Reklama

Taniec z Gwiazdami - jesień 2021

Reklama

Sylwia Bomba nie tylko o "Tańcu z Gwiazdami": W sukience z rozporkiem do pępka czuję się średnio

Sylwia Bomba - fotografka, influencerka, gwiazda programu "Gogglebox. Przed telewizorem" - uwielbia wyzwania. Jest uparta i konsekwentna. Przez wiele lat walczyła z nadwagą, która okazała się skutkiem insulinooporności. Teraz świetnie sobie radzi w programie Polsatu "Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami".

Sylwia Bomba to bohaterka popularnego programu "Gogglebox. Przed telewizorem"

Nieraz już udowodniłaś, że lubisz wyzwania. "Taniec z Gwiazdami" to kolejne z nich?

Sylwia Bomba: - Tak! I to ogromne! W programie "Gogglebox" wielokrotnie oceniałam gwiazdy i ich występy, ale nie zdawałam sobie sprawy, jakie to trudne. Moim partnerem na parkiecie jest Jacek Jeschke - tancerz z 23-letnim stażem, a ja mam tylko tydzień na opanowanie całego układu, choreografii, kroków. Owszem, wyginałam śmiało ciało na różnych imprezach czy weselach, ale to nie miało nic wspólnego z profesjonalnym tańcem. Nigdy nie byłam w żadnej szkole tańca, na kursach. Czym innym jest bowiem hobbistyczne gotowanie czy jazda na nartach, a czym innym zawodowe prowadzenie kuchni i udział w zawodach sportowych.

Reklama

Co cię zmotywowało?

"Taniec z Gwiazdami" to jedyny program, na udział w którym byłam gotowa się zgodzić. Powiedziałam to nawet kiedyś moim przyjaciołom. Programy typu "Ameryka Express", związane z wyjazdem do innego kraju na kilka miesięcy, w ogóle nie wchodziły w grę. Owszem, treningi do "Tańca z Gwiazdami" też pochłaniają mnóstwo czasu, ale na miejscu. Mogę się dobrze bawić, a przy okazji czegoś nauczyć, poznać lepiej telewizyjne realia.

Twoja córeczka Antosia chyba też lubi tańczyć, bo zabierałaś ją czasem na treningi.

- Tak, Antosia to pierwsza tancerka. Kiedy odwiedza mnie na treningach, one nie mogą być kontynuowane, tak jej się podoba. Nie chce wyjść! [uśmiech - przyp. red.]

Należysz do kobiet, które lubią prowadzić w swoim związku, w życiu?

- Nie, choć uważam się za silną i charakterną kobietę. Wolę mieć u swego boku silnego faceta, żeby choć na chwilę, wieczorem na kanapie, przytulić się do swojego mężczyzny. Potem mogę znowu iść w świat i być silną babką. Lubię w związku partnerstwo, ale chcę się w nim czuć kobietą. Fajnie, jeśli facet jest troskliwy i wiem, że mam się na kim oprzeć. Sama jestem bardzo ambitna, mam swoje cele, chcę się realizować, iść do przodu, żyć z pasją. Owszem, jest dużo łatwiej, gdy masz obok kogoś, kto cię motywuje i inspiruje. Co nie znaczy, że gdy nie mam faceta, leżę na kanapie i nic nie robię. Aktualnie jestem singielką i świetnie sobie radzę w życiu.

Czyli jesteś do wzięcia?

- Zobaczymy, co życie przyniesie [uśmiech - przyp. red.]. Na razie nie jestem gotowa na nowy związek. Skupiam się na pracy i byciu mamą. To aktualnie moje priorytety. Wszystko przyjmuję z uśmiechem, pozytywnie, traktuję jako nowe doświadczenie i przygodę.

W jakich strojach najlepiej się czujesz - romantyczna klasyka czy seksowne latino?

- W sukience z rozporkiem do pępka czuję się średnio. Obawiam się strojów, w których widać wszystkie niedoskonałości ciała. Prywatnie wiem, co ubrać, żeby ich nie eksponować. Nie noszę mini, wybieram odpowiednie dla siebie długości. W programie nikogo nie interesuje, że masz cellulit na udach. Dostajesz kieckę, która ledwo zakrywa ci pośladki i musisz w niej tańczyć, podnosić nogi, biegać.

Powinnaś być z siebie dumna, bo wykonałaś ogromną pracę, żeby schudnąć i wyrzeźbić swoje ciało.

- Mam dystans do swojej figury i wyglądu. Potrafię z siebie żartować. Ale nawet najbardziej zdystansowana osoba, a za taką się uważam, czasami porównuje się z innymi. Zawodowe tancerki mają idealne ciała, ani grama tłuszczu czy cellulitu. Staram się być gruboskórna. Pokonuję w tym programie swoje "Rubikony" - słabości, nieśmiałości, kompleksy. Wychodzę ze strefy komfortu. Jestem ambitna. Braki talentu staram się nadrabiać pracowitością.

Czytaj więcej:
Konkurs Chopinowski 2021: Transmisja nie tylko w TVP Kultura [uczestnicy, Polacy]
Rozwód Magdaleny Ogórek. Mąż nie chciał odebrać pozwu?

Jak wspomniałaś, twoim priorytetem jest córeczka. Świat zmienił kurs o 180 stopni po urodzeniu Antosi?

- Tak, zwłaszcza że moje macierzyństwo było dosyć późne. Kiedy rodzisz dziecko, mając 33 lata, świat przewraca się do góry nogami. Przez 14 lat, odkąd wyprowadziłam się z domu na studia, byłam niezależnym człowiekiem. Zawsze mieszkałam sama. Prowadziłam własną działalność, dużo podróżowałam, aż tu nagle wszystko zaczął mi ustawiać ten mały człowiek. Zwykłe wyjście do fryzjera wymagało mistrzowskiej logistyki. Prawdziwa kombinacja alpejska! Teraz mój świat jest już poukładany. Antosia jest wspaniała. Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszej córeczki. Nie chcę już jednak drugiego dziecka, choć wiem, że to decyzja, którą wiele osób krytykuje, ale i tak zostanę przy jednej sztuce.

Co cię najbardziej zaskoczyło w macierzyństwie?

- Uczucie wiecznej niepewności. Nawet jak mała śpi, idę i sprawdzam, czy oddycha, czy jest jej ciepło. Wciąż o niej myślę. Poczucie odpowiedzialności za dziecko nieustannie mi towarzyszy. Zastanawiam się, jak moja mama ogarniała dwójkę dzieci - mam o rok starszą siostrę - i robiła to z taką lekkością! Nigdy nie przypuszczałam, że macierzyństwo jest tak trudne. Pierwszy rok był ciężki - Tosia nie spała po nocach. Inaczej to sobie wyobrażałam. Dla mnie połóg był katastrofalnym momentem, byłam ciągle niewyspana i przemęczona. Ale o tym się szybko zapomina. Nie idealizuję macierzyństwa. Czasem jest słodko, a czasem ciężko.

Swoimi zmaganiami związanymi z dochodzeniem do formy, chorobą, macierzyństwem dzieliłaś się z innymi na Instagramie. Dla wielu jesteś wzorem niesamowitej konsekwencji.

- Przez całe życie miałam problemy z wagą. Młode mamy rodzą i od razu wracają do formy, ja tak nie miałam. W trakcie ciąży bardzo musiałam o siebie dbać, trzymać dietę, ćwiczyć. W porozumieniu z lekarzem, chodziłam regularnie na siłownię i basen, żeby nie przytyć zbyt dużo i móc szybko wrócić do formy. Zawsze powtarzam kobietom w ciąży - nie tyjcie trzydzieści kilogramów, bo nie ma takiej potrzeby. Ja w trakcie ciąży przytyłam dwanaście kg. Antosia po urodzeniu miała cztery kg. Wyobrażałam sobie, że jak urodzę dziecko, zaraz będę miała płaski brzuch. Tymczasem brzuch był większy niż w szóstym miesiącu ciąży. To był dla mnie szok! O tym, jak wygląda rozciągnięta skóra na brzuchu po porodzie, raczej się nie mówi. Ja zrobiłam z tego posta - był szum, bo wtedy nie był to jeszcze tak popularny temat. Ciało potrzebuje czasu, żeby wrócić do formy.

Insulinooporność, na którą cierpisz, nie ułatwiała ci zadania?

- Tak, to przypadłość, która jest prawdziwą plagą naszych czasów. Cierpią na nią młode dziewczyny, a nawet dzieci. Kiedy jemy dużo przetworzonej żywności albo takiej, która zawiera dużo cukru, nasza trzustka ma wyrzuty insulinowe do krwi. W pewnym momencie się uodparnia. Kiedy coś jemy, nie wytwarza już tyle insuliny. To dość skomplikowane. W praktyce wyglądało to tak, że wszystkie moje zabiegi, czynione z myślą o schudnięciu - ćwiczenia, bieganie, dieta - powodowały, że jeszcze bardziej tyłam, a nie chudłam. To było niezwykle frustrujące. Pamiętam, że gdy poszłam na siłownię, to po trzech miesiącach drakońskich treningów przytyłam trzy kg. W końcu zdiagnozowano u mnie insulinooporność.

Jak się żyje z tą przypadłością, jak się ją leczy?

- Na początku musiałam zażywać tabletki, żeby wyrównać poziom insuliny w organizmie. Przede wszystkim trzeba do insulinooporności podejść kompleksowo - zbadać się u lekarza, trzymać dietę, pokochać aktywność fizyczną. Na razie udaje mi się trzymać wagę. Jestem konsekwentna i skupiona na celu.

Trafna diagnoza i urodzenie dziecka to ważne momenty w twoim prywatnym życiu. Czy program "Gogglebox" jest istotną cezurą w twoim życiu zawodowym?

- Jasne! Jestem w nim od pierwszego odcinka. To taki element mojego życia, który daje mi wiele radości. Dzięki "Goggelbox" tyle wspaniałych rzeczy wydarzyło się w moim życiu! Tyle fajnych osób poznałam. Co ciekawe, przez pięć sezonów program był strasznie hejtowany, ludzie nie chcieli go oglądać, mówili, że jesteśmy idiotami. Potem coś zaskoczyło i pokochali nas.

Czy poczucie własnej wartości, otwartość na nowe wyzwania i przygody wyniosłaś z domu rodzinnego?

- Zdecydowanie! W mojej rodzinie nigdy się nie nudziliśmy. Wciąż się coś działo. Mój tata pasjonował się lotnictwem i strzelaniem. Budował nam odskocznię do deskorolek, robił na całym osiedlu konkursy. Miałam naprawdę wspaniałe dzieciństwo. To dzięki tacie lubię przygody i nowe wyzwania. Mojej mamie wykupiliśmy na 50. urodziny skok ze spadochronem. Skoczyła! Mama jest niezwykle ciepłą osobą - przytuli, pogłaszcze, wytłumaczy, porozmawia. Zawsze można się jej wypłakać. Teraz jest najlepszą babcią dla Antosi. Chętnie odwiedzamy dziadków w rodzinnym Kwidzynie. Antosia czuje się tam jak w raju - może biegać po ogrodzie, są pieski i kotki. Szkoda, że to tak daleko od Warszawy.

Rozmawiała Ewa Jaśkiewicz/AKPA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje