Reklama

Reklama

"Dom na weekend": Mamo, gdzie jesteś?

Mark (Lars Eidinger) to trzydziestoletni pisarz, który zabiera swojego kilkuletniego synka na weekend do rodzinnego domu. To jednak nie słodki chłopiec, a jego babcia, która przyznaje się do odstawienia leków psychotropowych, zostaje gwiazdą wieczoru.

"Dom na weekend" to rodzinna historia o nauce utrzymywania pozorów. Najlepiej, żeby emocje były w ryzach, świeża koszula gładko wyprasowana, a zasady salonowego savoir-vivre'u wykute na blachę. Rozmowa o problemach i życiowych wątpliwościach może rozpętać burzę, więc żaden członek sportretowanej przez Hansa-Christiana Schmida inteligenckiej, niemieckiej rodziny z wyższej klasy społecznej, nigdy jej nie zaczynał.

Reżyser świetnie sobie radzi z ujmowaniem w ramy kadrów narastającego niepokoju, który wynika z wzajemnej obcości pozornie bliskich sobie ludzi. Wielki, nowoczesny dom ułatwia im też mijanie się między wspólnie spożywanymi śniadaniami i kolacjami.

Reklama

Mark jest zajęty rozmyślaniem o rozstaniu z żoną, do którego nikomu się nie przyznał; jego ojciec (Ernst Stötzner) planowaniem wyjazdów do Jerozolimy, a brat Jakob (Sebastian Zimmler) ratowaniem podupadającego gabinetu dentystycznego. Igłę w ten zgrabnie usypany stóg siana wkłada w końcu matka, Gitte (Corinna Harfouch) przyznając się rodzinie, że przestała brać leki psychotropowe, które łykała regularnie przez lata. Jej skrywana choroba jest piękną metaforą dla kłamstw i tajemnic żrących rodzinę od środka, kłopotów zmiatanych pod dywan i niepokoi, których wybuch mógłby zatrząść fundamentami ich domu. Wyznanie Gitte powoduje, że pękają lody i każdy zaczyna się obawiać tego, co jeszcze może się stać?

Schmid ani na chwilę nie traci panowania nad filmową materią i nie rzuca się w ramiona histerii, która mogłaby się pojawić wraz z wyznaniem matki. Zagęszcza tylko atmosferę i potęguje niepokój. Zanim wydarzy się rzecz, która istotnie wpłynie na dalsze życie rodziny, stopniowo pęka tylko jej zastygła struktura. Na jaw zaczynają wychodzić wszystkie żale i skrzętnie skrywane sekrety.

Ci, którzy nie potrafią ze sobą rozmawiać, zostają zmuszeni do słownych konfrontacji. Ci, którzy nigdy nie umieli wziąć odpowiedzialności za swoje czyny, uczą się pracować w grupie i rozumieć potrzeby innych - nawet jeśli dom jest dla nich tylko obcym miejscem, w którym spędzają weekend, a więc przestrzenią oderwaną od codzienności, oddaną we władanie rodzinnym rytuałom odprawianym przy kieliszku wina i dobrze wysmażonej pieczeni.

Reżyser przygląda się wszystkiemu z odpowiedniego dystansu - nie za dużego, by wciąż widzieć lęk pojawiający się w oczach; nie za małego, by nie przekraczać granic intymności. "Dom na weekend" to jednak film nie tylko o poszukiwaniu kontaktu z rodziną, ale i o wydeptywaniu drogi do samego siebie - człowieka, który ukrywa się za zasadami, etykietą, wychowaniem w poszanowaniu dla rozumu i pogardzie dla emocji.

6/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Dom na weekend" ("Was bleibt"), reż. Hans-Christian Schmid, Niemcy 2012, dystrybutor: Aurora Films, premiera kinowa: 21 czerwca 2013 roku.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL