Powtarzającym motywem w dzieła Hikari jest spoglądanie Phillipa (Brendan Fraser) z jego tokijskiego mieszkania na okna sąsiadów. Większość obserwowanych przez niego ludzi dzieli z kimś swoje życie, przeżywa wspólnie radości i smutki. On jest tymczasem sam jak palec w pustym pokoiku. Kilka lat temu przeprowadził się do Japonii, ale nie udało mu się zrobić wielkiej kariery. Chwyta się więc małych zleceń, starając się przetrwać z miesiąca na miesiąc.
W wyniku jednego z nich trafia na inscenizowany pogrzeb, w czasie którego odgrywa rolę jednego z żałobników. Tym samym rozpoczyna współpracę z agencją oferującą "bliskich do wynajęcia". Jak się okazuje, zapotrzebowanie na jej usługi jest ogromne. Phillip na kilka godzin staje się kumplem dla introwertycznego gracza lub dziennikarzem przeprowadzającym wywiad ze starzejącym się aktorem. Największym wyzwaniem okazuje się dla niego rola "ojca" dziewczynki, którą matka chce zapisać do elitarnej szkoły. Posiadanie dwójki rodziców znacznie zwiększy jej szanse. Kilkulatka pozostaje nieświadoma inscenizacji, a Phillip bardzo wchodzi w swą postać. Wkrótce nie musi już spoglądać smutno przez okno. Jego puste mieszkanko zapełnia się pamiątkami i wspomnieniami związanymi z nowymi bliskimi. Tylko czy "odgrywane" relacje mogą zastąpić te prawdziwe?
"Rodzina do wynajęcia". Brendan Fraser jest stworzony do takich ról
Japońska reżyserka Hikari w ostatnich latach realizowała przede wszystkim odcinki seriali "Tokyo Vice" i "Awantura". "Rodzina do wynajęcia", nad którą pracowała od 2019 roku, to teoretycznie ciepły komediodramat do obejrzenia całą rodziną w niedzielne popołudnie przy obiedzie. Fraser jest wspaniale smutny, a pod niepewnym uśmiechem skrywa ogrom małych porażek i niespełnionych planów. Chociaż wejście w relację z klientami jest pracą Phillipa, każdy jego gest wydaje się szczery i dobry. Fraser jest stworzony do grania życiowych rozbitków, którzy z umiarkowanym optymizmem wypatrują swojego portu. Laureat Oscara znalazł swoją niszę i spokojnie mógłby się ograniczyć tylko do wzruszających opowieści o szukaniu swojego miejsca. Byłby świetny za każdym razem, ale mam nadzieję, że będzie jednak podążał za nowymi wyzwaniami.

"Rodzina do wynajęcia". Niektóre wątki są bardzo niepokojące
Problem polega na tym, że jeśli zaczniemy drapać, to szybko znajdziemy w dziele Hikari wiele zastanawiających, a nawet niepokojących kwestii. Największe wątpliwości budzi wątek relacji Phillipa i Mii, jego "córki". Scenarzyści zaznaczają, że bohater nie jest przekonany, czy wziąć zlecenie zakładające, że będzie udawał jej ojca aż do czasu rekrutacji do elitarnej szkoły. Mimo to się zgadza. Naprawdę żaden z dorosłych nie bierze pod uwagę, że na dłuższą metę cała akcja wyrządzi dziewczynce ogromną krzywdę? Trudno kibicować bohaterowi, nawet o twarzy przesympatycznego Frasera, który przez swoją bezmyślność skazuje dziecko na takie nieprzyjemności.
Inna sprawa, że twórcy idą na łatwiznę i pomijają budowanie się relacji mężczyzny i dziecka. Mia w jednej scenie go nie akceptuje, ale zaraz wchodzi sklejka montażowa i w kolejnej Phillip jest już jej tatą. Z tego powodu trudno kupić ten wątek i naprawdę się nim przejąć (pomijając już wątpliwości moralne). O wiele więcej czasu dostaje znajomość aktora z Kikuo (Akira Emoto), emerytowaną legendą kina. Być może, gdyby skupić się tylko na tej historii i ją rozwinąć, film nie zostawiałby takiego nieprzyjemnego posmaku.

Oczywiście Hikari chciała pokazać, że najważniejsze są szczere relacje z innymi ludźmi, a morał jej filmu jest pisany wielkimi literami i jeszcze podkreślony pięć razy. Reżyserka nie bawi się w subtelności, a w oczy najbardziej kłuje wątek Shinjiego, właściciela agencji. Nie będę tutaj zdradzał, jak on przebiega i jaki jest jego finał. Zaznaczę tylko, że gdy dochodzi do jego rozwiązania, na twarzach widzów zamiast smutnej podkówki pojawia się grymas zażenowania.
"Rodzina do wynajęcia". Nawet uśmiech Brendana Frasera nie pomaga
Mimo że reżyserka jest Japonką, "Rodzina do wynajęcia" szybko zaczyna przypominać hollywoodzkie filmy sprzed lat, które nie zestarzały się za dobrze. Oto do dalekiego kraju przybywa biały człowiek, który uczy jego mieszkańców empatii. Kto by się jednak martwił kłopotliwym lub niepokojącym wydźwiękiem niektórych wątków. Dostajemy ładne widokówki z Japonii oraz świetnego Frasera, który chciałby przytulić cały świat. Niestety, "Rodziny do wynajęcia" nie ratuje nawet jego dobry uśmiech.
5/10
"Rodzina do wynajęcia" (Rental Family), reż. Hikari, USA/Japonia 2025, dystrybucja: Disney, premiera kinowa: 16 stycznia 2025 roku










