"Uniesie nas wiatr": ABBAS KIAROSTAMI, MANIFEST KINA NIEDOKOŃCZONEGO

Najpierw myślałem, że światła gasną na widowni po to, aby widz mógł lepiej skupić się na filmie. Później zacząłem przyglądać się ludziom, którzy siadali wygodnie w fotelach i zdałem sobie sprawę, że istnieje jeszcze inny powód. Ciemność pozwala widzom odizolować się. Dzięki niej czujemy się tak, jakbyśmy byli sami na widowni. Siedząc obok innych ludzi możemy jednocześnie zapomnieć o ich istnieniu.

Reklama

Kiedy przedstawiamy filmową rzeczywistość poszczególnym widzom, każdy z nich tworzy swój własny świat w oparciu o bagaż swoich doświadczeń. Jako filmowiec polegam na tej twórczej zdolności widza; gdybym tego nie czynił, i film, i publiczność uśmierciliby się wzajemnie. Bezbłędne fabuły, które dobrze się sprawdzają, mają wszelako jeden bardzo poważny defekt: są zbyt dobre, żeby widownia mogła wejść w interakcję z filmem. To prawda, że film bez fabuły nie ma wielu szans na sukces u publiczności, ale film z fabułą powinien posiadać dziury, puste miejsca, jak w krzyżówkach, które wypełnić musi sam widz. W czasie oglądania filmu odbiorca zamienia się w prywatnego detektywa i - jak w kryminale - powoli odkrywa prawdę.

Wierzę w kino, które daje więcej możliwości i czasu widzom, w kino niedokończone, które skompletować musi twórczy umysł odbiorcy. Z każdego dzieła filmowego powstają setki innych. Kino tego rodzaju to twór publiczności.

Każdy obraz opowiada nową prawdę. W mroku sali kinowej możemy zatopić się w marzeniach i nadać im jedyny w swoim rodzaju kształt. Jeżeli celem sztuki jest zmienianie świata i znajdowanie nowych rozwiązań - publiczność powinna mieć czynny udział w tworzeniu sztuki filmowej.

Pomiędzy idealnym światem artysty a wyobrażeniami odbiorcy istnieje silna więź. Sztuka pozwala jednostce poznać prawdę o świecie według jego własnych kryteriów. Dzięki niej artysta i publiczność mogą dotrzeć do źródeł cierpienia i pasji, jakie przynosi codzienność. Filmowiec może zmienić świat jedynie przy współudziale publiczności. Widz może być aktywny, jeśli ma do czynienia z filmem ukazującym sprzeczności i konflikty znane mu z życia codziennego. Zasada jest prosta - każdy z nas zgadza się, że istnieje świat realny, w którym nie zawsze jest miejsce na sprawiedliwość. Świat ten nie jest wytworem naszej wyobraźni i często kwestionujemy reguły, jakie w nim panują. Oglądając film tworzymy w naszych umysłach rzeczywistość bardziej realną i sprawiedliwą niż ta, która nas otacza. Dzięki temu widzimy jaśniej różnicę między naszymi ideałami a rzeczywistością. Świat naszej wyobraźni pełen jest nadziei, smutku i pasji.

Kino wzbogaca nasze marzenia. Dzięki filmom dowiadujemy się wiele o sobie. Ta wiedza sprawia, że tym chętniej zagłębiamy się w marzeniach. Miejsce na widowni ma większe znaczenie niż kanapa u psychoanalityka. W kinie uczymy się być sami ze sobą. Być może nie ma innego miejsca, gdzie bylibyśmy tak daleko, a zarazem tak blisko innych ludzi. Na tym polega cud kina.

W przyszłym stuleciu respekt dla widza, jako inteligentnego i twórczego czynnika kina, będzie nieunikniony. Trzeba, by reżyser też był widzem swojego filmu. Przez ostatnich sto lat filmowcy tworzyli kino. Miejmy nadzieję, że w następnym stuleciu widzowie będą współtwórcami sztuki filmowej.

Tekst został napisany z okazji stulecia istnienia kina

Dowiedz się więcej na temat: Uniesie nas wiatr

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje