Reklama

Reklama

"Reich": Z TĘSKNOTY ZA PRAWDĄ

Ale w końcu nadszedł rok 1989 i nagle zrodził się polski film sensacyjny z prawdziwego zdarzenia. Nie dlatego, że zamilkła krępująca dążenie do realizmu cenzura. Dlatego, że Polska stała się miejscem, gdzie możliwa okazała się każda zbrodnia i każde jej przeciwdziałanie. Film sensacyjny przestał być mniej lub bardziej udaną zabawą konwencjami, mógł natomiast pokazywać - bez kamuflażu - wydarzenia, o których głośno było w mediach. Przemyt narkotyków, oszustwa na wielką skalę, rozboje, napady na banki i strzelaniny na ulicach, mafia i wymuszanie haraczu - to wszystko przestało być egzotycznym elementem cudzych opowieści. Wreszcie film sensacyjny mógł realizować podstawową zasadę prawdopodobieństwa i opowiadać o rzeczywistych problemach, będących udziałem całego społeczeństwa i każdego potencjalnego widza.

Reklama

Nowa sytuacja społeczna i gospodarcza (w grę zaczęły wchodzić naprawdę duże i prawdziwe - wymienialne! - pieniądze), nowe problemy i jakościowo nowe siły porządkowe. Wystarczy na fundament nowego filmu sensacyjnego - już nie milicyjnego, lecz policyjnego. Z bohaterem, który nie będzie s t a ć na straży porządku, lecz będzie w a l c z y ć z tymi, którzy ten porządek łamią. I to walczyć takimi metodami, jakie stosują przeciwnicy - nie tylko w amerykańskich filmach, ale i otaczającej rzeczywistości.

Właśnie - jako pierwsze w polskim filmie sensacyjnym znormalniały metody i społeczne odczucia. Zasługą „Psów” Władysława Pasikowskiego (1992) jest uchwycenie sytuacji, gdy w momencie przekształcania milicji w policję, związaną z tym atmosferą nie tylko politycznych rozrachunków i jednoczesnym wzrostem fali przestępczości (a może tylko ujawnieniem prawdziwych statystyk) budził się niepokój o własne bezpieczeństwo. Pasikowski pokazywał wprawdzie krwawe porachunki między dawnymi milicjantami - tymi, którzy dziś tworzą międzynarodową mafię, i tymi, którzy próbują być wierni swej misji (chyba po raz pierwszy pracę w policji przedstawiono jako romantyczne posłannictwo), lecz jednocześnie krzepił: oni ciągle czuwają, by tobie - widzu - nie stało się nic złego. A nie jest to wcale proste: świat się zbrutalizował, życie w nim stało się trudniejsze i łatwiej o wybuch groźnej agresji. Reżyser „Psów” jako pierwszy w Polsce odważył się przyznać, że nic nie pociąga widza bardziej niż wzorzec negatywny: o tym, kto jest tu Dobrym a kto Złym, widz dowiaduje się dopiero w finale (wszak jedynie Dobry przetrwa do napisów końcowych).

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Reich

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy