Reklama

Reklama

Aleksandra Szwed przeżyła horror. "Najgorsze dziewięć godzin życia"

Aleksandra Szwed kilka dni temu wróciła do domu po urodzeniu drugiego syna. Ten szczególny czas w jej życiu zakłóciło pewne dramatyczne wydarzenie. W niewyjaśnionych okolicznościach zaginął jej pies - Aleksandra Szwed podejrzewa, że został skradziony. Mops szybko się odnalazł, ale zanim to się stało, doświadczyła "najgorszych dziewięciu godzin w swoim życiu".

Aleksandra Szwed

Po wyjściu ze szpitala, na Aleksandrę Szwed w jej domu w podwarszawskich Markach czekały m.in. dwa pupile, bulterier Gucio oraz mops Maja - zdjęcia pary tych czworonogów w rozmaitych ciekawych ujęciach często pojawiają się na jej Instagramie. Jednakże rodzinna sielanka trwała bardzo krótko...

"To było chyba najgorsze dziewięć godzin w moim życiu... i tak - mówi to kobieta, która dopiero co wydała na świat 'siłami natury' drugie dziecko... Dziś rano Maja zniknęła z naszej posesji - jak do tego doszło, nie wiem. Brama i furtka były zamknięte, a ona nigdy do tej pory nie przejawiała cech 'powsinogi'. Jeśli mam obstawiać - ktoś jej w tym pomógł..." - tak brzmi początek dramatycznej historii, którą Szwed opisała na Instagramie. Maja była w ogrodzie z Guciem przez kwadrans, a później ślad po niej zaginął.

Reklama

"Maja, na szczęście biorąc pod uwagę zaistniałą sytuacje, jest wysterylizowana i podejrzewam, że właśnie dzięki temu trafiła z powrotem na ulicę" - wyjawiła pomyślne zakończenie. Być może więc pupilka Szwed miała trafić do pseudohodowli i zostać tam suką rozpłodową. "Znalazł ją pod samym lasem (!!!), błąkającą się na ulicy pomiędzy samochodami, starszy Pan (po tysiąckroć DZIĘKUJĘ). Przypadek? Nie sądzę... - napisała aktorka.

Szwed ma nadzieję, że jej historia będzie przestrogą dla innych. "Uważajcie na swoje psiaki, Kochani - kradzieże rasowych psów zdarzają się ponoć coraz częściej (choć naprawdę nie pojmuję, jakim zwyrodnialcem trzeba być, by ukraść komuś psa...)" - apeluje do swoich fanów.

W tej historii wspomina również o swoim synu, Borysie. "My mieliśmy szczęście - nasz Czarny Kropek jest już bezpieczny w objęciach swojego małego pana. Mieliśmy szczęście, bo mój sześcioletni syn nie będzie musiał mierzyć się z traumą straty ukochanego pupila, który jest dla niego pełnoprawnym członkiem rodziny" - stwierdza.

Aktorka podziękowała przyjaciołom, którzy wraz z nią godzinami przemierzali ulice, szukając Mai, a także internautom, którzy udostępniali informację o zaginięciu psa i przesyłali jej słowa wsparcia.

PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Aleksandra Szwed

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje