Reklama

"Podwodne życie ze Stevem Zissou": WYSOKI STOPIEŃ RYZYKA

daniem producenta Barry’ego Mendla, Wes Anderson opuścił doskonale sobie znane terytorium melancholijnego komediodramatu i pozostając wierny tematom więzi rodzinnych, osamotnienia i poszukiwania miłości, zdecydował się wpisać je w strukturę widowiskowej opowieści przygodowej.

Reklama

Anderson wyznał, że projekt ten wiąże się z jego wielkimi osobistymi fascynacjami, i że marzył o realizacji tego filmu już od czternastu lat.

Świat podwodnych głębin od dzieciństwa intrygował reżysera, który oglądał filmy i gromadził liczne informacje na ten temat. Wyobraził sobie m.in. postać człowieka obdarzonego silną, lecz dziwaczną osobowością, gromadzącego wokół siebie ludzi, tworzących rodzaj ekscentrycznej, żyjącej na morzu rodziny. Steve Zissou narodził się więc, gdy Anderson był jeszcze w college’u. Pojawił się w jego opowiadaniu, obok swojej żony, która była rzeczywistym mózgiem wszelkich podejmowanych przez Zissou przedsięwzięć. Postać ta przez lata zmieniała się, aż wreszcie przybrała ostateczny kształt w scenariuszu, nad którym Anderson pracował wraz ze swym przyjacielem, Noahem Baumbachem, scenarzystą („Kicking and Screaming”) i cenionym autorem utworów humorystycznych, publikowanych między innymi na łamach „New Yorkera”. Dzień po dniu Anderson i Baumbach spotykali się w tej samej nowojorskiej restauracji i wzbogacali swą opowieść o coraz to nowe detale. W rezultacie tekst przeobraził się w opowieść o grupie marzycieli o bardzo zróżnicowanych charakterach.

Zissou to człowiek, który ma niezwykłą zdolność przyciągania do siebie ludzi, których zaraża wiarą w swoje przedsięwzięcia – tłumaczy reżyser. – Poznajemy go w momencie, gdy ma poczucie, że dokonał już najważniejszych rzeczy, które miał w planie. Był też parokrotnie żonaty. Dziś ma wrażenie, że jego życie i los wymykają mu się z rąk. Chce odzyskać szacunek zespołu i szacunek dla samego siebie. Spotyka człowieka, który twierdzi, że jest jego synem, i to każe mu powrócić do pytań, których długo unikał. Będą mu one towarzyszyć przez całą podróż, podjętą w celu poszukiwania morskiego stworzenia, które być może wcale nie istnieje. Ów cel przywodzi oczywiście na myśl klasyczny motyw amerykańskiej literatury i kultury – pościgu, a zarazem próby poszukiwania samego siebie – czyli „Moby Dicka” Hermanna Melville’a oraz kapitana Ahaba.

Mendel był zachwycony scenariuszem, który jego zdaniem przypominał właściwie gotową powieść. Wes ma niezwykłą zdolność powoływania do życia wymyślonego świata, który jest absolutnie wiarygodny. Potrafi zawrzeć swoje refleksje i charakterystykę postaci w cudownie naturalnym, a jednocześnie bardzo dalekim od potoczności dialogu: zabawnym i zmuszającym do myślenia. Scenariusz opowiadał o dążeniu Zissou do zaakceptowania siebie w roli ojca. A zarazem sugerował, że podwodny świat – tajemniczy i magiczny – widzimy właśnie oczami marzyciela Zissou. Ten świat go wciąga, niemal hipnotyzuje. Jest on nim tak zafascynowany, że oddziela go to od świata realnego – wyjaśnia reżyser.

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Podwodne życie ze Stevem Zissou

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje