"Świnki": WYWIAD Z REŻYSEREM

(...) Czy udział w tym filmie nie odbije się negatywnie na psychice grających tu 15-, 16-latków?

Reklama

Nie sądzę. Oczywiście mieliśmy pozwolenia, zgodę wszystkich rodziców i opiekę psychologów na planie. Te dzieci, które zagrały w "Świnkach", bardzo szybko znalazły dystans do tego, co robiły przed kamerą. Wiedziały, że grają w filmie, że to, co dzieje się na planie, jest rodzajem konwencji. Nie zachodziło niebezpieczeństwo, że utożsamią się z postaciami czy sytuacjami.

(...)

Jak pan znalazł Filipa Garbacza i wykonawców pozostałych ról w "Świnkach"?

Casting trwał miesiącami. Ja i moi asystenci przejechaliśmy całą Polskę, od przygranicznych miasteczek na zachodzie aż po duże miasta w centrum kraju: organizowaliśmy nabory w szkołach, domach i galeriach handlowych. Mieliśmy bardzo wielu kandydatów, którzy w dodatku potrafili zachowywać się naturalnie przed kamerą. Długo jednak nie mogłem znaleźć odpowiedniego chłopca do roli Tomka. Ostateczną decyzję podjąłem zaledwie na kilka tygodni przed rozpoczęciem zdjęć. Filipa znalazłem na castingu w Łodzi. No i zagrał rzeczywiście wspaniale.

Co oznacza termin świnki i co stało się inspiracją do napisania scenariusza filmu?

W młodzieżowym slangu świnki to dzieci i nastolatki płci obojga, które świadczą usługi seksualne osobom dorosłym. To zjawisko, które niestety narasta w Polsce po wejściu do UE i zlikwidowaniu granic, szczególnie w miasteczkach i małych miejscowościach wzdłuż granicy polsko-niemieckiej. Klientami są głównie Niemcy, płacący w euro za usługi. Niestety ten proceder dotyka także innych części kraju. W dużych miastach miejscem kontaktowym są z reguły wielkie centra handlowe. Dzieci kupują za tak zarobione pieniądze markowe ubrania, obuwie, kosmetyki, telefony komórkowe. A poza tym chodzą do szkoły, "pracują" wieczorami lub w weekendy. Scenariusz napisała Joanna Didik, absolwentka Studium Scenariuszowego łódzkiej szkoły filmowej, która pochodzi z terenów przygranicznych i której koledzy ze szkoły uprawiali tę formę dorabiania do kieszonkowego. Problem w tym, że władze niby dostrzegają to zjawisko, ale niewiele robią, by mu przeciwdziałać. Chciałbym, by mój film był głosem w szerszej dyskusji na temat tej patologii.

(...) wszyscy wskazywali na podobieństwa do znakomicie przyjętego w Karlowych Warach i nagrodzonego Kryształowym Globem pana wcześniejszego filmu "Cześć Tereska". Podkreślali jednocześnie, że "Świnki" to kino o wiele bardziej drapieżne w wymowie.

To są filmy o tyle podobne, że opowiadają o młodzieży, ale na tym podobieństwa się kończą. "Cześć Tereska" pokazuje sytuację młodej dziewczyny, która jest samotna, bezradna i nie wie, co robić. Jest zagubiona i ma ogromną potrzebę uczuć, szuka kontaktu z drugim człowiekiem. Jest przy tym wszystkim pasywna, bierna, nie chce nic robić, nie idzie do przodu. Tomek ze "Świnek" reprezentuje zupełnie inną postawę wobec życia. Przede wszystkim jest aktywny. Ma cele życiowe, chce stworzyć obserwatorium astronomiczne, ma kontakty z rówieśnikami, zna język niemiecki. Gdy się zakochał i próbuje spełniać zachcianki swojej dziewczyny, ta jego aktywność przerzuca się na zdobywanie pieniędzy. Kombinuje, używa sprytu, inteligencji. To są przecież cechy pozytywne. Problem i dramat tego chłopca polega na tym, że działa w świecie, w którym znikły nie tylko granice geograficzne, ale przede wszystkim moralne. Rzeczywistość, która stoi dziś otworem przed młodymi ludźmi, pozbawiona jest hierarchii wartości. Pieniądz jest coraz bardziej niezbędny do życia i można go zarobić na skróty.

(...) kontrast między potencjałem, jaki tkwi w Tomku - zdolnym chłopcu z charakterem, który dziś mógłby zajść wysoko, zrobić może naukową karierę - a jego moralnym upadkiem i wkroczeniem na równię pochyłą, jest właśnie najbardziej przejmujący. Kto zawinił?

- Świat, w którym Tomek się obraca, nie rymuje się z jego możliwościami. Po pierwsze rodzice działają jakby w innym rytmie i mają także i tę cechę, że nie chcą zauważać problemów. To jeszcze wpływ socjalistycznego myślenia, w rodzaju "będę siedział cicho, to nie będę miał kłopotów". Po drugie - Kościół. Chcę podkreślić, że nie krytykuję Kościoła jednoznacznie, bo to jest w Polsce bardzo ciekawe, ale i złożone zjawisko. (...) Myślę, że na pytanie: kto zawinił? nie ma jednej odpowiedzi. To raczej cały splot okoliczności. Nowe czasy, w jakich obecnie żyjemy, przyniosły wiele wspaniałych możliwości, ale także, niestety, zagrożeń.

(...)

Film jest polsko-niemiecką koprodukcją. Nie obawia się pan, że trudno będzie znaleźć dystrybutora w Niemczech, skoro sportretował pan Niemców jako pedofili i szowinistów? Obecność przyzwoitego Niemca, nauczyciela, to może być za mało...

Tak, obawiam się tego, bo każdy naród ma zbyt mały dystans do samego siebie. Pewnie Niemcy nie będą wyjątkiem i odbiorą ten film osobiście, choć oczywiście wcale nie uważam, że wszyscy Niemcy to pedofile. Ktoś, kto oglądał wcześniej "Wróżby kumaka", także polsko-niemiecką koprodukcję wie, że negatywny obraz Niemców, który akurat tutaj był nam potrzebny, nie jest w żadnym wypadku moim prywatnym uprzedzeniem. Bez tego wątku musiałby to być zupełnie inny film.

(fragmenty wywiadu, "Kino" 9'09)

Dowiedz się więcej na temat: Świnki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje