Reklama

"Perswazje": Skonsumować i zapomnieć [recenzja]

Dakota Johnson w filmie "Perswazje" /Netflix /materiały prasowe

Netflixowa adaptacja powieści Jane Austen bardzo chce być "cool". Czasem jednak warto po prostu zaufać pierwowzorowi. Popularność Austen bowiem nie tkwi tylko w kostiumach, epoce oraz miłosnych perypetiach bohaterek. Carrie Cracknell niestety tego nie dostrzegła.

Wydana pośmiertnie ostatnia powieść Jane Austen "Perswazje" to z pewnością jedno z najdojrzalszych dzieł autorki. Przez literaturoznawców uznawana jest czasem za prekursorkę powieści psychologicznej. Nie jest to też powieść najłatwiejsza. Jako nastolatka pochłaniająca wszystko, co miało na okładce słowo "Austen", "Perswazje" wydały mi się... nudne. Dopiero kilka lat póżniej doceniłam historię Anne Elliot, skupienie się na psychologii bardziej niż na samych perypetiach miłosnych.

"Perswazje": Najdojrzalsza i najciekawsza bohaterka Austen

Anne to chyba najdojrzalsza i najciekawsza bohaterka Austen. 27-letnia kobieta, jak na swoją epokę już stara panna, z naciskiem na stara, jest zahukana przez swoją rodzinę, która jej nie szanuje. Siostry i ojciec traktują jako brzydką, szarą myszkę. Osiem lat wcześniej ta sama rodzina namówiła ją na odrzucenie oświadczyn Fredericka Wentwortha, młodego, zdolnego marynarza, choć bez majątku (stąd tytuł książki). Od czasu rozstania nie utrzymywali kontaktu. Fredrick zdążył w tym czasie awansować i wzbogacić się. Ich drogi ponownie się połączą, ale w obydwoje nie są już tymi samymi ludźmi co kiedyś.

Reklama

W "Perswazjach" przewijają się znane austenowskie wątki - wzajemne uprzedzenia, dążenie kobiety do niezależności i samostanowienia, wpływ socjety, jej fałsz i maski, które owa socjeta nakazuje zakładać. Złamane serce Anne i jej wiek sprawiają, że ma ona o wiele bardziej dojrzałe podejście do damsko-męskich relacji i społecznych norm niż inne bohaterki Austen, ale nie mniej uroku.

Film Cracknell trzyma się dość wiernie opowieści z paroma wyjątkami. Na fali popularności "Bridgertonów" ze stajni Netflixa podchodzi swobodnie do obsady, z której część jest czarnoskóra. Zmiany w stosunku do powieści Austen to nie zbrodnia, a czasem może to odświeżyć fabułę, vide "Duma i uprzedzenie" Joe Wright'a, a nawet (mniej udane) "Mansfield Park" Patricii Rozeny, która uwydatniła wątek kolonializmu i niewolnictwa.

Cracknell jednak jakby nie ufała w pełni, że adaptacja Austen ma szansę powodzenia, jeśli odrobinę nie nagnie się pewnych elementów. Pozostawia ładne plenery i piękne kostiumy, ale wsadza w nie współczesnych bohaterów. I "współczesny" nie jest tu komplementem, bowiem sprowadza się to do slangowego słownictwa wpychanego między dialogi z epoki czy Anne, która popija w samotności wino z butelki. Może i czasem zabawne, może i urocze, ale bardzo dalekie nie tylko od ducha Austen, ale przede wszystkim od powieściowej Anne Elliot. W ten sposób dostajemy takie perełki, jak stwierdzenia: "mówi się, że jeśli ktoś jest czwórką w Londynie, to w Bath jest dziesiątką" (?!).

"Perswazje": Trochę szkoda, ale nie wyszło

W natłoku wydarzeń, ale i w niepotrzebnym nadmiernym komentowaniu do kamery głównej bohaterki, jej nieustannym puszczaniu do nas oka, gubi się ciekawy wątek "Perswazji" - odnajdywanie się bohaterów, którzy dojrzeli i zmienili się. To nie jest stara miłość, ale zakochanie na nowo. Niechęci, zwłaszcza Fredricka do Anne, nie widać w filmie. W powieści bohaterowie muszą na nowo zaakceptować fakt, że są starsi i mają swój bagaż doświadczeń.

Trochę szkoda, bo filmowi Cracknell mimo wszystko nie brak uroku. Obsada również trzyma poziom. Wbrew krytyce, jaka spotkała Dakotę Johnson (gwiazdę "50 twarzy Greya"), naprawdę nie radzi sobie ona tak źle. Partnerującemu jej Cosmo Jarvisowi udaje się wygrać dystans pomieszany z tlącymi się pod mundurem emocjami. Zabawny jest też Richard E. Grant jako ojciec Anne.

Dakocie Johnson przypadła jednak dość niefortunna rola. Z dość poważnej, poturbowanej przez życie bohaterki ma zrobić "cool" nastolatkę lub przynajmniej wczesną dwudziestolatkę, płaczącą do poduszki po ukochanym, trzymającą w pudełku jego kosmyk włosów oraz popijającej wino w samotności. W pewnym momencie zaczynamy się więc zastanawiać, czy oglądamy adaptację najbardziej dojrzałej powieści Jane Austen czy film dla nastolatek.

Jest zabawnie, frenetycznie, szybko, płytko, na zasadzie - skonsumować i zapomnieć. Czyli dokładne przeciwieństwo tego, co oferuje Jane Austen. Cracknell ze scenarzystami (i Netflixem) uwierzyła, że popularność kolejnych adaptacji Austen tkwi w opakowaniu, dlatego też dostajemy uroczą, ładną i profesjonalnie nakręconą wydmuszkę, o której szybko zapomnimy.

4/10

"Perswazje" (Persuasion), reż. Carrie Cracknell, USA 2022, film dostępny na platformie Netflix, premiera: 15 lipca 2022 roku.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Perswazje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL