Reklama

Reklama

"Sekret Madeleine Collins": Podwójne życie Madeleine [recenzja]

Antoine Barraud bardzo chce być Alfredem Hitchcockiem albo przynajmniej stanąć obok jego najwybitniejszych naśladowców, jak Brian De Palma. Nie do końca mu się udaje, choć "Sekret Madeleine Collins" ma kilka zaskakujących twistów akcji.

Antoine Barraud bardzo chce być Alfredem Hitchcockiem albo przynajmniej stanąć obok jego najwybitniejszych naśladowców, jak Brian De Palma. Nie do końca mu się udaje, choć "Sekret Madeleine Collins" ma kilka zaskakujących twistów akcji.
Virginie Efira w roli tytułowej bohaterki filmu "Sekret Madeleine Collins" /Best Film /materiały prasowe

Podwójne życie Madeleine Collins

Judith/Madeleine (znana z "Benedetty" Paula Verhoevena, Virginie Efira) prowadzi podwójne życie. Nie jest to "zwykłe" podwójne życie z mężem w domu i kochankiem u boku. Ta atrakcyjna, przebojowa i pewna siebie 40-latka ma dwie różne rodziny. W dwóch różnych krajach. W Szwajcarii mieszka z Abdelem (Quim Gutiérrez), z którym wychowują córeczkę (Loïse Benguerel). We Francji żyje natomiast ze znanym dyrygentem Melvil Fauvet (Bruno Salomone), z którym ma dwóch dorosłych synów. Jak udaje jej się ukryć drugi związek? Jest tłumaczką, więc zagraniczne podróże są dla niej doskonałą przykrywką.

Reklama

Barraud od samego początku uderza w kilka kulturowych dogmatów o życiu rodzinnym. To przecież mężczyzna jest zawsze tym, który prowadzi podwójne życie. Szczególnie jak jest spełniony zawodowo i atrakcyjny fizycznie. A kobieta? Jak poradzić sobie z wychowywaniem dzieci w dwóch różnych rodzinach? Jak pogodzić się z tęskniącymi dziećmi, nie rozumiejącymi, dlaczego mama musi wyjechać na tak długo?

"Sekret Madeleine Collins" nie jest jednak typowym dramatem obyczajowym. Barraud jest zapatrzony we wspomnianego wyżej Hitchcocka i prowadząc nas w skomplikowany świat Judith, dawkuje napięcie, korzystając z całej palety thrillera. Sam reżyser mówi, że jego film ma "strukturę ślimaka", gdzie przechodzi się z punktu Z do punktu A. To formalnie dobry pomysł, który jednak w moim przekonaniu przerósł treść filmu.

Virginie Efira jako kobieta uwikłana

Francuski reżyser zagrał na wysokich nutach, z których niewiele zostaje. Zaplątanie intrygi, tajemniczość głównej bohaterki i mylenie tropów przez Barrauda sprawdza się mniej więcej do połowy filmu. Choć sam główny twist akcji może być dla widza zdumiewający (mnie mocno zaskoczył), to trudno pozbyć się wrażenia, że prowadzi do zbyt banalnej konkluzji. Dlaczego kobieta mogąca mieć poukładane i harmonijne życie, decyduje się na tak pokręcone związki? W imię czego dokonuje tak ogromnych wyrzeczeń? Nie chcąc spoilerować ( jest to bardzo łatwe w przypadku tego filmu), napiszę lapidarnie, że odpowiedź Barrauda jest dla mnie niewystarczająca i rozczarowująca. Nie wykluczam jednak, że wielu widzom "siądzie" jej swoista przyziemność.

Virginie Efira, odtwórczyni tytułowej bohaterki, tworzy natomiast ciekawy obraz kobiety gubiącej się we własnych kłamstwach. To zupełnie inna rola od skandalizującego, zanurzonego w pornograficzny nunsploitation filmu Paola Verhoevena, gdzie zagrała tytułową zakonnicę Benedettę.

Tym razem aktorka może eksplorować umysł kobiety o wiele nam bliższej. Kobiety uwikłanej w układ, wymagający od niej poświęcenia, ale też pożerający ją przez jej własną pychę. Barraud ciekawie opowiada o konsekwencjach niebezpiecznej zabawy własną tożsamością.

Jest w tym filmie mocna i emocjonująca scena, w której Madaleine musi pogodzić się z tym, że jej partner przyprowadza do domu (w jej obecności) kochankę. W oczach magnetycznej i charyzmatycznej Efiry widzimy zdumienie, złość, rozpacz, ale też bezgraniczny smutek i pogodzenie się z losem, na który sama sobie zapracowała, krzywdząc o wiele mocniej najbliższych. Pokerowa twarz kobiety, okłamującej w innej intensywnej scenie swojego dorosłego syna, nagle się rozsypuje na drobne kawałki. Klaustrofobiczny labirynt (świetne zdjęcia Gordona Spoonera) jej zakłamania nie prowadzi do oczyszczenia, co w pokrętny sposób główna bohaterka chce osiągnąć, m.in. na ulicach Warszawy.

Choć nie wygląda na to, by ekipa filmu zawitała do naszej stolicy, to Polska jest ważną częścią planu Madeleine. Planu, który przyprawi ją o wyjątkowy "zawrót głowy". Choć nie tak udany, jak u Hitchcocka, to dzięki roli Efiry intrygujący. Szkoda więc, że Barraud nie pokusił się o mocniejsze doprawienie scenariusza. Można było z tej historii wyciągnąć więcej.

6,5/10

"Sekret Madeleine Collins" ("Madeleine Collins"), reż. Antoine Barraud, Szwajcaria, Francja, Belgia 2022, dystrybutor: Best Film, premiera kinowa: 17 czerwca 2022 roku.

Zobacz też:

"Buzz Astral": Podróż w kosmos z zaciągniętym hamulcem [recenzja]

"Jurassic World Dominion": Zostawmy dinozaury w spokoju [recenzja]

"Po miłość / Pour l'amour": Kobieta w potrzasku [recenzja]

"IO": Z kamerą wśród zwierząt [recenzja]

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Sekret Madeleine Collins

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL