Reklama

Reklama

Choć nie prosisz, dam ci gwiazdkę z nieba

"Listy do M.", reż. Mitja Okorn, Polska 2011, dystrybutor ITI Cinema, premiera kinowa 10 listopada 2011 roku.

Audycję radiową prowadzi młody wdowiec. Jego słuchaczką jest samotna dziewczyna, szefową cyniczna mężatka, której siostra w zaawansowanej ciąży została porzucona przez mężczyznę. Ulicami krąży pogrążony w depresji psycholog. Ma żonę i córkę - obie go nienawidzą. Z domu dziecka ucieka mała dziewczynka. W galerii handlowej w roli Mikołaja występuje poirytowany dziećmi trzydziestoletni singiel, który zmienia kobiety jak rękawiczki. Tylko jego wyrafinowany szef nie może znaleźć odpowiedniej dla siebie partnerki. Wszyscy czują, że wielkimi krokami zbliża się Boże Narodzenie. Na ekrany kin wkracza tymczasem jedna z najlepszych polskich komedii świątecznych ostatnich lat.

Reklama

W "Listach do M." Mitji Okorna niewiele mówi się o Mikołaju. Zapewne z tego powodu w tytule nie wybrzmiewa całe jego imię. Obecność darczyńcy nie rzuca się też w oczy. Nikt o nic nie prosi, choć każdy dostaje tylko to, co dla niego najlepsze. Do opowiedzenia historii tylu bohaterów najodpowiedniejsze było stworzenie wielowątkowej struktury filmu. Nie ma w tym wiele oryginalności, Mitja Okorn z niecodzienną jak na młodego reżysera wprawą radzi sobie jednak z prowadzeniem tego typu narracji. Ósemka postaci krąży wokół tych samych miejsc i jest wplątana w przedziwne relacje ze sobą ze sobą nawzajem.

Mikołaj (Maciej Stuhr) pracuje w stacji radiowej. Za plecami ma wielkie okno z widokiem na Warszawę. W oddali, w jednej z niewielkich kawalerek na poddaszu mieszka Doris (Roma Gąsiorowska). Zirytowana optymistycznym podejściem Mikołaja, w świąteczny poranek dziewczyna dzwoni do radia. W odpowiedzi na swoją złość, słyszy romantyczną historię o przewrotności losu. Na przewrotkę we własnym życiu nie będzie musiała czekać długo. Strzała Amora trafi ją pod postacią zlodowaciałej śnieżki, ciśniętej w dal właśnie przez radiowca. Aktorka odczarowała siebie samą grając rolę samotnej matki w "Ki" (2011) Leszka Dawida - ze słodkiej, irytującej dziewczynki jaką była, przeistoczyła się w kobietę, która chce czegoś więcej niż dobrej, niezobowiązującej zabawy. Z tego względu spotkanie Doris z Mikołajem prócz komediowych elementów, będzie niosło w sobie sporą dozę autentycznych wzruszeń.

Nie sposób jednak zaprzeczyć, że w ich wywoływaniu przoduje w filmie cyniczna Małgorzata (Angieszka Wagner) - szefowa radiostacji i jej mąż Wojciech (Wojciech Malajkat), który na świąteczną kolację przywozi do domu nieletnią uciekinierkę z podwarszawskiego domu dla dziecka. Dziewczynka dotyka w sercu Małgorzaty miejsc, które kobieta zdążyła już zasypać gruzami niespełnionych marzeń. Tosia (Julia Wróblewska) wchodzi tym samym w rolę niespodziewanego gościa, dla którego tradycyjnie zostawia się na stole dodatkowy talerz.

Mitja Okorn w bardzo interesujący sposób wprowadza do filmu typowo polskie symbole. Pokazuje je jednak w nowym, ciekawym świetle. Precyzyjnie wypełnia pustkę, nie buduje wyświechtanych metafor. Jego Kacper, Melchior i Baltazar to chłopiec z patologicznej rodziny, przebrany za świętego Mikołaja erotoman oraz duży pies. Żaden z nich nie idzie do stajenki. Tym, co mogą zaoferować, wymieniają się nawzajem. Dając sobie ciepło i zrozumienie w rzeczywisty sposób sprawiają, że wiara między ludźmi wrasta, a słowa stają się ciałem.

Drażni jedynie fakt, że niemal połowa akcji rozgrywa się w przestrzeni ogromnej galerii handlowej. Tam w święta spotkać się najłatwiej? To najprostsza odpowiedź, której można dziś udzielić na pytanie: skąd wziął się taki pomysł inscenizacyjny. Kieruje to jednak uwagę widza raczej na fakt, że coś tu jest na sprzedaż. Nie w taki sposób powinna zaś wybrzmieć puenta, nie takie emocje widz chciałby wynieść ze sobą po seansie filmu.

"Listom do M." zarzuca się też kopiowanie amerykańskich komedii, świąteczny entourage szczególnie przywołuje wspomnienie filmu "To właśnie miłość" (2003) Richarda Curtisa. W niewielkim stopniu podzielam tak wyrażoną opinię - wolałabym raczej uznać, że Mitja Okorn ma po prostu znakomite wyczucie prawideł gatunku. Nie ma w tym nic złego, nic wartego zjadliwej krytyki. Scenariusz jest świetnie napisany, aktorzy obsadzeni w odpowiednich dla siebie rolach, a świąteczna atmosfera stworzona w wiarygodny sposób. To wystarczy.

7/10


Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy