Reklama

"Dwie Ireny" [recenzja]: Dziewczyny z sąsiedztwa

Kadr z filmu "Dwie Ireny" /materiały prasowe

Codzienny wspólny posiłek to tradycja. Jedna z brazylijskich rodzin dotrzymuje jej, chyba że ojciec znika w interesach. Trzy córki, rodzice i oddana służąca, która oczywiście nie wychodzi z kuchni. Na pierwszy rzut oka wszystko jest "w porządku". Jedna z dziewczynek buntuje się przeciwko matczynym pomysłom na jej wychowanie, ale poza tym żadnej rysy.

Ta dziewczynka ma na imię Irena.

Debiut fabularny Fabio Meiry to przede wszystkim próba rozbrojenia tajemnicy dziewczyńskiego świata. Irena (Priscila Bittencourt) ma trzynaście lat. Jej starsza i młodsza siostra stroją się w piękne sukienki i odgrywają role w wymyślonych historiach miłosnych. Mama jest tym zachwycona. Dla Ireny tego typu zachowanie wydaje się być czymś nienaturalnym.

Reklama

Któregoś dnia Irena przez czysty przypadek wpada na lokalny konkurs piękności dla dziewczyn w jej wieku. Na scenie gromkie brawa otrzymuj jej rówieśniczka i imienniczka (Isabela Torres). Dodatkowo w głębi sali zauważa swojego ojca, który krzyczy i wiwatuje. Na końcu przytula i całuje Irenę ze sceny.

W "Dwóch Irenach" poznajemy świat nastolatek - dziewczyn na samym początku okresu dojrzewania, które po raz pierwszy dostrzegają chłopców, poszukują swojej tożsamości, mierzą się z kliszami dorosłych. Bohaterki filmu Meiry dzień po dniu umacniają swoją przyjaźń, która bazuje na tajemnicy rodzinnej. Momentami zaczynają traktować się jak siostry bliźniaczki - odnalezione cudem, po latach.

Jednocześnie Meira próbuje pokazać destrukcyjny wpływ wyborów dorosłych na życie ich dzieci. Nie ma tu mowy o wielkich tragediach i niezapomnianych dramatach, ale obie dziewczynki bardzo szybko muszą nauczyć się przepracowywać pewne sytuacje. Każda Irena ma zupełnie inną relację z ojcem. W przypadku pierwszej dochodzi do częstych konfrontacji - próby wymuszenia ukrytych odpowiedzi. W przypadku drugiej widać przede wszystkim radość, że nieobecny ojciec wreszcie, choć przez chwilę będzie w domu.

W filmie Meiry praktycznie nie widać matek. Oczywiście "przemazują się" w kolejnych kadrach - podają jedzenie, rozmawiają przez telefon i co jakiś czas sprzątają. Matka drugiej bohaterki pracuje, żeby utrzymać siebie i córkę, ale rola obu jest drugorzędna. Na pierwszą Irenę bardziej wpływa starsza służąca, która zawsze ma czas jej wysłuchać.

Matki nic nie wiedzą - nie są świadome albo po prostu wolą nie wiedzieć. Córki poszukują nowej drogi wyjścia z tego impasu. Próbują zmierzyć się z tajemnicą obu domów, która siłą rzeczy będzie wpływać na ich relacje z mężczyznami.

6/10

"Dwie Ireny" (As Duas Irenes), reż. Fabio Meira, Brazylia 2017, dystrybutor: Vivarto, premiera kinowa: 1 lutego 2019 roku.


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje