"Odnajdę cię" [recenzja]: Justa i Partnerzy

Ewa Kaim w filmie "Odnajdę cię" /Kino Świat /materiały dystrybutora

Choć "Odnajdę cię" zapowiada się jak rasowe kino sensacyjne, z "Psami", "Pitbullem" czy "Kilerem" ma niewiele wspólnego. Fabularny debiut dokumentalistki Beaty Dzianowicz to specyficzne połączenie filmu gatunkowego i... dokumentu. Rezultat? Podrasowana wersja "W-11 - Wydział Śledczy", w której znani polscy aktorzy naśladują naturszczyków, realizatorzy zbytnio inspirują się pracą amatorów, a prawdziwego napięcia brak.

Reklama

Gdyby "Odnajdę cię" pokazać w jednym paśmie z czołowymi przedstawicielami docu-crime, jak "Detektywi" czy "Malanowski i Partnerzy", ci mniej zorientowani w twarzach polskich gwiazd nie zauważyliby różnicy. Kryminał Beaty Dzianowicz co prawda nie jest wzorowany na realnych wydarzeniach (a jak ujęła to reżyserka podczas spotkania z widzami na festiwalu Młodzi i Film w Koszalinie, większość jest "wyssana z palca"), lecz został nakręcony przy użyciu paradokumentalnych środków. Oczywiście, nie uświadczymy tu wypowiedzi bohaterów do kamery i narratora, w zamian jednak Dzianowicz funduje nam naturalistyczne zdjęcia, bliski kontakt z ekranową rzeczywistością i intrygę, w którą trudno uwierzyć.

Bohaterką "Odnajdę cię" jest Justa (Ewa Kaim), doświadczona policjantka, której nieuwaga doprowadza do ucieczki groźnego przestępcy - "Baci" (Dariusz Chojnacki). Mężczyzna morduje po kolei członków oddziału, dla którego służył w armii, a jego ucieczka naraża życie Grzegorza (Piotra Stramowskiego) - ostatniego ocalałego żołnierza. Wbrew poleceniom szefa (Michał Żurawski) Justa postanawia poznać motywy i złapać mordercę na własną rękę, zanim dojdzie do kolejnego zabójstwa. Gdy jednak "Bacia" porywa jej ukochaną córkę (Zofia Stelmach), Justa musi postawić wszystko na jedną kartę - i zaryzykować grę z przestępcą, w której stawką będą losy najważniejszej dla niej osoby.

Reklama

Gdyby "Odnajdę cię" włożyć w ręce Borysa Lankosza czy Władysława Pasikowskiego, efekt mógłby być "hollywoodzki". Historia Justy brzmi bowiem jak wyjęta z klasycznego kryminału, w którym roi się od pościgów, tropów i trupów, a w formie literackiej podpisać pod nią mogliby się zarówno Zygmunt Miłoszewski, jak i Katarzyna Bonda. Silna bohaterka, mroczna zagadka, wysoka stawka - wszystko zwiastuje przepis na kinowy hit. Gdyby natomiast "Odnajdę cię" przekazać twórcom "W-11" , dorysowaliby oni do historii bardziej realistyczne tło, dodali przejmującą narrację, a jedną policjantkę zastąpili dwoma. Pewnie wyszedłby z tego jeden z lepszych odcinków. Reżyserka Beata Dzianowicz wybiera z kolei drogę środka. Chce kino gatunkowe kręcić po "dokumentalnemu" - bójki policjantów wyglądają więc u niej jak przepychanki na szkolnym podwórku, funkcjonariusze reagują na wydarzenia z opóźnieniem, a katowickie osiedla straszą brudem i brzydotą. Z jednej strony - odważny krok, z drugiej - grubymi nićmi to szyte.

Sama realizacja może bowiem zahaczać o dokument, ale filmowa intryga to seria niewiarygodnych zachowań i motywów, w których klisza goni kliszę. Schemat za schematem, banał za banałem - zmierzamy do finału, który ociera się o absurd. Nie przekonują też bohaterowie - niby interesujący, bo to mocne osobowości o wyrazistych cechach, ale jednowymiarowi, przewidywalni, prości. W realizacji na kilometr wieje niskim budżetem i brakiem spójnej koncepcji. Nawet zdjęcia, zazwyczaj jeden z najmocniejszych punktów polskich filmów, są nudne, szare, jakby pożyczone z amatorskiego (lub jak chcieliby twórcy - realistycznego) kina.

W "Odnajdę cię" nie do końca broni się też obsada - choć to świetni aktorzy, na czele ze znaną z desek teatru Ewą Kaim, także im zdarza się mieszać konwencje - raz przyjmują gatunkowe pozy, raz stawiają na naturalizm i prawdę. Ostatecznie seans filmu Dzianowicz nie boli tylko dzięki wątkowi walczącej o córkę matki. Choć relacja bohaterek narysowana jest szkicowo, automatycznie budzi nasze zaangażowanie ze względu na intymny charakter i możliwość identyfikacji. Bardzo dobrze sprawdza się także relacja Justy z byłym mężem - Piotrem (Mirosław Haniszewski) - utrzymana w komediowym tonie, rozluźniająca atmosferę, gdy film zbyt mocno skręca w stronę "W-11".

W rękach bardziej świadomego twórcy (i lepszego scenarzysty), "Odnajdę cię" mogłoby stać się jednym z ciekawszym przykładów polskiego kina sensacyjnego. Filmowi Dzianowicz brakuje jednak charakteru i wiarygodności, by wywołać u widza prawdziwe emocje. Choć w dorobku polskiej kinematografii to tytuł wciąż kwalifikujący się na półkę "da się obejrzeć", trudno zrozumieć motywy stojące za jego powstaniem. Takich opowieści było bowiem na pęczki, a docu-crime ma już za sobą swoje najlepsze lata. Po co więc wracać do przeszłości?

4/10

"Odnajdę cię", reż. Beata Dzianowicz, Polska 2018, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 3 sierpnia 2018 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Odnajdę cię

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL