Reklama

"Dzień czekolady" [recenzja]: Zegar pomysłów

Julia Odzimek i Leo Stubbs w scenie z "Dnia czekolady" /Katarzyna Ładczuk /materiały dystrybutora

Polskie kino familijne od kilku lat przeżywa mały renesans - producenci wreszcie przypomnieli sobie o najmłodszych widzach i przynajmniej raz do roku oferują nam rodzimą produkcję dedykowaną dzieciom. Po filmie fantasy "Za niebieskimi drzwiami" i przygodowych "Tarapatach" na ekrany wchodzi baśniowy "Dzień czekolady". Czas jednak nie sprzyja polskim twórcom, bo dzieło Jacka Piotra Bławuta to kolejny dowód na to, że w opowiadaniu familijnych historii wyszliśmy z wprawy. I nie są temu w stanie zaradzić ani efekty specjalne, ani plejada gwiazd na drugim planie...

Sama fabuła, bazująca na książce autorstwa Anny Onichimowskiej i Emilii Dziubak, ma spory zadatek na piękny i mądry film. To opowieść o parze uczniów: Monice (Julia Odzimek) i Dawidzie (Leo Stubbs), którzy razem odkrywają magiczny świat ukryty w starym zegarze na strychu. Mimo młodego wieku i Monika, i Dawid mają na swoim koncie bagaż traumatycznych wspomnień. Ona straciła ukochaną babcię, choć wciąż mocno wierzy, że odnajdzie ją na Hawajach. On pochodzi z rozbitej rodziny, a znalezioną bezpańską kotkę nazywa Zuzią - po swojej siostrze, z którą stracił kontakt. Ponure doświadczenia zbliżają dzieci do siebie - i jednoczą we wspólnej misji: Monika i Dawid chcą dowiedzieć się, jak cofnąć czas i uciec przed złą wiedźmą, która wykrada wspomnienia o bliskich. Brzmi bajecznie, prawda?

Reklama

"Dzień czekolady" cierpi jednak na poważną chorobę - nadmiar pomysłów. Twórcy utonęli w inspiracjach "Opowieściami z Narnii", "Mostem do Terabithii", "Alicją z Krainy Czarów" i resztą familijnym hitów z Hollywood, starając się w niespełna 90-minutowym metrażu zmieścić dziesiątki atrakcji. Ewidentnie zapomnieli jednak o tym, że najważniejsza w filmie fantasy jest satysfakcjonująca i wiarygodna opowieść.

Na co więc cały wachlarz ciekawych postaci żyjących w starym zegarze - od Skoczka Czasu (Dawid Ogrodnik), przez Pożeracza Poniedziałków (Witold Dębicki), aż po tajemniczego Kelnera (Magdalena Cielecka) i mroczną Wiedźmę (Katarzyna Kwiatkowska), kiedy żadnej z nich nie poświęca się tyle miejsca w fabule, ile należy? W "Dniu czekolady" każdy wątek wydaje się osobną historyjką, a główna linia narracyjna rozpada się pod masą elementów odciągających uwagę od kulawo poprowadzonej fabuły. Stworzony przez twórców świat i losy pary głównych bohaterów zupełnie ze sobą nie współgrają, czego skutek może być tyko jeden - nie sposób uwierzyć w opowiadaną przez reżysera bajkę.

Oczywiście, "Dzień czekolady" ma swoje "momenty" - to znakomicie sfilmowana, barwna i początkowo intrygująca opowieść. Zdjęcia Radosława Ładczuka dorównują natomiast bez szczególnej trudności znacząco droższym produkcjom przygodowym zza granicy. Poza świetną "operatorką", niezłymi efektami specjalnymi oraz doskonałą pracą kostiumografów i charakteryzatorów, ciężko jednak znaleźć w "Dniu czekolady" prawdziwą magię. Nawet znakomici aktorzy na drugim planie, jak Ogrodnik, Cielecka czy Dębicki, choć robią, co mogą, balansują na granicy śmieszności - bo jeśli Bławut nie jest w stanie zaangażować nas w filmową opowieść, na "Dzień czekolady" zaczyna się patrzeć jak na nieudany eksperyment, w którym aktorzy walczą ze sobą w konkursie na najdziwniejszą rolę. Być może najmłodszym widzom wystarczą kolorowe wnętrza i kostiumy, ale starsi na pewno wyczują wylewający się z ekranu fałsz.

Filmowi Bławuta można jeszcze wybaczyć drętwe dialogi i słabą reżyserię młodych aktorów, w końcu są to grzechy, które na swoim koncie ma niejedna familijna superprodukcja z dziećmi w roli głównej. "Dzień czekolady" najbardziej martwi jednak zmarnowanym potencjałem - świat stworzony przez autorki książki miał bowiem do zaoferowania o wiele więcej, niż bycie kolorowym dodatkiem do niezgrabnej opowieści o przygodach dwójki dzieci. Same postaci Moniki i Dawida mogły zaś dać początek wspaniałej historii o radzeniu sobie z traumą w kluczu "Siedmiu minut po północy" J.A. Bayony. Niestety, choć warto docenić odważną próbę polskich twórców, "Dnia czekolady" nie da się uznać za film udany. Pozostaje nadzieja, że kolejni polscy producenci będą próbować do skutku - nam nie pozostaje nic innego, jak trzymać za nich kciuki.

3/10

"Dzień czekolady", reż. Jacek Piotr Bławut, Polska 2019, dystrybutor: Mówi Serwis, premiera kinowa 31 maja 2019 roku.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Dzień czekolady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje