Reklama

Reklama

"Powrót do tamtych dni": Dzieciństwo z alkoholikiem [recenzja]

Cudowne dorastanie w czasach PRL-u? "Powrót do tamtych dni" Konrada Aksinowicza wydaje się początkowo podążać tą samą drogą, co inne polskie premiery ostatnich miesięcy ("Zupa nic", "Najmro"), jednak pierwsze wrażenie jest złudne. Pozorna tęsknota za latami dzieciństwa to tylko wstęp do koszmaru o współuzależnieniu.

Weronika Książkiewicz, Teodor Koziar i Maciej Stuhr w "Powrocie do tamtych dni"

Tomek (Teodor Koziar) - główny bohater "Powrotu do tamtych dni" - jest uczniem siódmej klasy szkoły podstawowej. Mieszka z matką (Weronika Książkiewicz) - ojciec (Maciej Stuhr) wyjechał pracować do Stanów, a zamiast listów przesyła im kasety magnetofonowe. Opowiada w nich o tym, jak wspaniale wiedzie mu się za oceanem. Tomek marzy, że kiedyś wraz z mamą przeprowadzą się do Stanów. Nieoczekiwanie jednak to ojciec wraca.

Reklama

W pierwszej chwili dominuje szczęście - dawno nieobecny rodzic zasypuje prezentami i stara się nadrobić stracony czas. Szybko jednak wychodzi na jaw, że za jego nagłym pojawieniem stoją demony z przeszłości, które teraz uderzają ze zdwojoną siłą. Tomek i jego mama z dnia na dzień zostają uwięzieni w mieszkaniu z alkoholikiem - i za nic nie potrafią wyrwać się z tej relacji.

W swoim bardzo osobistym filmie Konrad Aksinowicz łączy nostalgiczny powrót do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku z horrorem życia z osobą w szponach nałogu. Problem tkwi w tym, że dwie obrane przez reżysera ścieżki idą w różnych kierunkach i absolutnie nie składają się na spójną całość. Film rozpoczyna się jak pocztówka z ostatniej dekady XX wieku, widzianych oczyma nastolatka - wypady na trzepak, branie z osiedlowej wypożyczalni dziesięciu kaset na raz, komputer jako niewyobrażalny luksus, wymarzony zestaw Lego numer 6285 (czyli statek piracki). Przyznam, że jako osoba dorastająca w tamtych czasach, kilka razy uśmiechnąłem się, widząc wzorcowo odmalowany obraz epoki.

Z kolei wątek życia z alkoholikiem przeraża naturalizmem. Grany przez Macieja Stuhra ojciec zmienia się z żartującego cwaniaczka w człowieka uwięzionego w pijackim ciągu. Transformacja ta jest szybka, ale wiarygodna i dobrze poprowadzona. Już sam jego powrót podszyty jest pewnym niepokojem, a reżyserowi wystarcza kilka małych scen, by zapowiedzieć nadchodzącą zapaść. Gdy ojciec stacza się na samo dno, kamera nie pozostawia nic wyobraźni - widzimy go szlajającego się nago po mieszkaniu, atakującego swoją rodzinę i śpiącego we własnych odchodach.

Dla Stuhra jest to najciekawsza rola od czasu drugiego planu w "Obławie" Marcina Krzyształowicza. Niemniej nie jestem do końca pewien, czy aktor sprawdził się w niej. O ile pasuje on idealnie do przegrywa, obiecującego gruszki na wierzbie zapatrzonemu w niego synowi, to w granym przez niego pijackim amoku czuć trochę nieszczerości.

Nic nie można natomiast zarzucić debiutującemu na ekranie Teodorowi Koziarowi, który przejmująco wciela się w dziecko, które - jak się okazuje, nie po raz pierwszy - musi nagle zacząć odgrywać rolę dorosłego w sytuacji, w której ojcu nie przeciwstawi się ani zdominowana przez niego matka, ani pełni pustych słów nauczyciele, ani w większości obojętni sąsiedzi.

Przyjemność i rozbawienie płynące z elementów nostalgicznych nie współgrają z emocjami wychodzącymi z wątku walki z nałogiem ojca. Oba są bardzo dobrze zrealizowane, ale połączenie ich w jeden film sprawia wrażenie, jakby widz przełączał kanały telewizyjne, chcąc obejrzeć dwie produkcje jednocześnie. Mimo że "Powrót do tamtych dni" wywołuje emocje - i to skrajne - ostatecznie nie do końca wiadomo, jaką historię chciał nam opowiedzieć Aksinowicz.

6/10

"Powrót do tamtych dni", reż. Konrad Aksinowicz, Polska 2021, dystrybutor: Kino Świat premiera kinowa 10 grudnia 2021 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Powrót do tamtych dni

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje