Najnowsze dzieło twórcy "Taksówkarza" przedstawia losy Franka Sheerana (Robert De Niro). W latach pięćdziesiątych zaczął on pracować dla Russella Bufalino (Joe Pesci), jednej z bardziej wpływowych postaci świata przestępczego. Wkrótce rozpoczął także współpracę z Jimmym Hoffą (Al Pacino, otwiera się w nowym oknie), legendarnym przywódcą związków zawodowych. Szybko okazało się, że pogodzenie obu obowiązków nie będzie proste. Szczególnie że wybuchowy charakter i ambicje związkowca będą coraz niepokoić jego mafijnych partnerów.
Scorsese zdecydował, że odmłodzi swoich aktorów za pomocą efektów komputerowych, dając De Niro, Pacino i Pesciemu możliwość zagrania postaci młodszych od nich nawet o kilkadziesiąt lat. Plan ambitny, ale jak sprawdził się w praniu? Niestety, nieprzekonująco. Gdy na ekranie po raz pierwszy pojawia się trzydziestokilkuletni Frank, wygląda jak postać z przerywnika w grze wideo. Zestawienie odmłodzonych postaci z nieskalanymi tym efektem wypada nienaturalnie. Scorsese zapomniał także o jednej istotnej kwestii - można wygładzić zmarszczki i przefarbować włosy, ale w żadnym wypadku nie wpłynie to na posturę aktora i jego sprawność ruchową. Gdy teoretycznie młody Frank bije sklepikarza, który miał czelność popchnąć jego córkę, magia kina znika - zostaje tylko siedemdziesięciopięcioletni De Niro z doklejoną twarzą, który łapie zadyszkę po dwóch gwałtownych ruchach.
Nietrafiony zabieg wpływa negatywnie na odbiór filmu, jednak gdyby treść była zadowalająca, sprowadziłby się on zaledwie do małego zgrzytu. Są w "Irlandczyku" wspaniałe momenty, jak brawurowe przedstawienie niechęci Hoffy do alkoholu. Jest też przejmująca końcówka, w której bohater musi skonfrontować się z konsekwencjami swojego dotychczasowego życia. Gdyby cały film trzymał jej poziom - wtedy otrzymalibyśmy arcydzieło. Niestety, "Irlandczyk" trwa aż 208 minut i czas metrażu kładzie się nań cieniem. Świetne sceny gubią się w długich, powtarzalnych, pustych i wypełniających drugi akt dialogach. Scorsese stara się je jakoś urozmaicić, ale szybko zaczyna sięgać po znane sztuczki - nawet nie ze swoich poprzednich filmów, ale te zastosowane kilka scen wcześniej.

Najsłabszych momentów nie ratują także aktorzy. Dla odtwórcy głównej roli oraz Pacino udział w "Irlandczyku" miał być powrotem do pierwszej ligi, niejako odkupieniem za lata występów w gniotach kalających ich legendę - by wspomnieć tylko "Jack i Jill" czy "Co ty wiesz o swoim dziadku". Niestety, w swoich pierwszych scenach De Niro wypada nienaturalnie, w późniejszych jest wyraźnie znużony. Owszem, końcówka stanowi jego najlepsze dokonanie aktorskie od lat - ale w pierwszej kolejności trzeba przebić się przez prawie trzy godziny pozbawionego ikry występu. Z kolei Pacino nawet się nie stara. Znów wykrzykuje swoje kwestie i wykonuje masę cholerycznych gestów. Nie jest to jego najbardziej brawurowa szarża - na tyle Scorsesemu udało się zapanować nad aktorem. Najlepiej z głównego tercetu wypada Pesci. Jego Bufalino to zupełnie inna postać niż psychopatyczni gangsterzy z "Chłopców z ferajny" czy "Kasyna". Spokojny, starający się rozwiązywać wszelkie problemy bez zbędnych emocji, tylko w kilku chwilach pokazuje rozpacz targającą jego bohaterem, wynikającą z coraz większej samotności oraz niemożności posiadania dzieci.
Końcówka jest przejmująca, ale wydaje się też wzięta z innego filmu, ponieważ reżyser prawie w ogóle na nią nie pracuje. Scorsese kilka razy sygnalizuje wątki rodzinne (głównie związek Franka z jego córką, Peggy - swoją drogą prezentowany w bardzo przerysowany sposób). O nieuchronności śmierci przypomina za każdym razem, gdy przedstawia nowego bohatera - najczęściej w towarzystwie informacji o dacie jego zgonu i jego przyczynie. Zamiast zgłębiać te wątki, woli jednak zanurzyć się w mafijno-związkowych dialogach lub zaaranżować kolejną scenkę z gangsterskiej pracy swojego bohatera. W ostatnich trzydziestu minutach nagle poznajemy wszystkie wątpliwości Franka, jego lęki i decyzje, których żałuje. Chwyta to za serce, a De Niro nagle przypomina sobie, że jest wielkim aktorem. W końcu cała historia ma konkretny cel. Niestety, jest już za późno, żeby zrekompensować wcześniejsze niekończone się gadaniny, kolejne autocytaty i trochę mniej niż zwykle szarżującego Pacino. Do tych trzydziestu minut zapewne wrócę. Jednak jeśli będę miał ochotę na trzy godziny dobrego kina gangsterskiego - przypomnę sobie "Chłopców z ferajny" lub "Kasyno".
5/10
"Irlandczyk", otwiera się w nowym oknie [Irishman], reż. Martin Scorsese, USA 2019, dystrybucja: Netflix, premiera kinowa: 22 listopada 2019 roku.






!["Asteriks i Obeliks: Królestwo Nubii" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NDV9RNM9CXPSV-C401.webp)



