"Dzień, w którym mój ojciec stał się krzakiem" [recenzja]: Toda

Kadr z filmu "Dzień, w którym mój ojciec stał się krzakiem" /materiały prasowe

Na początku mamy sielankę. Dziesięcioletnia dziewczynka mieszka z babcią i tatą. Interes rodzinny to lokalna cukiernia/piekarnia. Córka pomaga ojcu w pracy. Wymyśla ciasteczka, towarzyszy w trakcie dostaw i pomaga piec chleb. Poza tym wiedzie zwyczajne życie małolaty przed okresem dojrzewania. W szkole płata figle nauczycielom i przeżywa pierwsze wielkie przyjaźnie.

Reklama

Na początku wszystko jest jak w przysłowiowej bajce. 

"Dzień, w którym mój ojciec stał się krzakiem" w reżyserii Nicole van Kilsdonk powstał na podstawie tekstu literackiego autorstwa Joke van Leeuwena ("Toen mijn vader een struik werd") z 2004 roku. Z jednej strony opowieść o perypetiach dziesięcioletniej Tody (Celeste Holsheimer) ma służyć jako opowieść edukacyjna dla najmłodszych, którzy też obserwują co dzieje się w sprawie uchodźców i współczesnych migracji. Z drugiej - Nicole van Kilsdonk korzysta z uniwersalnego charakteru tego tekstu (brak nazw państw/miast/języków itd.), aby opowiedzieć historię o wojnie z perspektywy dziecka.

Reklama

Wojna zaskakuje Todę. Najpierw musi zrozumieć, że jej ojciec ma obowiązek pojechać na front. Do tego epizodu nawiązuje tytuł filmu. Następnie punkt po punkcie traci wszystkie bezpieczne przestrzenie. Najpierw szkoła, którą zamykają z bliżej nieokreślonego powodu. Potem dom. Dziewczynka musi wyjechać z ogarniętego wojną kraju, bo tak będzie bezpieczniej. Babcia zostaje na miejscu. Toda musi jechać sama. W jej tajemniczym zeszycie znajduje się adres mamy i jej fotografia. Nieobecna dotychczas mama jawi się jako jedyny ratunek. Mieszka w kraju, w którym wojny nie ma.

Obraz Nicole van Kilsdonk to przede wszystkim film drogi. Kolejne przygody w życiu Tody to jakby kolejne stopnie wtajemniczenia. Dziewczynka spotyka na swojej drodze bardzo różnych ludzi. Jest narażona na niebezpieczeństwo, ale jednocześnie poznaje swój nowy status uchodźczyni. Kiedy rodzice z dziećmi z bezpiecznych rejonów przychodzą podarować swoje stare zabawki ofiarom wojny, chodzi przede wszystkim o podziękowania. Wdzięczność małych podróżników jest najważniejsza. Traktuje się ich jak małe zwierzątka, które na zawołanie powinny z entuzjazmem dziękować. Taka atmosfera towarzyszy Todzie od początku podróży.

Koniec końców Toda znajdzie spokój. Jednocześnie na jej drodze pojawi się ktoś bardzo istotny, na kogo zawsze będzie mogła liczyć.

Prawie rok temu w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu Jakub Skrzywanek wystawił tekst Joke van Leeuwena (tłum. Jadwiga Jędryas) nadając mu tytuł "Kiedy mój tata zmienił się w krzak". Warto skonfrontować wałbrzyski spektakl z filmem Nicole van Kilsdonk i zobaczyć, że czasem dzieci nie potrzebują bajki, żeby zrozumieć, czym jest wojna.

6/10

"Dzień, w którym mój ojciec stał się krzakiem" (Toen mijn vader een struik werd), reż. Nicole van Kilsdonk, Holandia, Chorwacja, Belgia 2016,dystrybutor: Bomba Film, premiera kinowa: 24 sierpnia 2018 roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje