Reklama

Reklama

"Drapacz chmur": Ten pierwszy raz

Jon, nastolatek z małej duńskiej wioski, uważany jest przez lokalnych mieszkańców za przyczynę wszelkiego zła, a na pewno wypadku, w wyniku którego jego ojciec stracił swoją męskość. Tymczasem niewidoma Edith prosi go, by pomógł jej utracić dziewictwo.

Debiut Rune Schjotta to dość osobliwy film - nie do końca udany i zapewne nie wszystkim też przypadnie do gusty. "Drapacz chmur" ma jednak sporo uroku (chwilami). Problem dojrzewania to niewyczerpane źródło kolejnych inspiracji. Czasy się może zmieniają, ale podstawowe problemy nastolatków pozostają takie same, będą więc bliskie i widzom i twórcom, dla których może to być okazja do wplatania wątków autobiograficznych w swoje fabuły (przypadek Schjotta). Im dalej w las, tym jednocześnie trudniej zaproponować opowieść, która zainteresowałaby widzów swoją świeżością i odrobiną oryginalności - czy to w tonacji komediowej, czy tragicznej. Niedawno udało się to twórcom szwedzkiego filmu "She monkeys" czy angielskiej "Mojej łodzi podwodnej". W tym gronie Schjott nie wypada najlepiej - stara się zbudować swój własny mikrokosmos, lecz w swych staraniach zapomina o cennej zasadzie złotego środka. Szuka własnych rozwiązań i trawestuje stare (ze słynna ostatnią sceną wyjętą z "Absolwenta" Mike'a Nicholsa).

Reklama

Wątek inicjacji seksualnej wplata w swoisty realizm magiczny na skandynawskim tle. Podupadająca wioska zaludniona jest przez osobliwe persony - sklepikarza z przyklejonym do twarzy sztucznym uśmiechem (ojca Edith), podstarzałe bliźniaczki erotomanki uwodzące chłopca, matkę Jona - nadużywającą alkoholu panią weterynarz, która problem stulejki u syna rozwiąże domowo-weterynaryjnym sposobem. W końcu jest i ojciec chłopca, który w wyniku feralnego wypadku okaleczył kilka lat temu swoją męskość, a teraz leczy frustracje jako spiker lokalnego radia, hoduje świnki i usilnie stara się po Gombrowiczowsku "upupić" syna, nie puszczając go do szkoły i separując od rówieśników. W tym mikroświecie Jon jest outsiderem i przyjaźni się z o wiele młodszym od siebie chłopcem (co symptomatyczne, narratorem filmu). Wszystko jednak odmieni spotkanie z niewidomą Edith, wykluczoną jak on i marzącą o utracie dziewictwa.

Schjott zabawnie, ale i subtelnie rozwija wątek rodzącej się relacji między nastolatkami, dojrzewania i uniezależniania się od dorosłych. Owej subtelności brakuje w pozostałych epizodach "Drapacza chmur". Nawet w konwencji czarnej komedii (niekiedy bliskiej w moim odczuciu klimatowi filmom Jeunet-Caro) wątek trzymania napletka syna w słoiku czy wycinania jąder świni, jako metaforze psychicznej kastracji, jest cokolwiek niesmaczny. Nietrafiony wydaje się także pomysł oddania narracji z offu młodszemu koledze Jona, Benowi, który kojarzył mi się (chyba z powodu wyglądu małego Lucasa Schultza) z Davidem Bennentem w "Blaszanym bębenku". Nie odgrywa on jednak w "Drapaczu chmur" zasadniczej roli (chyba że jako katalizator finalnych wydarzeń), nie udaje się ugruntować w fabule jego postaci jako obserwatora lokalnej społeczności, bo też niewiele go na ekranie.

Wydaje się, że reżyser niejako świadomy pewnej schematyczności swojego pomysłu, usilnie poszukiwał kolejnych elementów, które miałyby uatrakcyjnić jego film. Tytułowe drapacze chmur, którymi zdjęciami zakleja szybę Jon, by w ten sposób odmienić szary widok wioski za oknem, to dość prosta metafora nastoletnich marzeń o wyrwaniu się z duszącej atmosfery małej społeczności, odkrywaniu świata i sięgnięciu gwiazd. Artystyczne szczyty i gwiazdy jeszcze przed Schjottem.

4,5/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Drapacz chmur" ("Skyskraber"), reż. Rune Schjott, Dania 2011, dystrybutor Vivarto, premiera kinowa 11 maja 2012 roku.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: wypadku | Edith | pierwszy raz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL