Reklama

Gdynia 2011

Niechciana przeszłość

"Kret", reż. Rafael Lewandowski, Polska 2011, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 5 sierpnia 2011

Rozliczenie PRL-owskiej przeszłości w polskim kinie jest naznaczone szeregiem, wręcz karkołomnych prób odbrązawiania historii, tworzenia sylwetek nowych bohaterów, czy też piętnowania zwolenników i twórców "starego systemu".

Reklama

Nie tak dawny "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł" Krauzego jest przykładem szaro-burej lekcji historii z konkretnym przekazem wpisującym się we współczesną polską politykę historyczną. Sceny zebrania Komitetu Centralnego z Wojciechem Pszoniakiem jako Władysławem Gomułką wywołują wręcz niebezpieczny dreszcz rodem z horroru.

Tymczasem w filmie Lewandowskiego Pszoniak gra uwikłanego w system byłego SB-ka, który niestety podobnie czaruje widza diaboliczną facjatą, prowokując momentami uśmiech na twarzy widowni. Mimo wszystko jednak "Kreta" można uznać za próbę przełamania impasu dotyczącego PRL-owskiej pamięci.

Zygmunt Kowal (Marian Dziędziel) jest emerytowanym pracownikiem kopalni, który był przywódcą strajku w trakcie Stanu Wojennego. Współcześnie, wraz z synem Pawłem (Borys Szyc) zajmuje się handlem używaną odzieżą. Doceniany przez związki zawodowe, wzorowy dziadek opiekujący się kilkuletnim Tomkiem, a przede wszystkim uczciwy obywatel.

W tym poukładanym "śląskim" żywocie, gdzieś w tle migocze tragedia górników z okresu strajku. Nareszcie dochodzi do procesu sprawców, do którego doprowadziła m.in. córka jednego z zamordowanych, żona Pawła, Ewa (Magdalena Czerwińska). W trakcie procesu jedna z lokalnych gazet publikuje zdjęcie bohatera Zygmunta Kowala podpisując je tytułem: Zdrajca. Od tego momentu pomiędzy ojcem, a synem toczy się gra pozorów. Paweł zaczyna mieć wątpliwości, czy aby na pewno ojcowska wersja historii z początku lat osiemdziesiątych jest zgodna z "prawdą".

"Kret" Lewandowskiego jest typowym filmem o blaskach i cieniach lustracji w Polsce. Mimo zapewnień twórców, niestety nie udało się stworzyć wstrząsającego dramatu, który przynajmniej w ułamku procenta przekonywałby, że "uwikłanie" w stary system polityczny jest bardziej skomplikowane, niż podpisanie lojalki. W porównaniu do "Rysy" Michała Rosy, "Kret" wypada delikatnie mówiąc blado. Przede wszystkim kompletnie nieudana jest kreacja Borysa Szyca jako Pawła, młodego chłopaka poszukującego prawdy o przeszłości, naiwnie wierzącego, że "czerwonych" już dawno nie ma...

Zresztą debiut fabularny Lewandowskiego prawdopodobnie aspirował, aby pokazać że współcześnie młodzi ludzie powinni szanować przeszłość swojego narodu i rozumieć, jak wielki wpływ wywiera na nich po dziś dzień. Z grubsza rzecz biorąc "Kret" spełnia wszelkie walory edukacyjne, dodatkowo wykazuje potencjał poszukiwania innej wersji przeszłości. Mimo wszystko świat wykreowany przez reżysera, koniec końców ogranicza się do wymazania niewygodnej przeszłości, bo przecież robi się wszystko dla dobra rodziny - za wszelką cenę.

Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że historia pokazywane przez Lewandowskiego jest metaforą historii pacyfikacji kopalni "Wujek". Niestety zbieżność obserwujemy jedynie na poziomie podobieństwa sytuacji, bowiem reżyser nie zajmuje praktycznie żadnego stanowiska poprzez historie swoich bohaterów.

W scenie finałowej dokonuje wręcz symbolicznego "oczyszczenia", które nie tylko ociera się o banał, ale jednocześnie prawdopodobnie może być wizualizacją marzenia wielu polskich obywateli. Prawdopodobnie najbardziej tych, którzy są zwolennikami krwawego rozliczenia się z naszą przeszłością.

5/10


Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: RAFAEL | Kreta | chcę | przeszłość