"M jak miłość" bez sekretów
Reklama

M jak miłość i magia Mostowiaków

Ponad 10 mln widzów, ponad pół tysiąca odcinków. Kilka milionów ludzi odwiedzających codziennie stronę serialu. Losy trzypokoleniowej rodziny Mostowiaków śledzimy już od ośmiu lat. Na czym polega fenomen serialu "M jak milość"?

Gdy w 2000 roku w polskiej telewizji pojawił się pierwszy odcinek "M jak miłość", chyba nikt nie podejrzewał, że ta telenowela osiągnie aż taki sukces, stając się najchętniej oglądanym serialem w Polsce w XXI wieku. Wielu grających w nim aktorów - często nieprofesjonalnych - to dziś prawdziwe gwiazdy rodzimego show biznesu.

4 listopada 2008 roku minęła kolejna rocznica emisji pierwszego odcinka. Ilona Łepkowska znalazła na polskim rynku telewizyjnym niszę - brak typowo "rodzinnej" opery mydlanej. W telewizyjnej Jedynce królował wówczas "Klan", a w Dwójce pozycję wypracowywali sobie lekarze z Leśnej Góry w "Na dobre i na złe". Byli jeszcze "Złotopolscy" - o lekkim zabarwieniu komediowym - ale dopiero Łepkowska zaproponowała nowoczesną opowieść o losach jednej rodziny, znajomych oraz krewnych, umiejętnie mieszając trochę melancholii, trochę życia, trochę łez i dużo miłości (tytuł wszak zobowiązuje) ze sporą dawką optymizmu. No i cokolwiek zdarza się w serialowej rzeczywistości, wszystko opromienia szeroki uśmiech Kasi Cichopek...

Reklama

Własne życie serialu

Jak to bywa w przypadku tak dużej popularności, serial zaczął żyć własnym życiem. Zloty fanów, gazetki, strony internetowe. Siłą rzeczy w sieci zaczęły pojawiać się filmiki parodiujące popularną telenowelę, dowcipy trawestujące tytuł.

Twarze odtwórców głównych ról zna już w Polsce niemal każde pięcioletnie dziecko. "M jak miłość" można nie oglądać, ale i tak wiadomo kto, z kim i dlaczego. Czy Madzia i Paweł będą razem? Jak się czuje Kinga w ciąży? Kolejne adopcje Hani Mostowiak? Te tematy podnoszą temperaturę dyskusji w wielu polskich domach.

Większa dbałość o scenografię, wnętrza i strój aktorów, lepsza jakość zdjęć i najlepsza pora emisji - wszystko to z pewnością wpłynęło na wciąż wzrastającą widownię serialu (rekord został pobity w 2005 roku, gdy "M jak miłość" oglądało nawet 12 mln widzów!).

I jest coś jeszcze, co warto podkreslić: oto Łepkowska, trzymając się zasady "dla każdego coś miłego", trafiła do ludzi w każdym wieku. Stworzyła pełnokrwiste postaci zarówno z osób starszego pokolenia, jak i tego dopiero wchodzącego w dorosłe życie. Od niedawna tę tradycję kontynuuje nowa scenarzystka serialu - Alina Puchała.

Jednak ekonomia i matematyczne wyliczenia nie pomogą, gdy brakuje odpowiedniej ekipy. Producentom udało się świetnie dobrać aktorów, którzy po ośmiu latach znają swoje postacie na wylot, a na planie doskonale się dogadują.

- W Madzi Marszałek lubię figurę - żartuje Ania Mucha. - Zawsze zaskakuje mnie inwencja twórcza poprzedniej producentki i scenarzystki, pani Ilony Łepkowskiej, ale i obecnej, pani Aliny Puchały. Lubię swoją postać, między innymi za jej zadziorność.

- W Pawle cenię upartość i odwagę - mówi INTERIA.PL Rafał Mroczek. On i jego brat Marcin stali się dzięki udziałowi w serialu najpopularniejszymi bliźniakami w Polsce. Podobno do dzisiaj ekipa ma czasem problem z rozpoznaniem, który z braci jest akurat na planie.

Czy jednak po ośmiu latach praca przy tej telenoweli nie staje się nużąca?

- Oczywiście, czasem zdarzają się wątki, które nie wydają się przekonywające ani dla mnie, ani dla mojego bohatera. Jednak już za chwilę znowu mam nawał pracy i kilka ciekawych wątków do zagrania. Taka sinusoida jest konieczna w serialu po to, by wciąż pojawiały się skrajne emocje - od melancholii po szaleństwo - opowiada Rafał Mroczek.

Życie po "M jak miłość"?

Bracia Mroczek, Kasia Cichopek, Ania Mucha - to dziś jedne z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w polskim show biznesie. Gdy osiem lat temu rozpoczynali pracę na planie serialu, pewnie nie podejrzewali, dokąd poniesie ich ta aktorska przygoda.

"Nie mogę na siebie patrzeć: nic mi się nie podoba! Gdy tylko widzę się na ekranie, od razu jakoś wykręcam się do tyłu i zaczynam gadać. Byle tylko zagłuszyć to, co mówię w serialu! A rodzina ciągle mnie ucisza... Chyba boję się, że inni zauważą, jak fatalnie wypadłam... Zawsze mam nadzieję, że moje sceny przelecą jakoś tak szybko, żeby nikt ich nie zapamiętał!" - tak mówiła Kasia Cichopek, gdy osiem lat temu zaczynała pracę w serialu.

Dziś fani "M jak miłość" nie potrafiliby pewnie wyobrazić sobie tego serialu bez Kingi, która w niemal wszystkich rankingach znajduje się w czołówce ulubionych bohaterów. A i Kasia Cichopek chyba oswoiła się ze swoim widokiem na małym ekranie, bo w telewizji jest jej coraz więcej. Ma za sobą zwycięstwo w "Tańcu z gwiazdami", prowadzi show "jak Oni śpiewają", jest konferansjerką na każdej ważnej imprezie, a jej zdjęcia królują we wszystkich kolorowych czasopismach.

Z młodszego pokolenia serialowych bohaterów początkowo jedynie Anna Mucha miała za sobą aktorskie doświadczenie. Jako młoda dziewczyna debiutowała w "Liście Schindlera" Stevena Spielberga i w "Pannie Nikt" Andrzeja Wajdy. Niedawno wróciła z Nowego Jorku po rocznym pobycie w prestiżowej szkole Lee Strasberga i występuje w teatrze. Kasi Cichopek marzy się rola w filmie, na razie jednak ta absolwentka psychologii musi zadowolić się gościnnymi występami w innych popularnych serialach.

Czy młodzi aktorzy z "M jak miłość" nie będą wkrótce cierpieć na syndrom Janka z "Czterech pancernych"? Czy - podobnie jak w latach 60. wybitny nasz aktor Janusz Gajos - będą się musieli długo zmagać się z wizerunkiem aktora jednej roli? Jak będzie wyglądało ich życie po "M jak miłość"? Jakkolwiek trudno sobie to wyobrazić, ale nawet telenowela kiedyś skończyć się musi.

Ratunkiem może być "płodozmian", jak określiła to w rozmowie z INTERIA.PL Anna Mucha. - Nie istnieje dla mnie życie po "M jak miłość", bo to jedna z moich prac. Robię różne rzeczy, a moje życie jest generalnie pełne miłości i pełne pracy - stwierdziła aktorka.

Czy zdecydowałaby się podjąć po raz kolejny roli na planie takiego serialu? Po chwili zastanowienia uśmiecha się i stwierdza tajemniczo: - Musiałabym się nad tym zastanowić.

Popularność gwarantowana

Choćby tylko krótki występ w "M jak miłość" daje często początkującym, czasem zapomniany, czasem mniej znanym aktorom szansę na zaistnienie w świadomości widzów i producentów. Jednak dołączenie do serialowego grona może nie być łatwe.

- Obawiałam się wejścia do ekipy, która jest niemal jak rodzina, bo zna się od wielu lat - przyznała w rozmowie z INTERIA.PL Karolina Nowakowska, która jako Olga pojawiła się w serialu niedawno. - Nowa postać, nowa osoba... Okazało się jednak, że sporą część ekipy znam z innych produkcji, a poza tym wszyscy przyjęli mnie bardzo ciepło. Szybko poczułam się jak u siebie, bo panuje tu bardzo przyjacielska atmosfera - dodaje.

Takie oceny potwierdza Marieta Żukowska, która podobnie jak Nowakowska na planie "M jak miłość" pojawiła się później. - Ludzie tutaj niesamowicie cię wspierają, są bardzo otwarci. Jedyna walka, jaką codziennie podejmujemy, to walka z materią i wciąż goniącym nas czasem - opowiada aktorka, która niedawno pojawiła się w bardzo odważnej roli w filmie Łukasza Barczyka "Nieruchomy poruszyciel", a nagradzana jest także za swoje występy w teatrze.

Każdy z młodych aktorów zdaje sobie doskonale sprawę z tego, jak wyglądają prawa dzisiejszego rynku. Rola w popularnym serialu to praca w miarę pewna i gwarantująca tak konieczną dziś w walce o role w filmach rozpoznawalność. Może też stanowić niezłą szkołę aktorską.

- Praca tutaj to nie tylko przyjemność, ale i znakomita szkoła. I to jest chyba najważniejsze - przyznaje Karolina Nowakowska. - Cieszę się, że tu trafiłam. Ten serial to magia. W naszym kraju stanowi ewenement, a to mobilizuje. Przyznaję, że z początku świadomość popularności tego serialu stanowiła nie tylko wyzwanie, ale i zmuszała do większej odpowiedzialności.

Od ośmiu lat - przez jednych chwalony, przez innych krytykowany - "M jak miłość" króluje w polskich domach, gdzie niemal codziennie, jeśli wliczyć w to powtórki, rozbrzmiewa piosenka wykonywana przez Wojciecha Gąssowskiego. Dwa lata temu serial doczekał się nawet rosyjskiej wersji "Liubow kak liubow".

Czy "M jak miłość" trwać będzie tyle, ile inny serial na "M", czyli "Moda na sukces"? Do kilku tysięcy odcinków droga jeszcze daleka...

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Cichopek | show | muchy | serial | magia | miłość | M jak miłość
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy