Reklama

Sanatorium miłości

Małgorzata Zimmer z "Sanatorium miłości": To dla mnie wspaniała przygoda

Zgłosiła się do programu, licząc, że w "Sanatorium miłości" znajdzie miłość. O jej względy od pierwszego odcinka zabiegało kilku panów. Małgorzata Zimmer opowiada, jak udział w show zmienił jej podejście do życia.

Małgorzata z "Sanatorium miłości"

- Wiele podróżowałam zawodowo i prywatnie, ale ukochanego miejsca jeszcze nie znalazłam. Chyba ważniejsze jest to, z kim się jest, a nie gdzie jest - mówi Małgorzata Zimmer.

Reklama

Uprawiała pani ciekawy zawód - była pani stewardesą, podróżowała po świecie. Nie nudzi się pani na emeryturze?

- Nie, staram się wykorzystywać uroki każdej pory roku. Dużo spaceruję, uprawiam gimnastykę, tańczę, zimą jeżdżę na nartach. Mieszkam w domu z ogrodem, w którym zawsze jest coś do zrobienia. Niedawno moja młodsza córka urodziła bliźniaczki. Na razie tylko odwiedzałam wnuczki, ale wkrótce będę musiała wspierać ją w codziennych obowiązkach.

Nadal ma pani darmowy bilet w każdy zakątek świata?

- Niestety, zostałam pozbawiona tego przywileju. Troszeczkę nad tym ubolewam, ponieważ moja starsza córka i wnuki mieszkają w Stanach. Kiedy miałam bilety, mogłam często spotykać się z rodziną.

Jak najbliżsi i znajomi zareagowali na pani decyzję o udziale w "Sanatorium miłości"?

- Nie chwaliłam się nią. Zapytałam tylko młodszą córkę, czy pomoże mi w nagraniu filmiku, który należało przygotować. Zgodziła się, ale gdy dowiedziała się, jaki to program, nie chciała, aby jej mama brała w nim udział. Poprosiłam więc o pomoc koleżankę.

Zgłaszając się, liczyła pani na dobrą zabawę czy miłość?

- Przede wszystkim na przygodę. Teraz widzę, jak wiele motywacji dał mi program, by zacząć bardziej dbać o siebie, otworzyć się na ludzi i doświadczenia. Zrozumiałam, że w każdym wieku można się dobrze bawić.

"Sanatorium miłości" może nauczyć młodsze pokolenie czegoś o życiu?

- Sądzę, że młodzież ogląda go z przymrużeniem oka. Wiem, że niektórzy nie wierzą, że przedstawione sytuacje faktycznie miały miejsce. Prawda jest taka, że nic nie zostało wyreżyserowane. Nikt nie był podstawiony ani przygotowany. Wszystko działo się spontanicznie.

Rozmawiała Barbara Skrodzka


Tele Tydzień

Reklama