Reklama

Portret rodzinny we wnętrzu

"Matka Teresa od kotów", reż. Paweł Sala, Polska 2010, dystrybutor Syrena Films, premiera kinowa 17 września 2010 roku.

Na tegorocznym festiwalu w Gdyni "Matka Teresa od kotów" była zdecydowanie jednym z najlepszych filmów pokazywanych w Konkursie Głównym. Mimo tego obraz Pawła Sali nie dostał na imprezie żadnej nagrody. Czyżby Polacy nie byli jeszcze gotowi, by oglądać historie, opowiadające o rodzeniu się zła w rodzinnych relacjach?

Reklama

Gdyby dewizę Wojska Polskiego: Bóg, Honor, Ojczyzna przenieść na rodzime społeczeństwo powinna ona brzmieć - Kościół, Duma, Rodzina. Te trzy wartości (?) jakoś niezmiennie przychodzą mi bowiem na myśl, kiedy myślę o Polakach, a podważenie w jakiś sposób którejś z nich, wydaje się być z góry skazane na porażkę.

Takiego śmiałego czynu dokonał Sala, którego obraz inspirowany jest autentyczni wydarzeniami. Ten bezkompromisowy dokumentalista w swoim debiucie fabularnym opowiada wstrząsającą historię dwóch chłopców, którzy w brutalny sposób zamordowali swoją matkę.

Reżyser prezentuje w swoim dziele jedną z wielu, zwyczajnych zdawałoby się rodzin, która tylko pozornie jest szczęśliwa. Gdy tylko bliżej jej się przyjrzymy, okaże się, że ojciec, weteran wojenny, ma problem z powrotem do normalnego życia, matka całą swoją miłość przelewa na tabuny kotów, które sprowadza do domu, a dzieci nie radzą sobie właściwie z niczym. Dodatkowo rodzina niszczona jest od wewnątrz przez Artura, najstarszego syna, który bawi się pozostałymi jej członkami i traktuje ich jak pionki w sadystycznej grze, którą precyzyjnie rozgrywa.

Film Sali ma w ten sposób skonstruowaną narrację, że najpierw oglądamy zdarzenia, które następują po zbrodni, później wszystko to, co do niej doprowadziło, tymczasem samo morderstwo, w ogóle nie zostaje nam zaprezentowane.

Reżyser wyznał w jednym z wywiadów, że realizując swoje dzieło, kierował się zasadą Hitchcocka, według której na początku filmu jest trzęsienie ziemi, a później napięcie jeszcze rośnie. W "Matce..." owym trzęsieniem jest scena aresztowania chłopców przez policję, która wprowadza widza w świat skomplikowanych rodzinnych relacji, pełen nienawiści, agresji i wzajemnego wyniszczania się.

Fabularny debiutant twierdził także, że jego obraz jest anty-kryminałem. Odbiorca oglądając go, nie musi zastanawiać się, kto jest sprawcą zbrodni. Zatrzymanie dzieci, a tym samym ujawnienie sprawcy, stanowi raczej punkt wyjścia dla zupełnie innych rozważań: dlaczego bracia dopuścili się takiego strasznego czynu, co nimi kierowało, w którym momencie pojawiło się zło?

W efekcie, widz oprócz tego, że staje się śledczym, musi brnąć przez prezentowaną mu historię, kierując się własną obyczajnością i etyką, by na końcu dokonać osądu i rozliczenia, które w żadnym wypadku nie będą dla niego łatwe. Sala wychodząc bowiem od brukowego niemal tematu, stworzył współczesny moralitet, w którym bohaterowie wielokrotnie podejmują brzemienne w skutkach dla siebie decyzje, kierując się czasem dobrem własnym, innym razem stawiając na pierwszym miejscu rodzinę.

Wyjątkiem w tym względzie jest Artur, pod maską wrażliwca skrywający oblicze psychopaty, który decyduje się na morderstwo matki, coś równie nienaturalnego i irracjonalnego zarówno w kontekście zwyczajnej ludzkiej moralności, jak i na przykład zachowania gatunku. Dodatkowo zbrodnia, w której bierze także udział jego brat jest sadystyczna i zwyrodniała. Chłopcy ucinają matce głowę, a jej ciało wrzucają do szafy, pozwalając mu tam gnić przez kilka dni. Film odsłania kulisy tego morderstwa i zmusza do zastanowienia się nad każdym z elementów, które do niego doprowadziły.

"Matka Teresa od kotów" jest świetnie zrealizowana (wspaniałe zdjęcia, doskonały montaż), ma intrygującą fabułę, a przede wszystkim wciąga widza w ekranowy świat już od pierwszej sceny. Na szczególne brawa zasługuje aktorstwo, zarówno grających małoletnich morderców: Mateusza Kościukiewicza i Filipa Garbacza, jak i ich biernych rodziców, w których wcielili się Ewa Skibińska i Mariusz Bonaszewski.

Czemu film Sali, o niebo lepszy od triumfującej na tegorocznym FPFF "Różyczki", wyjechał z Gdyni bez żadnej nagrody? Czy rzeczywiście nie spodobał się żadnemu z członków jury? Widocznie kłopotliwe kwestie związane z własną rodziną, wciąż stanowią dla Polaków powód do kompleksów. Przecież nikt nie lubi, gdy ktoś z zewnątrz miesza się w sprawy, które wolimy załatwiać we własnych czterech ścianach. Efekt tego jest jednak taki, że później zbrodnie, takie jak ta pokazana w obrazie Sali, zdecydowanie częściej oglądamy w wieczornych dziennikach, niż na kinowym ekranie.

7/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Matka Teresa od kotów | portrety | wnętrze | wnętrza | Paweł | obraz | film | Gdynia | sala | portret | rodzinny | matka | kotów | W.E.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje