Reklama

Nowe Horyzonty 2011

"Pina" Wendersa: Nowy wymiar 3D

Ten pokaz był jedną z największych atrakcji tegorocznej edycji festiwalu Nowe Horyzonty. "Pina" - zrealizowany w trójwymiarze dokument Wima Wendersa o wybitnej niemieckiej choreografce Pinie Bausch - w niezwykle sugestywny sposób wykorzystuje potencjał technologii 3D.

Zanim wrocławska widownia obejrzała wczoraj dokument Wendersa, dyrektor festiwalu Roman Gutek przypomniał, że więcej niż dwa lata temu to właśnie na scenie Opery Wrocławskiej stworzony i dowodzony przez Pinę Bausch Wuppertal Tanztheater występował w dniu śmierci wybitnej choreografki. Festiwal Nowe Horyzonty przypomniał wtedy postać Bausch, w ostatniej chwili włączając do programu imprezy filmy, będące rejestracją jej spektakli.

Reklama

Wuppertal Tanztheater przyjedzie również do Polski w tym roku - we wrześniu w Teatrze Wielkim w Warszawie odbędą się cztery wieczory z tańcem Piny Bausch, w ramach których będziemy mogli zobaczyć słynne "Café Müller", "Das Frühlingsopfer" oraz jedną z ostatnich prac "Vollmond". To właśnie w dowodzonym przez Mariusza Trelińskiego Teatrze Wielkim odbędzie się również uroczysta polska premiera "Piny", na której spodziewana jest również obecność samego Wendersa.

"Pina" to pierwszy w historii Nowych Horyzontów film, prezentowany publiczności w technologii 3D. Przyzwyczajeni jesteśmy łączyć użycie trójwymiarowej techniki wyłącznie z hollywoodzkimi superprodukcjami: ma ona sprawić, by widowiskowe sceny akcji nabrały jeszcze większego dynamizmu i namacalności. Zdarza się jednak nazbyt często, że zamiast tego efekty 3D doprowadzają nasz wzrok do granic kłopotliwego oczopląsu, skutkując wyłącznie bólem głowy. "Pina" Wendersa udowadnia, że potencjał 3D można wykorzystywać również do szlachetniejszych celów.

Film niemieckiego artysty jest hołdem złożonym Pinie Bausch. Reżyser rezygnuje jednak z formuły klasycznego dokumentu i zamiast na postaci choreografki koncentruje się niemal wyłącznie na prezentacji jej dzieł. Ci, którzy widzieli już spektakle Piny Bausch nie będą jednak znudzeni, trójwymiarowa przestrzenność występów Wuppertal Tanztheater jest bowiem wprost oszałamiająca. Plastycznie uwydatniona głębia obrazu idealnie oddaje złożoną choreograficznie strukturę spektakli Bausch. Zdaje się jakbyśmy oglądali je tak naprawdę pierwszy raz, tak silne jest uczucie inicjacyjnego doświadczenia. Jak byśmy uczestniczyli w jakimś kinematograficznym obrzędzie.

Wenders nie tylko filmuje spektakle Bausch, lecz również aranżuje specjalne taneczne etiudy w miejskiej przestrzeni Wuppertalu. Tancerze odgrywają więc fragmenty swych układów w scenografii miejscowych ulic, budynków, parków, nawet na miejskim basenie. Tutaj 3D nie ma już podobnej mocy, sam pomysł wydaje się służyć jedynie prezentacji kolejnych członków Wuppertal Tanztheater, którzy w króciutkich impresjach opowiadają nie tylko o sobie, lecz przede wszystkim o swych relacjach z Piną Bausch.


Reżyserską elegancję Wendersa najlepiej widać właśnie w tych portretowych zwierzeniach tancerzy. Każdemu z nich niemiecki reżyser każe opowiadać o swej przygodzie z Piną Bausch w ojczystym języku. Dodatkowo wprowadza niepokojący dysonans do oczywistej formuły "gadających głów", na portrety tancerzy nakładając z offu ich opowieści. Nie jest tak bezpośrednio, a przy tym jest niebanalnie.

Co jednak nie udało się Wendersowi? Zabrakło w "Pinie" narracyjnego szkieletu, na którym można by oprzeć te wszystkie przepiękne taneczne układy. Na początku jest jeszcze nieźle, opowieści tancerzy umiejscawiają towarzyszące im choreografie w odpowiednim historycznym kontekście; kiedy Wenders pokazuje fragmenty "Café Müller" tancerze, którzy brali udział w spektaklu, wspominają okoliczności jego powstania oraz dzielą się impresjami z pracy nad tym dziełem. Z czasem "Pina" traci jednak ten cenny dla osób, które nie znają twórczości Bausch informacyjny background, przeistaczając się w ciąg następujących po sobie układów. Przyznam, że mimo wizualnej maestrii tych choreografii, staje się to z czasem lekko nużące.

Na zbliżających się ku końcowi Nowych Horyzontach pozostał właściwie już tylko jeden film, na który wszyscy czekają. Chodzi o "Skórę, w której żyję" hiszpańskiego reżysera Pedro Almodovara. Nie wszyscy pamiętają, ale to dzięki niemu twórczość Piny Bausch zaczęła interesować nie tylko miłośników tańca. W "Porozmawiaj z nią" Almodovar wykorzystał bowiem fragmenty choreografii do "Café Müller". Wenders jest więc już kolejnym filmowcem, który składa hołd Pinie Bausch.

Tomasz Bielenia, Wrocław

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Pina