Reklama

"Gorący temat": Strasz i podniecaj [recenzja]

Kadr z filmu "Gorący temat" /materiały prasowe

Nieoficjalne motto konserwatywnej stacji telewizyjnej Fox News tak właśnie brzmiało: strasz i podniecaj. Windowało słupki oglądalności i nabijało budżet stacji z reklamowych wpływów. Ale co to oznaczało w praktyce dla pracujących tam kobiet, poznajemy za sprawą trzech bohaterek.

Reklama

Jak mówić o świecie - polityce, ekonomii, podatkach - i trzymać widza przy życiu, tak by nie padł z nudów? Otóż redaktorki, dziennikarki, prezenterki należy wbić w obcisłe garsonki, w kuse spódniczki, w buty na niebotycznych szpilkach. Po co prezentacja umięśnionych łydek skoro większość pań siedzi? Głuptasy, od czego są przezroczyste stoły. Wiedział o tym Roger Ailes, dyrektor generalny Fox News, zasiadający w zarządzie spółki medialny predator, prawa ręka Ruperta Murdocha. Wreszcie, człowiek, który wypromował wiele gwiazd newsowego dziennikarstwa. W 2016 roku Ailes został oskarżony o molestowanie seksualne przez Gretchen Carlson (w filmie gra ją Nicole Kidman), odchodzącą w pozaekranowy niebyt dziennikarkę, która powiedziała stop, tak fizycznemu molestowaniu, jak i słownej napastliwości.

Jednak nie tylko Gretchen jest tu ważna - Megyn Kelly (Charlie Theron), czyli ikona amerykańskiego dziennikarstwa, także musiała ćwiczyć obroty w miniówce, by pracować w newsroomie Ailesa. Niezwykle szanowna feminizująca dziennikarka, prawniczka z wykształcenia, jako pierwsza zarzuciła Donaldowi Tumpowi nieodpowiedni stosunek do kobiet w czasie jego kampanii prezydenckiej. Dopiero jej zeznania w sposób definitywny pogrążyły Ailesa. W odróżnieniu od Gretchen, Megyn umiała powiedzieć "nie": skończyło się na kilku piruetach, eksponujących pupę w gabinecie prasowego bonza. Pracę i tak dostała, ale dla kogoś, kto zostanie w 2014 r. umieszczony przez magazyn Time na liście 100 najbardziej wpływowych osób świata, przyznanie się do chwili słabości, jest wyjątkowo kompromitujące. Nim Kelly wyjawi swą tajemnicę, minie godzina filmu. Poznamy i trzecią bohaterkę: Kaylę Pospisil (Margot Robbie). Najmłodsza z pań, fikcyjna postać stażystki, reprezentuje wszystkie bezimienne ofiary magnata telewizyjnego, a było ich ponad 20 - tyle pracownic Fox News podpisało zbiorowy pozew przeciwko Ailesowi.

Reklama

Trzy aktorki są bezkonkurencyjne. Charlize Theron stała się prawdziwą Kelly, kolejny raz udowadniając że po mistrzowsku przechodzi przez ekranowe metamorfozy. Tu nie tylko naśladuje bezkompromisowy sposób bycia i mówienia Kelly, za sprawą specjalnej protezy i charakteryzacji upodobniła się do dziennikarki fizycznie. Kidman podobnie, widać że jest w formie, subtelniejsza i mniej drapieżna tak w życiu zawodowym jak i prywatnie Gretchen, pewnie dlatego w filmie wypada mniej charyzmatycznie, ale intrygująco. Ona rozpocznie rewolucję i kres ery seksistowskiego dress code'u. Warto dodać, że długo nikt nie będzie traktować jej poważnie... Wreszcie, Margot Robbie, która nie po raz pierwszy pokazuje solidne aktorstwo.

Film Jaya Roacha odsłania kulisy telewizyjnego piekiełka, jednocześnie miast wejść głębiej w ten świat, a przede wszystkim w psychologiczne motywacje bohaterek, w podłoże często skrajnie różnych motywacji, podaje całą historię w solidnie udokumentowanym faktograficznie (wiadomo, Charles Randolph, autor scenariusza do "Big Short" z 2015 roku), ale jednak newsowo-interwencyjnym opakowaniu: zajawkowo, użytecznie, sensacyjnie, by nie powiedzieć tabloidowo. Narratorką i przewodniczą jest tu Megyn Kelly, która oprowadzając nas po telewizyjnych zakamarkach i tłumacząc, kto jest kim, burzy czwartą ścianę, zwracając się wprost do nas-widzów. Robi to w sposób profesjonalny i pozbawiony emocji - i trochę tak to oglądamy. Jest to narracja dynamiczna, ale powierzchowna w wielu miejscach. Brak tu pełniej wybrzmiewającej ekspozycji historii każdej z kobiet.              

No i właśnie, rośnie we mnie niezgoda, gdy widzę na ekranie trzy różne bohaterki - reprezentujące trzy pokolenia, co swoją drogą jest niewykorzystane - a każda z nich przystrzyżona jest do zbyt wygórowanych ambicji. Każda z nich po prostu "chciała zaistnieć" i dlatego wbijała się w szpilki i spódnicę mini. Naprawdę? Szkoda, że tego typu uogólnienia i fake newsy - żeby nawiązać do telewizyjnego leksykonu - przesłaniają wartościowsze przesłanie filmu, który ma arcyciekawy dramaturgiczny fundament: prawdziwe zdarzenia. Pamiętajmy, że wniesiony przez Gretchen Carlson pozew zakończył się ugodą i gigantyczną odprawą dla Rogera Ailesa (40 milionów dolarów). Mimo wszystko był to swoisty poligon dla późniejszych procesów o mobbing, seksualne nadużycia i molestowanie w amerykańskich mediach, jak i dla najgłośniejszej póki co akcji #metoo (proces Ailesa odbył się w 2016 r., akcja #metoo rozpoczęła się rok później).

7/10

"Gorący temat" (Bombshell), reż. Jay Roach, USA, Kanada 2019, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 17 stycznia 2020 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Gorący temat (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje