"Intruz" [recenzja]: Za wszelką cenę

O lęku przed drugim człowiekiem, życiowych błędach, decydujących o naszej przyszłości, i wybaczeniu, które nie jest wpisane w ludzką naturę, opowiada nagrodzony na 40. Festiwalu Filmowym w Gdyni za scenariusz i reżyserię "Intruz".

Ulrik Munther i Mats Blomgren w scenie z filmu "Intruz"

Film Magnusa von Horna to jedyna pełnometrażowa polska produkcja pokazana w ramach tegorocznego festiwalu w Cannes. Obraz, do którego zdjęcia zrobił operator "Idy", Łukasz Żal, opowiada inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami historię, która rozgrywa się na szwedzkiej prowincji. Kilkunastoletni John dopuścił się przed kilkoma laty straszliwej zbrodni. Pod wpływem ogromnych emocji zamordował swoją dziewczynę. Po odbyciu kary, chłopak wraca w rodzinne strony i podejmuje próbę rozpoczęcia życia na nowo. Szybko zostaje jednak skonfrontowany z przeszłością, o której chciałby zapomnieć.

Reklama

"Czytałem kiedyś akta policji o zbrodniach nastolatków. Młody chłopak zabił z zazdrości swoją dziewczynę, nie wiedział, co robi. Pochodził z normalnego domu - bez patologii, bez alkoholu, bez narkotyków, bez przemocy. Zadawałem sobie pytanie: czy ja bym tak mógł? I odpowiedziałem sobie: tak" -  mówi o tym, co skłoniło go do nakręcenia "Intruza" Magnus von Horn.

Pełnometrażowy debiut związanego od lat z Polską Szweda, absolwenta łódzkiej szkoły filmowej, reprezentuje dosyć liczne w ostatnim czasie na ekranach kin grono obrazów, w których oglądamy postać przybysza z zewnątrz. Obcym u von Horna jest oczywiście John, który niby powraca do dobrze znanego sobie środowiska, ale na zupełnie innych niż niegdyś warunkach. Dla otoczenia nie liczy się, że odpokutował za swoje grzechy i poniósł zasłużoną karę. Jest mordercą, którego się boją, nastolatkiem, którego nie rozumieją, synem, którego nie potrafią kochać. Dlatego na różne sposoby starają się go wypędzić: ze szkoły, z miejscowości, ze swojego życia.

Chłopak stara się początkowo podporządkować, nie oddaje, gdy go biją, nie odpowiada, gdy wyzywają, nie zwraca uwagi, gdy plują. Próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Znajduje nawet dziewczynę, z którą mógłby stworzyć szczęśliwy związek. Ale ludzie nie zapominają, nie wybaczają, nie przestają nienawidzić. Jedyną drogą musi być więc ucieczka (stąd? z życia w ogóle?).

Johna u von Horna zagrał Ulrik Munther, jeden z najbardziej utalentowanych piosenkarzy i muzyków młodego pokolenia w Szwecji, nazywany tamtejszym Justinem Bieberem. Trzeba przyznać, że jego filmowy debiut wypadł niezwykle okazale. 21-latek niesie na swoich barkach ciężar filmu, kreując postać introwertycznego nastolatka, obarczonego jakąś wewnętrzną skazą, która uwalnia się pod wpływem ekstremalnych emocji. Skąd bierze się gniew chłopca - z wychowania twardą ręką przez ojca i nieobecności matki, z chęci przeciwstawienia się "zimnej" szwedzkiej obyczajowości, z tak a nie inaczej ukształtowanego usposobienia, z buzujących w nim hormonów - tego możemy się jedynie domyślać.

Von Horna o wiele bardziej interesuje bowiem sytuacja, w której nastolatek musi poradzić sobie z problemami absolutnie nie przystającymi do jego wieku. Zabił jako dziecko i po odbyciu kary, dalej myśli, zachowuje się i postępuje jak ono. I choć to, co dzieje się wokół, go przerasta, chłopak nie może liczyć na żadną pomoc. Od momentu wyjścia z poprawczaka, przez kolejne próby powrotu do zwykłego życia, jest zupełnie sam. Nikt mu nie pomaga, bo jego obecność przypomina wszystkim o tym, co się stało. Wraz z Johnem powróciły stare pytania. Na ile za zbrodnię nastolatka odpowiada on sam, a na ile otoczenie: przyjaciele, dom, szkoła? Jedynym rozwiązaniem problemu musi być więc pozbycie się młodocianego mordercy. Za wszelką cenę.

7,5/10

"Intruz", reż. Magnus von Horn, Szwecja, Polska 2015, dystrybutor: Gutek Film, premiera kinowa: 9 października 2015 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Intruz 2015

Reklama

Reklama

Reklama