym nawet, że jeszcze więcej.

Alicja Dopierała

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Świat & Ludzie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: pragnie | Nie | Po prostu | twarzy | Andżelika Piechowiak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje