Reklama

Sanatorium miłości

Waldemar Elbanowski z "Sanatorium miłości" marzy o domku nad Wigrami

W wieku pięćdziesięciu lat przeszedł udar. Od tego czasu nie marnuje ani jednego dnia. Dziś jako ochroniarz dorabia do emerytury, pisze wiersze i snuje marzenia. Waldemar Elbanowski to jeden z bohaterów drugiej edycji programu TVP "Sanatorium miłości".

Waldemar Elbanowski na planie programu "Sanatorium miłości 2"

"Sanatorium miłości" to program TVP, w którym biorą udział osoby w wieku 60+, emeryci bez zobowiązań. 12 kuracjuszy (6 kobiet i 6 mężczyzn) spędza czas w sanatorium Równica w Ustroniu. Początki przyjaźni, pierwsze zauroczenia, czułe gesty, łzy wzruszenia, zabiegi, zabawy na świeżym powietrzu, pokonywanie własnych słabości - to wszystko widzowie oglądają w każdą niedzielę w telewizyjnej Jedynce.

Reklama

Jednym z kuracjuszy w drugim sezonie "Sanatorium miłości" jest Waldemar Elbanowski. Co sądzi o programie?

Jak pan wspomina czas spędzony w Ustroniu, gdzie powstawał ten popularny program?

- Było fajnie, ale pod koniec zaczęło mi już być ciężko. Chyba za długo przebywałem w jednym środowisku.

Muszę zapytać o sprawy damsko-męskie. Wygląda na to, że niczym trzech muszkieterów, pan, Wojtek i Gerard rywalizowaliście o serce Iwony?

- Możliwości było sześć! A poważnie. Gdy na mojej drodze stanie sto pań, to, gdy rzucę na nie okiem, już wiem, która jest tą jedyną. Na Iwonkę rzeczywiście zwróciłem uwagę od początku.

Ale potem pan się wycofał.

- Przestałem o nią zabiegać, ku zadowoleniu mojego kolegi Gerarda.

Chciałby pan się zakochać?

- Lubię żyć dla kogoś. Chciałabym przez tą jesień życia przejść z wyjątkową kobietą. Dwa lata temu byłem w sanatorium w Połczynie. Poznałem tam kobietę, która spowodowała, że od tego czasu piszę poezję. Niestety, nasze drogi się rozeszły. Odchorowałem to rozstanie. Liczyłem, że w Ustroniu poznam kogoś fajnego. Ale zabrakło chemii.

Jaka kobieta jest w stanie wzbudzić pana zainteresowanie?

- Taka, na którą spoglądam, a przez moje ciało przebiega prąd. Wtedy wiem, że to ta. Szukam miłości, ale pokutuje we mnie syndrom odrzucenia. Choćbym zobaczył najpiękniejszą kobietę, to nigdy nie zrobię pierwszego kroku. Nie zagadam, nie podejdę.

O czym pan marzy?

- O małym domku nad Wigrami. Najpiękniejsze wspomnienia jakie mam z dzieciństwa to dwa miesiące wakacji, spędzone na Mazurach u wujostwa. Szukam też wydawcy tomiku moich wierszy. Jeden napisałem nawet dla Marty Manowskiej. Uważam ją za najbardziej szczerą, skromną, ciepłą i wrażliwą osobę, jaką poznałem w Ustroniu.

Rozmawiała Beata Banasiewicz

Tele Tydzień

Reklama