Reklama

"Nitram". Co doprowadziło do rzezi w Tasmani? [recenzja]

Kadr z filmu "Nitram" /materiały prasowe

Justin Kurzel debiutował w 2011 roku filmem "Snowtown", który również opowiadał o nastoletnim mordercy w Australii lat 90. XX wieku. "Nitram" może być traktowany jako kontynuacja tej historii, choć ja widzę tutaj ducha "Słonia" Gusa Van Santa (2003). Opowieść o tym, co doprowadziło do największej w historii Australii masakry z użyciem broni palnej (35 ofiar i 23 rannych), jest przenikliwym obrazem choroby psychicznej i samotności.

"Nitram": Co doprowadziło do masowej zbrodni?

Choć "Nitram" ma ducha filmu Van Santa, to australijski reżyser nie skupia się na samej masakrze, której w 1996 roku dokonał skazany na 35-krotne dożywocie Martin Bryant. Kurzela interesuje, jaki splot wydarzeń doprowadził ostatecznie Nitrama (Martin czytany od tyłu) do masowej zbrodni. Jednocześnie "Nitram" nie jest próbą zrozumienia motywów mordercy albo formą rozmiękczenia oceny jego czynów. Kurzel przypatruje się życiu Nitrama z dystansem, ale jednocześnie precyzyjnie rozkrusza wskazówki, pozwalające nam dostrzec zapowiedź tragedii.

Reklama

Jedyny Amerykanin w głównej obsadzie, Caleb Landry Jones słusznie dostał za rolę Nitrama nagrodę na festiwalu w Cannes. Jones tworzy portret lekko opóźnionego w rozwoju intelektualnym i emocjonalnym chłopaka, który coraz mocniej zaczyna zatapiać się we własnym mroku i samotności. Twarda i trzymająca w garści dom matka (Judy Davis) oraz dobroduszny i ciepły ojciec (Anthony LaPaglia) mają różne sposoby na radzenie sobie z synem. Oboje go kochają, choć na zupełnie różny sposób. Matka jest surowa i nie ma oporów, by nim wstrząsnąć, nie patrząc na jego leczone farmakologicznie depresyjne stany.

Ojciec wybacza mu wszystko i szuka dla rodziny miejsca na farmie, gdzie mają prowadzić agroturystyczne B&B. Nitram poznaje jednak ekscentryczną milionerkę Helen (Essie Davis) i wchodzi z nią w przedziwny związek. Wycofana ze świata była aktorka, która mieszka teraz w otoczeniu psów i kotów jest dla niego przyjaciółką, matką i może także kochanką. Kupuje mu drogie prezenty, a on staje się towarzyszem jej samotności. W końcu za jej pieniądze kupuje arsenał broni.

"Nitram": Niewytłumaczalne zło?

Kurzel wraz z operatorem Gemrainem McMickingiem bardzo pewną ręką budują coraz bardziej klaustrofobiczny i autodestrukcyjny świat Nitrama. Świat oparty na odrębnych zasadach i regułach. Gdy jego ojciec popada przez niepowodzenia biznesowe w depresję, Nitram chcąc wyrwać go z wegetacji na kanapie, brutalnie okłada go pięściami. "Tak trzeba robić" - mówi przypatrującej się wszystkiemu z pokerową twarzą matce.

Niedługo potem zbroi się po zęby i z podobnie kamienną twarzą dokonuje masakry w tasmańskim Port Arthur. Bo "tak trzeba robić"? To kluczowa i świetne napisana przez Shauna Granta scena, która pokazuje istotę rodzinnych relacji w domu potwora. Spokojnie - nie wpisuje się ona w odwieczne pytanie, czy gdyby Hitler osiągnął sukces jako artysta, nie byłoby Holokaustu. Kurzel nie rości sobie prawa do odpowiedzi na niemożliwe do rozstrzygnięcia kwestie.

Najbardziej przenikliwym wątkiem średnio udanego, ale szalenie popularnego netflixowego serialu "Dahmer" jest relacja seryjnego mordercy Jeffreya z jego ojcem, kapitalnie zagranym przez Richarda Jenkinsa. Ojciec nigdy nie wybaczył sobie zaniedbań w wychowaniu syna i do końca walczył o jego życie. Ojciec australijskiego mordercy ostatecznie stchórzył i zbiegł przed narastającymi problemami. Nie wiemy, czy po aresztowaniu syna wiecznie zdystansowana matka okazała mu inne emocje. Czy to jej twardość wpłynęła ostatecznie na przekroczenie przez Nitrama granicy z napisem zbrodnia, czy może to miękkość, nie radzącego sobie z życiem ojca, uczyniła z chłopaka uzbrojonego po zęby mordercę? Może kluczem jest opowieść matki, która uzmysławia Helen, że jej syn już w dzieciństwie był pozbawiony empatii i cieszyło go jej cierpienie? A więc niewytłumaczalne zło jak u Michaela Myersa?

"Nitram": Wybitny Caleb Landry Jones

"Nitram" jest pozbawiony prostych diagnoz i odpowiedzi. Bardzo ważne jest rezygnacja z ukazania samej egzekucji, jaką chłopak przeprowadził na niewinnych ludziach spędzających kwietniowy dzień nad wodą. Wzbierająca się fala zła (istotną częścią filmu są również sceny nieudanego surfingu Nitrama na australijskich plażach) jest ważniejsza niż sam akt zbrodni, który tak wstrząsająco odtworzył przywołany wyżej Van Sant. Wielka w tym zasługa wybitnej roli Caleba Landry’ego Jonesa, który wyciąga z emocjonalnie wykastrowanego Nitrama jakąś formę pokręconego egzystencjonalnego bólu oraz dwóch zazębiających się i przejmujących kreacji hollywoodzkich weteranów Davis i LaPagli.

Zbudowanie na ekranie wielowymiarowego obrazu domowej relacji rodziców i przetrąconego dziecka pozwoliło na ucieczkę przez usprawiedliwieniem go albo jeszcze większym zdemonizowaniem. To największe osiągnięcie Kurzela, który mówi nam, że nie musimy rozumieć wszystkich przyczyn zbrodni, ale powinniśmy pamiętać, że ich symptomy kryją się nieraz w zupełnie niewinnych okolicznościach.

8/10

"Nitram", reż. Justin Kurzel, Australia 2021, dystrybutor: Gutek Film, premiera kinowa: 2 grudnia 2022 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Nitram

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy