"Argylle. Tajny szpieg": Porażka za 200 milionów dolarów

Kadr z filmu "Argylle. Tajny szpieg" /materiały prasowe

Gwiazdorska obsada, uznany reżyser za kamerą, setki milionów budżetu - co mogło pójść nie tak? Niestety, prawie wszystko. "Argylle - Tajny szpieg" to jeden z tych blockbusterów, których już chyba nikt z nas nie chce więcej oglądać.

Kino Matthew Vaughna można lubić lub nie, ale dotychczas trudno było je określić jako nudne. Brytyjski reżyser słynął z pewnego rodzaju brawury, której najlepszym przykładem byłaby Hit-Girl - bohaterka jego "Kick-Assa" z 2010 roku. Miotającą przekleństwami dziesięciolatkę poznaliśmy, gdy brutalnie mordowała gangsterów w efektownej sekwencji montażowej. Było to z jednej strony proste i szokujące w najbardziej infantylny sposób, może nawet nieco niesmaczne. Jednak z drugiej strony zostało wykonane na tyle sprawnie, że trudno było nie dać się porwać tej orgii przemocy. Tym bardziej że równolegle oglądaliśmy celny pastisz kina superbohaterskiego, zdobywającego wtedy coraz większą popularność. 

Reklama

Czternaście lat później dostajemy od Vaughna "Argylle'a - Tajnego szpiega". O pikanterii "Kicka-Assa" nie ma tu mowy. Jeśli dokonania Hit-Girl bulwersowały, tutaj wszystko jest w najlepszym wypadku letnie. Kilkanaście lat temu Brytyjczyk potrafił pobawić się opowieścią o superbohaterach. Dziś serwuje nam kolejny pastisz kina szpiegowskiego, który każdy widział w lepszym wydaniu i raczej nie prosił o więcej. Zaskakuje on tylko ilością rzeczy, które w nim nie wyszły.

"Argylle — Tajny szpieg": Intrygujący pomysł, kiepskie wykonanie

Kuleje przede wszystkim scenariusz. Pomysł wyjściowy wydaje się atrakcyjny. Elly Conway (Bryce Dallas Howard) jest autorką popularnych powieści o szpiegu Argylle'u (Henry Cavill z fryzurą jak młody Arnold Schwarzenegger), który wraz z wesołą kompanią w postaci Wyatta (John Cena) i Keiry (Ariana DeBose) walczy ze złem i występkiem. Pisarka nagle staje się celem tajemniczej agencji wywiadowczej pod wodzą bezwzględnego Rittera (Bryan Cranston). Wynika to z faktu, że treść kolejnych przygód Argylle'a w zaskakujący sposób pokrywa się z prawdziwą intrygą, w którą zaangażowany jest także szpieg Wilde (Sam Rockwell). Elly nagle znajduje się w samym środku spisków i zdrad, a jedyna istota, której może ufać, to jej grubiutki kotek Alfie. 

Brzmi ciekawie, ale narracyjnie zupełnie to nie gra. Fragmenty powieści bohaterki z Cavillem, Ceną i DeBose pojawiają się za rzadko, by wybrzmieć, a jednocześnie na tyle często, by rozbić strukturę opowieści. Szkoda tej trójki, bo aktorzy nie dostali nawet szansy, żeby pobawić się swoimi postaciami i coś wycisnąć z tych stereotypów. Jednocześnie przez ich uwzględnienie historia rozwija się bardzo powoli, a czasem wypada nieco z torów.

"Argylle — Tajny szpieg": Co się stało z Matthew Vaughnem?

Główny wątek, czyli ucieczka Elly, Wilde'a i Alfiego przed siłami Rittera, także nie prezentuje się najlepiej. Bije po oczach sztampą i obfituje w nagłe zwroty akcji. Niestety, wszystkie są bardzo łatwe do przewidzenia. Szyta grubymi nićmi intryga jest przeplatana strzelaninami i bijatykami. No, to tygryski lubią najbardziej. Co jak co, ale takie rzeczy Vaughnowi zawsze wychodziły. Wspomniana masarka dokonana przez Hit-Girl w "Kick-Assie", Magneto unoszący łódź podwodną w "X-Men: Pierwszej klasie" lub bijatyka w kościele w "Kingsman: Tajnych służbach" to sceny, które pamięta się po latach. Reżyser wykazywał się w nich pomysłowością i wyczuciem filmowego rzemiosła. 

Niestety, w "Argylle'u" niemal nic po tym nie zostało. W kolejnych scenach akcji kamera jeździ jak szalona, cięcia montażowe liczone są w dziesiątkach, a całość nie ekscytuje. Nie jest to poziom kolejnych części "Uprowadzonej", co nie znaczy, że jest dobrze. Jakaś inwencja pojawia się dopiero w finale, w scenie z granatami dymnymi. Psują ją nieco kiepskie efekty specjalne, ale jest to chyba jedyny moment w całym filmie, który warto zobaczyć. Ok, jeszcze "jazda na lodzie", także z finału. Taka nagroda za wysiedzenie na dwóch godzinach nijakości.

"Argylle" kosztował 200 milionów dolarów, czego absolutnie nie widać na ekranie. Zarobił tylko 35 milionów i tym samym stał się pierwszą box-offisową bombą 2024 roku. I naprawdę zasłużył na ten tytuł, bo tak nijakiego filmu ze zmarnowanym potencjałem dawno nie widziałem. Smutnym posłowiem jest scena po napisach. Naście lat temu Vaughn śmiał się z kina superbohaterskiego, a rok później dał nam jednego z najlepszych przedstawicieli gatunku ("X-Men: Pierwszą klasę"). Dziś, gdy wszyscy jesteśmy zmęczeni tasiemcem Marvela, chce budować kolejne uniwersum rodem z franczyz o zamaskowanych herosach. To się nazywa brak wyczucia.

4/10

"Argylle. Tajny szpieg" (Argylle), reż. Matthew Vaughn, USA/Wielka Brytania 2024, dystrybucja: United International Pictures, premiera: 2 lutego 2024 roku. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Argylle | Matthew Vaughn
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama