Reklama

"Heli": Ścigani [recenzja]

Dwa poprzednie filmy w reżyserii Amata Escalante: "Krew" i "Los bastardos" były pokazywane na festiwalu w Cannes w sekcji Un Certain Regard. Pierwszy z nich został nagrodzony nagrodą FIPRESCI w 2005 roku. Osiem lat później najnowsza produkcja tego reżysera została pokazana na canneńskim festiwalu w konkursie głównym. Jury pod przewodnictwem Stevena Spielberga nagrodziło meksykańskiego twórcę Złotą Palmą za najlepszą reżyserię w filmie "Heli", który prawie rok po festiwalu zostanie pokazany polskiej widowni.

Heli to imię głównego bohatera - młodego mężczyzny, który na co dzień pracuje w lokalnej fabryce samochodów na nocną zmianę. Robi to, co jego ojciec, który z racji wieku i doświadczenia pracuje w czasie dnia.

Reklama

W skromnym domku na meksykańskich przedmieściach oprócz ojca i syna mieszka jeszcze nastoletnia siostra tytułowego bohatera, jego żona i maleńkie dziecko. Pięć osób, które nie żyją na granicy ubóstwa, ale ich egzystencja zależy tylko i wyłącznie od pracy mężczyzn w okolicznej fabryce. Jakakolwiek nieprzewidziana zmiana tego układu grozi załamaniem i tragedią.

Szóstym, tajemniczym bohaterem w życiu meksykańskiej rodziny jest Beto - chłopak nastoletniej Estelli, który jest uczniem "specjalnej" szkoły policyjnej, czy raczej podejrzanej jednostki paramilitarnej. Panowie w czarnych furgonetkach, wyposażeni w karabin, ćwiczeni przez "amerykańskich przyjaciół" nie boją się niczego - walczą z przestępczością, strzelają bez ostrzeżenia, torturują i wieszają ludzi bez litości na okolicznych mostach. Wszystko za karę i w imię przeciwdziałania przestępczości. "Heli" zaczyna się od egzekucji i na egzekucji kończy, tylko dlatego, że ktoś zaburzył pewien z góry ustalony porządek.

Escalante bardzo powoli angażuje swoich bohaterów w dość prostą intrygę, z której zwyczajnie nie ma ucieczki. Koszmar zaczyna się od niewinnego marzenia o wiecznej miłości i podróży w nieznane. Tragedia dotyka tych, którzy są kompletnie nieświadomi, co dzieje się za ich plecami. Heli, jako głowa rodziny, jednocześnie niewinna ofiara, jedyny opiekun, który nie tylko chce bronić pamięci zmarłych, ale również walczyć o żywych, nie ma żadnego wsparcia ze strony lokalnej policji. Wszyscy dookoła są zaangażowani i zależni - nie ma nikogo, komu można byłoby zaufać.

"Heli" przypomina odrobinę "Post tenebras lux" Carlosa Reydagasa, choć Escalante raczej unika mocno surrealnych wizji. Z drugiej strony jego świat jest w bardzo podobny sposób uzależniony od agresji i seksualności - zawsze w duecie. Właśnie tak karze się ofiary, wyraża uczucia, okazuje zainteresowanie, mści i przepracowuje traumy. Finałowa sekwencja "Heli" to obraz tuż po tragedii - obraz rodziny, której zabrano spokój i której członkowie sami musieli zadbać o przywrócenie statusu quo.

Najnowszy film Amata Escalante to obok "Dotyku grzechu" Zhangke Jia jeden z najbardziej nowatorskich i najlepiej wyreżyserowanych filmów 2013 roku. Dobrze, że nareszcie trafia na ekrany polskich kin.

8/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Heli", reż. Amat Escalante, Meksyk, Francja, Niemcy, Holandia 2013, dystrybutor: Spectator, premiera kinowa: 31 stycznia 2014 roku.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje