Reklama

"Spadaj tato": Super(t)ata

"Spadaj tato" to amerykańska komedia z Adamem Sandlerem w głównej roli, który wciela się w postać "najgorszego ojca świata" - Donny'ego Bergera.

Wszyscy wiemy, czego spodziewać się po komedii z Adamem Sandlerem, prawda? "Spadaj tato" to film nie odbiegający poziomem poczucia humoru od wcześniejszych produkcji jednego z najbardziej kasowych komików współczesnego kina; fani Sandlera mogą jednak być odrobinę zaskoczeni.

Reklama

Streszczanie fabuły "Spadaj tato" nie powinno zająć dużo miejsca. Sandler wciela się tu w postać Donny'ego Bergera - niegdysiejszej gwiazdy amerykańskiej telewizji, który zasłynął tym, że jako uczniak zrobił dziecko swej nauczycielce (a synowi dał na imię Han Solo). Po tym jak kobieta poszła do więzienia za kontakty seksualne z nieletnim, Donny niezbyt przejmował się wychowywaniem swego potomka; delektował się "15 minutami sławy" żyjąc życiem telewizyjnego celebryty. Akcja "Spadaj tato" zaczyna się ponad 20 lat później, kiedy kompletnie spłukany i zapijaczony Donny otrzymuje ostateczny termin spłaty długu ubezpieczeniowego. Ma kilka dni na zdobycie ponad 40 tysięcy dolarów, w innym wypadku grozi mu kilkuletnia odsiadka.

Traf chce, że Donny trafia w czasopiśmie o ślubach na zdjęcie mężczyzny, który przypomina mu niewidzianego od kilkunastu lat syna. Z zaprzyjaźnionym prowadzącym talk-show dochodzi do porozumienia: jeśli skłoni syna do odwiedzin matki w więzieniu - wszystko ma się odbywać w obecności kamery - dostanie pieniądze na regulację długu. Donny wybiera się więc do luksusowej posiadłości szefa swego dawno niewidzianego syna, gdzie trwają przygotowania do ślubu.

Ci, co nie przepadają za poczuciem humoru Adama Sandlera, po seansie "Spadaj tato" raczej nie dołączą do grona jego zwolenników. W filmie w reżyserii Seana Andersa (scenarzysta "Jutro będzie futro") dowcip rzadko kiedy wystaje ponad poziom podbrzusza, bohater Sandlera to bowiem obleśny, żłopiący piwo samiec, którego domem wydaje się być obskurny bar ze striptizem, gdzie spędza całe dnie zaprzyjaźniając się z pracownicami klubu. Słyszycie te teksty o "jajach prawdziwych mężczyzn" i "cyckach prawdziwych kobiet"? No właśnie...

"Spadaj tato" skonfunduje jednak również wielbicieli talentu Sandlera. Pomimo żenującego pułapu komediowych gagów, którymi charakteryzują się produkcje z jego udziałem, filmy Sandlera pozostawały zazwyczaj familijnymi propozycjami. Na "Spadaj tato" ciężko zabrać dzieci, film jest bowiem dozwolony w amerykańskich kinach od 18 roku. Jak podliczyli statystycy - w obrazie aż 128 razy pada słowo na F lub jego pochodne (pamiętacie, jak "Wściekłe psy" Tarantino robiły karierę z 269 przekleństwami?). Dla mnie pozbycie się pruderii językowej to świadectwo odwagi Sandlera (jest jednym producentów filmu) - sygnał, że filmy jego udziałem mogą być też adresowane do widowni "Kaca Vegas". Jeden warunek - publiczność będzie musiała zaakceptować manieryczny akcent aktora (ponoć tak mówią ludzie w Bostonie, ale nie wierzę, by szeleścili fonetycznie jak Sandler), który być może sprawdziłby się w skeczu, jednak w perspektywie dwóch godzin projekcji (przygotujcie się na więcej niż regulaminowe 90 minut) szybo traci swój urok.

Komedie w podobnym stylu ogląda się jednak również dla "kreacji drugoplanowych". Partnerem Sandlera jest tu gwiazda słynnego programu "Saturday Night Live" Andy Samberg - powiedzmy, że ma szansę stać się w przyszłości kimś w rodzaju Setha Rogena - jednak każdy kinoman ożywi się, kiedy na ekranie niespodziewanie pojawią się sylwetki Susan Sarandon i Jamesa Caana. Pierwsza gra epizodyczną rolę odbywającej karę więzienia występnej nauczycielki, drugi wciela się w postać charyzmatycznego księdza z kryminalną przeszłością. Na mnie największe wrażenie zrobiły jednak kreacje niejakiej Leighton Meester (w roli narzeczonej postaci Samberga) oraz znanego w latach 80. rapera Vanilli Ice (jako kumpla bohatera Sandlera).

Podobnie jak "Jutro będzie futro", do którego Sean Anders napisał scenariusz, tak w przypadku jego reżyserskiego podejścia w "Spadaj tato", wyznacznikiem filmowej opowieści jest nostalgia za latami 80. Vanilla Ice gra w filmie samego siebie - jego przebój "Ice Ice Baby" stanowi podkład muzyczny jednaj z kulminacyjnych scen film, z kolei Leighton Meester do złudzenia przypomina odtwórczynię roli Vinnie w serialu "Cudowne lata" (byłem przekonany, że to come back Daniki McKellar). Ścieżka dźwiękowa filmu skomponowana jest zaś z utworów Def Lepard, Foreigner i New Kids On The Block (koniecznie z kaset!). Ze słynnym amerykańskim boysbandem związany jest tu zresztą jeden z najśmieszniejszych wiców. "Spadaj tato" polubiłem właśnie za tę pokoleniową superatę, dzięki której finałową rozgrywkę traktować możemy jako zwycięstwo oldskulowych lat 80. nad zdegenerowaną współczesnością. Bohater Mickey'a Rourke'a z "Zapaśnika" wiedziałby, o czym piszę.

5/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Spadaj tato", reż. Sean Anders, USA 2012, dystrybutor: UIP, premiera kinowa: 17 sierpnia 2012

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje