Reklama

"Noc w przedszkolu": Whisky z pucharka przedszkolaka [recenzja]

Kadr z filmu "Noc w przedszkolu" /Netflix /materiały prasowe

"Noc w przedszkolu", pełnometrażowy debiut Rafała Skalskiego, autora ciekawych dokumentów (wielokrotnie nagradzane "52 procent"), to film interesujący, chociaż ulepiony niemal wyłącznie ze schematów.

"Noc w przedszkolu": To wydarzyło się naprawdę

Tytułowa noc przydarzyła się naprawdę. Przedszkole jest eleganckie, prywatne, nazywa się "Promyczek", spotykają się w nim rodzice przygotowujący jasełka. Otrzymujemy pełny, dosyć oczywisty, katalog postaw i charakterów. Rodziców łączy stabilny stan majątkowy, dzielą aspiracje, wykształcenie, postawa społeczna. Od samozwańczej harpii (Lena Góra) - urodzonej karierowiczki, dyscyplinującej resztę; poprzez jej zahukaną powiernicę (Aleksandra Domańska), infantylnego konserwatystę o niezrozumiałych dla reszty poglądach (Dobromir Dymecki), kończąc na kordialnym mężczyźnie udającym drugą, a może już trzecią młodość (Zbigniew Zamachowski), czy na niestabilnej emocjonalnie, cierpiącej na bezsenność "dziewczynce z zapałkami" (Sylwia Boroń). Typów jest zresztą więcej, wszystkie na swój sposób ekstraordynaryjne - aż chciałoby się, żeby w tej wielobarwnej menażerii ktokolwiek był po prostu zwyczajny, zaplątany w tę aferę niejako przez przypadek. I taki, przynajmniej w założeniu, jest Eryk - grany przez Piotra Witkowskiego.

Reklama

Eryk nie jest rodzicem, jest partnerem matki małego Tytuska. Eryk jest także nieodpowiedzialny, to duży dzieciak (podobnie zresztą jak wszyscy pozostali występujący w filmie "Noc w przedszkolu"). Nie dorósł do odpowiedzialności, jara zioło, chce się bawić, chce pożyć lightowo. Jego dziewczyna, Dorota (Masza Wągrowska), nie ma tak łatwo, zapracowana, nie najlepiej sytuowana, samotnie zmaga się z macierzyństwem. Domyślamy się, że umieściła synka w najlepszym przedszkolu, na które jej nie stać, chłopiec jest trudny, zamknięty w sobie, bywa agresywny, nie pasuje pod każdym względem do nowobogackiego tła, i to nowobogackie tło pragnie się dziecka pozbyć, zwłaszcza że przeciw Tytusowi padają racjonalne argumenty, dotyczące jego zachowań, a także kłopotów finansowych matki. Sprawa jest w zasadzie przesądzona, zamknięta, a dzień przedstawienia gwiazdkowego to idealny moment, żeby to wszystko ogłosić wśród szerokiego grona rodzicielskiego. I wtedy do akcji nieoczekiwanie wkracza Eryk. Walcząc o Tytusa, tak naprawdę zawalczy o siebie, odkryjemy fajnego, odpowiedzialnego faceta w skorupie ziomala na luzie. Naiwne? Na pewno, ale ładnie opakowane i z wdziękiem zagrane.

"Noc w przedszkolu": Film niepozbawiony wad, ale dowcipny

Prawa logiki filmowej rządzą się swoimi wykładniami, i nawet od realistycznego filmu, jak "Noc w przedszkolu", nie oczekuję, żeby wszystko się ze sobą zgadzało. Dlatego nie mam większych pretensji o to, że niemal każdy argument filmowy można by złamać kontrargumentem logicznym (nad scenariuszem można by naprawdę popracować). W filmie rezygnacja dyrektorki "Promyczka" - cudowna Julia Wyszyńska - urasta do rangi międzyplanetarnej tragedii, a wszyscy rodzice mają niespożyte zasoby wolnego czasu (w okresie świątecznym) i spędzenie wspólnej nocy dla nikogo nie stanowi problemu, dalej - cała sprawa absolutnie nie wydaje się warta świeczki, to wydarzenie średniego kalibru, które w tej filmowej strukturze łamie życiorysy, wywleka na światło dzienne najmroczniejsze sekrety, niszczy związki. I ci gorsza, kończy się pijacką libacją i wielką awanturą.

Podczas seansu, niewątpliwie atrakcyjnego, co jest sporym sukcesem, zważywszy na kameralność opowiadanej historii, ograniczającej się w zasadzie do jednego wnętrza, miałem nadzieję, że losy tych ludzi, bohaterów, nie będą aż tak wobec siebie lustrzane, w gruncie rzeczy bliźniacze. Teza jest bowiem tyleż oczywista, co fałszywa. Zdaję sobie sprawę, że fajerwerki próżności i zdziecinnienia lepiej prezentują się w obrazku, niż socjalne problemy zwykłych ludzi, ale pokazanie bohaterów jako w większości wysoce antypatycznych zdziecinniałych dorosłych, których ego przerasta miłość macierzyńską, ojcowską, i jakąkolwiek inną, jest w odbiorze dosyć męczące. I płytkie. Im więcej atrakcji, asów z rękawa, tym bardziej czekałem na pojawienie się na ekranie Julii Wyszyńskiej, która co prawda popijała whisky z pucharka dla przedszkolaka, ale była realna, nie wymyślona, albo Maszy Wągrowskiej - matki Tytusa, kochającej synka po prostu, bez obudowy genderowo-poglądowo-swawolnej.

Film Rafała Skalskiego na tle przeciętnej produkcji polskiego Netfliksa jest projektem niepozbawionym wad, ale ciekawym, chwilami dowcipnym ("z kogo się śmiejecie?"), chwilami błyskotliwym, w większości dobrze obsadzonym i zagranym. Tyle, że nieprawdziwym. Same wyjątkowe problemy banalnych rodziców. Moje noworoczne życzenie: więcej zwyczajności. Szaleństwa mamy w nadmiarze za oknem.

6/10 

"Noc w przedszkolu", reż. Rafał Skalski, Polska 2022, dystrybutor: Netflix, premiera: 28 grudnia 2022 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy