Reklama

Reklama

"Nine - Dziewięć": Z BROADWAYU O HOLLYWOOD

Dziewięć to brawurowo zrealizowany, nowatorski musical, zainspirowany nagrodzoną na Broadway'u sztuką, która z kolei powstała

z inspiracji filmem. Tak Dziewięć zatoczyło pełne koło: od filmu do filmu. Filmowe korzenie miało także kilka innych znaczących broadwayowskich produkcji.

Teatralne Dziewięć było historią o sztuce, marzeniach, miłości, emocjach i inspiracji, jaką można znaleźć jedynie w filmach. Trafiając na ekran w adaptacji Roba Marshalla opromienionego sławą Chicago jest filmem o wszystkich tych sprawach, ale też mówi o wiele, wiele więcej. Marshall przełożył studium mężczyzny i jego relacji z kobietami na swój własny język filmowy. W jego wizji najważniejsze są emocje, muzyka i wyobraźnia, a także inspirujące i seksowne kobiety, które tchnęły nowe życie w reżysera Guido Contini.

Reklama

Fabuła broadwayowskiej wersji Dziewięć, z muzyką i słowami Maurego Yestona, powstała w oparciu o książkę Arthura L. Kopita. Yeston został zaproszony również do współpracy przy kinowej wersji musicalu. Zdecydował, że po dodaniu elementów taneczno-muzycznych do filmowej wizji reżysera stworzy nową jakość. Tak powstało Dziewięć.

Produkcja miała premierę 2 maja 1982 roku w Teatrze na 46 Ulicy i od początku stała się przebojem. Reżyserią zajął się Tommy Tune. Dziewięć było wówczas kombinacją opowiadającą o relacji wybitnego reżysera z 24 kobietami, z których każda reprezentował odmienny rodzaj kobiecej siły

i urody. Odbyło się 729 spektakli, a musical stał się największym przebojem sezonu. Do dobrego tonu należało obejrzenie tego olśniewającego wizualnie

i muzycznie przedstawienia. Dziewięć zgarnęło wówczas pięć nagród Tony. Potem zawojowało Broadway.

Ale Dziewięć przeszło jeszcze jedną, najważniejszą metamorfozę - powróciło do swojego podstawowego medium - filmu. Idea narodziła się

u Roba Marshalla i Harvey'a Weinsteina. Po realizacji Chicago, mrocznej historii o prohibicji, światku przestępczym, która zrewolucjonizowała koncepcję połączenia dramatu z muzyką oraz tańcem i zdobyła sześć Oscarów, w tym za najlepszy film, panowie szukali pomysłu na kolejny musical. W międzyczasie Marshall zrealizował adaptację książki Arthura Goldena Wyznania gejszy, a w drugiej połowie 2006 roku Marshall

i Weinstein ogłosili, że ich następnym projektem będzie Dziewięć.

"Byłem zachwycony, gdy dowiedziałem się że Harvey Weinstein chce zrobić film Dziewięć. Jeszcze bardziej ekscytowała mnie myśl, że będzie go reżyserował Rob Marshall" - powiedział Yeston. "Podziwiam Marshalla od czasu Chicago. To była artystyczna i energetyczna bomba. Odpowiadało mi, że on będzie reżyserem. Chciałem, by czuł się wolny i po swojemu zaadaptował mój musical na potrzeby swojego filmu. Odmienność filmowego medium jest oczywista, a on zna się na tym lepiej niż ja. Powiedziałem mu dokładnie tak: Myśl, że nie żyję. Musisz być wolny i pozbawiony jakichkolwiek oporów przed zmianami, które chcesz wprowadzić. Każdy z nas wie przecież, że nie wystarczy postawić kamerę na scenie i zrobić film. Reżyser musiał na nowo stworzyć Dziewięć według swojej wizji. Rob tak zrobił." - dodaje Yeston.

Marshall i Weinstein zaangażowali dwóch scenarzystów, aby zmierzyli się z ich wizją przełożenia Dziewięć w filmowy dramat z muzyką. Zaangażowani to wielkie postaci amerykańskiego scenopisarstwa: Michael Tolkin, nominowany do Oscara za scenariusz filmu Gracz oraz Anthony Minghella, zdobywca Oscara, twórca Angielskiego pacjenta, Utalentowanego pana Ripley i Wzgórza nadziei. Ich scenariusz był w dużej mierze inspirowany dziełem Felliniego i teatralną wersją Dziewięć Kopita i Yestona. Minghella zmarł przed ukończeniem filmu; Dziewięć jest jego ostatnim dziełem.

Równocześnie Marshall rozpoczął przesłuchania najważniejszych aktorek w Hollywood i poza nim. Zawsze uważał, że scenariusz powinno się pisać pod konkretną obsadę, a nie odwrotnie. Marshall, razem ze swoim zawodowym partnerem Johnem De Luca rozpoczęli przesłuchania wraz

z próbami muzycznymi i tanecznymi w czasie gdy scenariusz dopiero się tworzył.

W międzyczasie Yeston powiedział Marshallowi, że jest do jego dyspozycji, jeśli będzie go potrzebował. Trzy tygodnie później rozmawiali już przez telefon. Chwilę później Yeston spotkał się z Robem Marshallem

i Johnem De Luca i rozpoczęli pracę nad komponowaniem trzech zupełnie nowych piosenek do filmu.

"Dużo rozmawialiśmy o tym, że musimy przekształcić piosenki tak, by pasowały do idei filmu: piosenki istniały jako fantazje tylko w głowie Guido. Więc film potrzebował nowych piosenek. To była moja szansa, żeby ponownie wyobrazić sobie materiał, nad którym pracowałem dawno temu. To było ekscytujące! Poza tym pisałem nowe kawałki dla znakomitych gwiazd".

Yeston odkrył, że postaci zupełnie nie straciły na aktualności. Zwłaszcza, gdy są odgrywane przez gwiazdorską obsadę. Napisał kołysankę Guarde La Luna, myśląc o Sophie Loren grającej ukochaną matkę Guido. "Piosenka z musicalu to wysoki sopran, a przecież Sophia Loren nie śpiewa sopranem, więc efekt byłby słaby. Moim celem było napisanie piosenki specjalnie dla Sophie, tak by tekst i melodia odpowiadały jej charakterowi

i sposobowi śpiewania. Wykorzystałem zapadający w pamięć Walc z musicalu broadwayowskiego Dziewięć i przearanżowałem go w nową piosenkę" - mówi.

Kompozytor napisał także nową piosenkę dla Marion Cotillard, grającej wierną żonę Guido, Luisę - wspaniała piosenka nosi tytuł Take it all. Początkowo miała być wykonywana przez trio złożone z Marion Cotillard, Nicole Kidman i Penelop Cruz. Jednak ta koncepcja nie pasowałaby do historii, więc pojawiła się nowa idea. "Rob i John przyszli z kompletnie nowymi założeniami dla tej piosenki i to otworzyło mi oczy. To była szansa, by dać genialnej Marion Cotillard piosenkę chwytającą za serce i duszę. Tak się stało w filmie" -wspomina Yeston.

Ostatnia nowa piosenka to Cinema Italiano, radosna oda o wpływie włoskich filmów na kulturę masową, zaśpiewana przez Kate Hudson grającą dziennikarkę Vogue. "Kate ma spektakularny głos. Do tego jest świetną tancerką. Poprosiła o kawałek, którego tempo będzie przyśpieszać. Chciała pokazać swoje umiejętności. Piosenka okazała się świetnym pomysłem

z zupełnie nieoczywistych powodów. W ten dowcipny sposób pokazaliśmy dzisiejszej publiczności jak w 1965 roku kino włoskie tworzyło nową falę, ekscytowało i było szczytowym osiągnięciem przemysłu rozrywkowego. To także sposób na pokazanie że ten gatunek nie tylko przyniósł nowy styl filmowy, ale także nową modę - świat wąskich krawatów i szybkich sportowych samochodów. Stał się sposobem na życie do którego wszyscy aspirowali. Kate to wszystko zabawnie i z wielkim talentem i humorem zaśpiewała" - komentuje Yeston.

Poza trzema nowymi piosenkami Yeston zmienił słowa i muzykę

w pozostałych utworach. "Piosenki musiały pasować do postaci, które Rob stworzył i do aktorów, którzy je odgrywali" - tłumaczy. Kiedy piosenki

z musicalu zostały dostosowane do potrzeb filmu, Yeston stwierdził, że udało się nie stracić niczego z ducha oryginału. "Nie straciłem żadnej piosenki, ponieważ cały czas istnieją w wersji scenicznej. W zamian uzyskałem zupełnie nową wersję mojej pracy. Kocham to i widzę jak cały czas ewoluuje. Stworzyłem ideę, którą inni twórcy wykorzystują, używając rozmaitych metod i mediów aby przekazać ją publiczności. Nowa wersja nie wyklucza pierwotnej, nie powinna też wpływać na przyszłe wersje. To czyni Dziewięć tak pasjonującym" - ekscytuje się twórca. I dodaje "Praca nad Dziewięć z Robem Marshallem i Johnem De Luca była dla mnie bardzo inspirująca. Wykorzystałem całe zawodowe doświadczenie. Oni są utalentowani, skrupulatni, wspaniali i po prostu wprowadzają zmiany na lepsze".

Yeston miał także szansę usłyszeć swoje dzieło w nowej wersji

w wykonaniu 50 osobowej orkiestry dyrygowanej przez wybitnego Paula Bogaeva, który pracował także nad Chicago. "To było naprawdę przejmujące usłyszeć muzykę napisaną dla małego broadwayowskiego zespołu wykonywaną przez orkiestrę. Muzyka robi się bogatsza, pełniejsza

w brzmieniu. To piękne przeżycie i jestem za to ogromnie wdzięczny."

Producent Harvey Weinstein podsumował powstanie Dziewięć następująco: "Dziewięć to ponadczasowe arcydzieło. Zainspirowane Fellinim, jednym z najważniejszych twórców filmowych, zyskało nowy wymiar dzięki scenariuszowi genialnych Toliena i Minghella oraz dynamikę od Roba Marshalla i Johna De Luca. Nikt nie potrafiłby wyreżyserować równie seksownego i ekscytującego filmu jak Rob, nie mówiąc już o pracy z tak gwiazdorską obsadą. Połączył razem wszystkie te elementy i uzyskał efekt, który przeszedł najśmielsze oczekiwania. Nie umiem sobie wyobrazić lepszego reżysera, który mógłby przenieść tę historię na ekran".

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Nine - Dziewięć

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy