Reklama

"Oficer i szpieg": Oskarżony [recenzja]

Jean Dujardin (Jacques Picquart) i Louis Garrell (Alfred Dreyfus) w filmie Romana Polańskiego "Oficer i szpieg" /materiały prasowe

Premierom jego filmów od lat towarzyszą kontrowersje, rzadko odbywają się pod bezchmurnym niebem. Nie zmienia to faktu, że jednym z największych zwycięzców 76. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji był "Oficer i szpieg" - nowy film Romana Polańskiego.

To jest optymistyczna część legendy tego tytułu. Polański nie może uciec z biograficznej ścieżki i bulwarowego młynka, wciąż pozostaje przyczyną skandali i niezdrowych rumieńców. Nie przyleciał na premierę swojego filmu, bo we Włoszech grozi mu aresztowanie i błyskawiczna ekstradycja do Stanów Zjednoczonych. Na salę nie weszła również Lucrecia Martel, przewodnicząca tegorocznego jury, twierdząc, że nie zamierza kłaniać się osobie oskarżonej o przemoc seksualną i obrażać w ten sposób ofiar.

Reklama

Kiedy wreszcie seans się skończył, część widzów siedziała w milczeniu, w innych częściach sali zabrzmiały owacje. Włoska prasa okrzyknęła "Oficera i szpiega" arcydziełem i czymś "ponad" resztę konkursowej stawki. Są tacy, którzy napisali, że wśród 21 zakwalifikowanych do konkursu twórców miejsce znalazło się tylko dla dwóch kobiet oraz jednego odrażającego gwałciciela, stawiając Polańskiemu stopnie z moralności i nieźle przeczołgując go po debacie #metoo. W powietrzu jak bumerang krąży duch seksualnej afery sprzed lat, dyrektor festiwalu studzi nastroje, próbując rozróżnić proces od artysty, bez którego kino byłoby dużo płytsze i uboższe. Biennale w Wenecji to prawdziwy cyrk na kółkach.

Podobny cyrk próbuje odtworzyć autor w "Oficerze i szpiegu". Jest wczesne popołudnie. Przed bramą przy pałacu przy Cherche-Midi, w którym mieści się paryski sąd wojskowy, stoi oddział żołnierzy, na ulice wybiega tłum paryżan. Krzyczą: "Śmierć zdrajcy!", "Rzucić Żyda na pożarcie!". W tej krótkiej scenie zawiera się kawał życia francuskiego oficera Alfreda Dreyfusa, który został niesłusznie oskarżony o szpiegostwo na rzecz Niemiec, zdegradowany, skazany na dożywocie i zesłany do kolonii karnej na maciupeńkiej wyspie u wybrzeży Ameryki Południowej. Był rok 1894. Polański utrzymuje, że osiemdziesiąt lat później doświadczył czegoś podobnego na własnej skórze.

Analogia i (auto)komentarz są trochę na wyrost, bo dowody w sprawie Dreyfusa zostały sfabrykowane, lecz trzeba przyznać, że to ciekawe, iż wybrał on na temat losy francuskiego oficera - człowieka skazanego za zdradę, której dopuścił się ktoś inny. Co go obciążyło? Po pierwsze - list wygrzebany z kosza na śmieci w niemieckiej ambasadzie - śledczy i grafolodzy ustalili, że charakter pisma zgadzał się z tym Dreyfusa. Po drugie - znajomość języka niemieckiego. Po trzecie - Dreyfus to Żyd, który osiągnął oszałamiający sukces, a jak wiadomo wszyscy Żydzi to zdrajcy ojczyzny.

Temat antysemityzmu i fałszywego oskarżenia jest w "Oficerze i szpiegu" zarówno kołem zamachowym fabuły, jak i pojemną metaforą, z której pomocą można skutecznie zdiagnozować naszą współczesność. Minęło tyle czasu, a afera Dreyfusa, która w XIX wieku zakończyła się kryzysem politycznym we Francji, zawiera nadal aktualne, potrzebne sensy: jest czytelnym symbolem ostracyzmu, nietolerancji, ludzi doprowadzonych do ściany. Degeneracji rządu, którego mistyfikacje wymykają się spod kontroli oraz manipulacji i naciągania prawdy w ramach wszechobecnego boomu na fake newsy.

Widza trzyma więc w napięciu prosty suspens związany ze śledztwem podpułkownika Georges'a Picquarta - kopie on coraz głębiej, odkrywa dowody świadczące o niewinności Dreyfusa, ujawnia matactwa trybunału wojskowego, któremu nie zależy na prawdzie i zapewnia oskarżonemu uczciwy proces odwoławczy. Jest więc "Oficer i szpieg" filmem o idei sprawiedliwości, nasyconym rozwiązaniami zapożyczonymi wprost z thrillerów, kryminałów, powieści szpiegowskich. W którym widać całą gamę imponujących scen zaaranżowanych z rozmachem, wyczuciem i perfekcją w celu rzetelnego odtworzenia historycznego detalu, ale jednocześnie mało dziarskich i chwilami pozbawionych energii.

Roman Polański ceni sobie konkret, klasyczną i prostą intrygę, chirurgiczną precyzję, z którą ujawnia mechanizmy wyszukiwania kozła ofiarnego, ale w naturze śledztwa Dreyfusa można dostrzec pewną powolność i ospałość. "Oficer i szpieg" to bardziej film tradycyjny, rzetelny i informacyjny, niż intensywny i błyskotliwy. Chciałoby się w układance na temat człowieka skazanego na wieloletnią banicję zobaczyć coś więcej - drastyczną podróż w głąb siebie, teatr wewnętrznego absurdu, mrok, niepokój, uczucie osaczenia, makabreskę i - mimo historycznego fundamentu - pewną tajemnicę charakterystyczną dla jego poprzednich dokonań.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mimo tych niedoborów i archaizmów, to najlepszy film Polańskiego od wielu lat, ale jednocześnie kolega słusznie śmieje się, że seans ten był jak zaproszenie do antykwariatu. Wdychasz kurz i potykasz się o kulki naftaliny.

6,5/10

"Oficer i szpieg" (J'accuse), reż. Roman Polański, Francja 2019, dystrybutor: Gutek Film, premiera kinowa: 27 grudnia 2019 roku.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Oficer i szpieg

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje