Reklama

"Ziemia obiecana": TREŚĆ

REYMONT opisał, a WAJDA w ślad za nim ukazał na ekranie, tętniącą życiem Łódź fabrykancką, w której, opierając się na przemyśle włókienniczym, pośród trzech żywiołów: polskiego, niemieckiego i żydowskiego, rodził się polski, XIX-wieczny kapitalizm.

Reklama

"Z trzech bohaterów jeden jest Polakiem (Karol Borowiecki: DANIEL OLBRYCHSKI), drugi Niemcem (Max Baum: ANDRZEJ SEWERYN), trzeci Żydem (Moryc Welt: WOJCIECH PSZONIAK). Te różnice pochodzenia nie dzielą ich. Razem zakładają fabrykę, łączy ich wspólny interes, wspólne poczucie, że należą do grupy "Lodzermenschów". Ten szczególny konglomerat polsko-niemiecko-żydowski ówczesnej Łodzi jest ogromnie interesujący, uderza barwnością, różnorodnością obyczajową, rozmaitością typów i postaw. Ale myślę, że na ekranie - tu bardzo liczyłem na aktorów - zarysują się przede wszystkim wspaniałe, bogate charaktery /.../".

Tak pisał ANDRZEJ WAJDA w cytowanej już książce, przytaczając jednocześnie fragmenty wywiadu, jakiego udzielił Wandzie Wertenstein (Na planie "Ziemi obiecanej". Rozmowa z Andrzejem Wajdą. Kino, nr 5 z 1974 r.)


Scenarzysta i reżyser "Ziemi obiecanej" zdawał sobie sprawę z tego, że /.../ największym bogactwem dla filmu była sama powieść Reymonta. To książka o mechanizmie robienia pieniędzy - temat prawie wszystkich filmów amerykańskich, nieobecny prawie w naszej literaturze, powiedział Wandzie Wertenstein we wspomnianym już wywiadzie. Uzupełniając po latach własne wypowiedzi z tamtej rozmowy, napisał w 2. tomie książki Wajda.

Reymont opisał ludzi, którzy tworzyli drugi obok romantycznego nurt naszej historii. Bez nich, bez ich fabryk, bez robotników, którzy tam pracowali w strasznych warunkach, nie byłoby tego, co jest dziś /.../. Postacie fabrykantów w "Ziemi obiecanej" są wspaniale napisane, barwne, bogate. To przeważnie dorobkiewicze w pierwszym pokoleniu. Zanim doszli do bogactw i wpływów, byli tkaczami, majstrami, drobnymi kupcami. Jeśli zaszli tak daleko, musieli być "kimś", musieli mieć silne, bogate indywidualności; dlatego warto o nich opowiadać. Tworzyli przemysł siłą swego charakteru, byli bezwzględni, drapieżni, ale też pełni nieoczekiwanych pomysłów /.../.


Karol [Borowiecki] ma w sobie coś z Kmicica, ale wie, że nastały inne czasy; wolność należy do tego, kto ma pieniądze. Z kolei pogoń za pieniędzmi rodzi określone konieczności, łamie charakter, a w każdym razie zmusza do pozbycia się zasad moralnych.

Jest więc [Karol] na pewno postacią dwuznaczną. Ale równocześnie jest kimś, kto osiąga swój cel. W gruncie rzeczy nie myślę o nim negatywnie. On także kieruje się swego rodzaju patriotyzmem, chce coś zdziałać, stworzyć. Nie uważa się za gorszego od innych, którym się powiodło w tym mieście. Jest nawet bardziej wykształcony, inteligentniejszy, zdolniejszy, tyle że startuje z gorszej pozycji, bo wyszedł z kręgu ludzi (pochodzi ze sfer ziemiańskich, przyp. Vision), którzy nigdy nie pracowali, nie zajmowali się interesami; nie ma doświadczenia ani wprawy.


Nieżyjący już, wybitny polski pisarz Jerzy Andrzejewski napisał w swoim dzienniku Z dnia na dzień, że Borowiecki to /.../ jedyny w polskiej prozie odpowiednik zuchwałych i cynicznych karierowiczów Balzaka /.../. (cyt. za.: Wajda. Filmy. t. 2., Warszawa 1996).

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ziemia obiecana

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje