Reklama

Chuda Angie i źli Rosjanie

"Salt", reż. Philip Noyce, USA 2010, dystrybutor UIP, premiera kinowa 27 sierpnia 2010 roku.

Biedna Ameryka znowu atakowana przez złych Rosjan, dla których zimna wojna się nie skończyła. Teraz jednak można na Stany Zjednoczone napuścić złych islamistów przy pomocy wyszkolonych w dzieciństwie agentów. Na szczęście jest chuda Angie. W połączeniu z rzemieślniczymi zdolnościami Philipa Noyce'a ratuje świat (czyli Amerykę), a przy okazji dostarcza niezłą rozrywkę.

Reklama

Na samym początku od razu należy rozwiać wszelkie wątpliwości. Nasz rodak jest, gra i pojawia się na ekranie dłużej, niż przez 15 sekund. Daniel Olbrychski wciela się w rolę rosyjskiego agenta. Oskarża on zasłużoną agentkę CIA, że w rzeczywistości jest wyszkolonym w dzieciństwie super-szpiegiem rosyjskim, który z zastępem innych jej podobnych ma doprowadzić do upadku Stanów Zjednoczonych. Czy to CIA, czy to NATO - wszyscy zarażeni są krecim wirusem. Krótko mówiąc, gdzie się biedny, prawdziwy Amerykanin (a właściwie Afroamerykanin) nie obróci, tam rosyjski szpieg. Nikomu nie można ufać, nikomu wierzyć. Przysłowiowy sokół noweli również się pojawia, w przypadku "Salt" w rolę tę wcielił się pająk (nazwisko niestety nieznane).

"Salt" to przykład solidnego hollywoodzkiego rzemiosła. Scenariuszy takich jak ten widzieliśmy setki przed nim i pewnie zobaczymy setki po nim. Podejrzewamy, co będzie dalej, coś w głębi naszego kinomaniackiego serca mówi nam, że wiadomo, jak to się wszystko skończy, ale i tak oglądamy. Na dodatek, z pewną dozą przyjemności. Philip Noyce, Australijczyk, twórca ambitnego "Polowania na króliki", to przede wszystkim utalentowany rzemieślnik, który ma rękę do określonego gatunku filmowego. "Kolekcjoner kości", "Silver", "Czas patriotów" - te tytuły mówią same za siebie. Thriller, sensacja, akcja, filmy szpiegowskie - Noyce wie, jak utrzymać uwagę widza przez dwie godziny i "Salt" jest tego kolejnym dowodem. Wie też, jak dobrać ekipę. Są więc scenarzyści-rzemieślnicy: Kurt Wimmer i Brian Helgeland, jest i muzyka Jamesa Newtona Howarda, zdjęcia Roberta Elswitta, wreszcie - Angelina Jolie. Można kręcić nosem, że aktorka, która udowodniła kilka razy, iż grać potrafi w ambitniejszych filmach, znowu decyduje się na film akcji. Biega, strzela, skacze po dachach samochodów, sprawia niezłe lanie facetom, ale trzeba przyznać, że jest w tym dobra. Co prawda, taka sama jak w innych, podobnych temu filmach, ale skoro widownia chce ją oglądać i za to płacić, to czemu rezygnować z dojnej krowy. A sama Jolie z czegoś przecież swoje domowe przedszkole wyżywić musi, bo im starsze dzieci, tym większe (i droższe) potrzeby.

Najnowszy film Noyce'a to doskonała (po)urlopowa rozrywka. Profesjonalne, solidne kino akcji, które w pakiecie dostarczy wszystko, co po tym gatunku oczekujemy. Może prócz innowacyjnego i zaskakujące scenariusza. Jeśli jednak chcemy przy popcornie i coca-coli zrelaksować się, obserwując wyczyny chudej Angie - propozycja idealna. Noyce odpowiednio rozstawia napięcia, od czasu do czasu zaskakuje, dynamicznie filmuje pościgi i kolejne akcje agentki, a i troszkę wzruszy, bo wszak nawet rosyjsko-amerykański szpieg ma przecież serce i uczucia.

Jako profesjonaliści, wspomniani rzemieślnicy i panowie z wytwórni Columbia zostawili sobie otwartą furtkę, czyli otwarte zakończenie. Biorąc pod uwagę, że po tygodniu "Salt" zarobiło już ponad 200 mln dolarów, za niedługo czeka nas "Salt 2". Dokładnie "Salt 2: Revenge", a może i dalsze części, bo przecież wrogów jest wielu.

6/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Rosjanie | chude | USA | chuda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje