Reklama

"Sztuka płakania": REŻYSER O FILMIE

Tworzenie "Sztuki płakania" było bardzo długim procesem. Peter Schonau Fog pracował nad filmem ponad pięć lat, dopracowując scenariusz razem ze scenarzystą Bo Hr. Hansenem. Musieliśmy wprowadzić sporo poprawek, żeby uszczęśliwić widza - mówi.

Tworzenie "Sztuki płakania" było bardzo długim procesem. Peter Schonau Fog pracował nad filmem ponad pięć lat, dopracowując scenariusz razem ze scenarzystą Bo Hr. Hansenem. Musieliśmy wprowadzić sporo poprawek, żeby uszczęśliwić widza - mówi.

Scenariusz powstał na podstawie częściowo autobiograficznej powieści Erlinga Jepsena, dramaturga z dwudziestoletnim stażem. To jego druga powieść i pierwszy pełnometrażowy film Schonau Foga. Choć powieść jest autobiograficzna, Jepsen opowiada historię, używając swojego pisarskiego warsztatu. W tej opowieści jest więc tyle prawdy, ile w jego potrafił przekazać, mówi Peter.

Tak jak w książce, film opowiadany jest z perspektywy jedenastoletniego chłopca. Jest on częścią dysfunkcyjnej rodziny, ale jest zbyt młody i naiwny by zrozumieć, że nie przypomina ona innych - normalnych rodzin. Chociaż główny wątek tematyczny jest trudny, całość opowiedziana jest w ciepły, nawet humorystyczny sposób. W rzeczywistości książkowa czternastoletnia siostra przez lata przeżywała traumę wywołaną molestowaniem seksualnym i przebywała w różnych instytucjach psychiatrycznych, ale z chwilą opublikowania książki w sposób niezwykły zaczęła wychodzić z kryzysu. To tak jak w bajce - kiedy mówisz na głos imię trolla, on znika, mówi Peter.

Reklama

Nie zakładałem od razu łączenia elementów tragizmu i humoru w swego rodzaju dziwny emocjonalny posiłek. Moim podstawowym celem było przekazanie głównej idei. Kiedy czytałem powieść poczułem, że gdybyśmy byli w stanie opowiedzieć to tak, jak on - oczami chłopca, moglibyśmy sprawić, aby ludzie rzeczywiście ośmielili się zostać w kinie" - mówi.

To dramat opowiadany z perspektywy jedenastoletniego chłopca, który nie wie właściwie, czym jest dramat. Historia pokazana przez pryzmat niewinności dziecka, które nie rozumie otaczającego go świata. Nie chcemy żartować z bardzo tragicznego tematu, próbujemy natomiast pokazać go w sposób, który pozwoli ludziom głębiej zrozumieć sam problem. Niektórzy myślą, że jestem cynicznym reżyserem, który potrafi żonglować ludzkimi uczuciami. Z pewnością nie jest to mój cel.

W Dani zawsze po zakończeniu projekcji na sali panuje cisza. To z pewnością nie jest film, po którym widzowie od razu powrócą do dyskusji, którą przerwali przed wejściem do kina, jak często dzieje się w przypadku innych produkcji. Duńska publiczność potrafiła to docenić. Zostaliśmy wyróżnieni nagrodą Nordic Council Prize za Najlepszy Skandynawski Film Roku.

Chyba najbardziej zaskakującą rzeczą w tym filmie jest fakt, że mimo iż film jest duński, musiał być pokazywany duńskiej publiczności z napisami. Film był kręcony w południowej Jutlandii, kilometr od niemieckiej granicy, gdzie akcent jest bardzo trudny do zrozumienia dla Duńczyków z innych regionów. Dzieci, które grały w filmie pochodziły właśnie stamtąd, ale Jesper Asholt, który wcielił się w rolę ojca, musiał słuchać nagrań wszystkich swoich kwestii i uczyć się odpowiedniej wymowy.

Jannick Lorenzen, który miał jedenaście lat, kiedy kręcono film, dziś nie ma dalszych planów aktorskich: zamierzam z tym skończyć, póki jeszcze jest czas. Chłopiec pojawił się na castingu, tylko dlatego, że jego matka stwierdziła, że to może być ciekawa przygoda. Zgodził się pójść, ponieważ obiecała mu, że zabierze go potem do McDonalda. Dzięki Bogu, że istnieje McDonalds, mówi Schoenau Fog.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Sztuka płakania
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy