Reklama

"Folwark Zwierzęcy": ROZMOWA Z JOHNEM STEPHENSONEM

John Stephenson zarządza Jim Henson's Creature Shop w Londynie. Został wybrany na reżysera "Folwarku Zwierzęcego" z powodu jego rozległych doświadczeń w pracy z animacją zwierzęcą, które mają ogromne znaczenie przy tego rodzaju twórczości.

"Folwark Zwierzęcy" został nakręcony w Lugalla, w Irlandii, tam właśnie przeprowadzono z nim wywiad.


Reżyserowanie tego filmu to wielkie wyzwanie ... dlaczego pan się na to zdecydował ?


John Stephenson - Gdy po raz pierwszy otrzymałem tę propozycję, odrzuciłem ją. Wiedziałem, że na drodze do realizacji tego przedsięwzięcia stanie wiele czynników, komplikujących jego przeprowadzenie.

Reklama

Ale potem przeczytałem ponownie książkę (po raz pierwszy od czasu studiów) i zafascynowała mnie ta zadziwiająca historia. Poczułem, że ten film musi zostać zrealizowany. Zrozumiałem też, że obecnie dysponujemy odpowiednią technologią, aby tego dokonać. Nie wiem, trzy, lub cztery lata temu podołalibyśmy temu wyzwaniu - ale teraz mamy wszystkie te zadziwiające urządzenia do swojej dyspozycji.


- Gdzie tkwi tajemnica w ożywianiu komputerowych zwierząt?


- Trzeba wiedzieć jak je filmować. Włożenie w nie osobowości, i wykrzesanie z nich pewnego rodzaju aktorstwa, wymaga ogromnego nakładu pracy. Przesunięcie kamery o kilka centymetrów może sprawić, że otrzymamy rewelacyjne ujęcia lub, wręcz przeciwnie, najgorsze z możliwych.


Kluczem do zrobienia tego filmu było nakręcenie scen z prawdziwymi zwierzętami i ich późniejsze komputerowe przetworzenie. Żywe zwierzę, nieważne jak dobrze wyszkolone nie potrafi się na chwilę skoncentrować. Sposobem na ten film było więc wprowadzenie niezauważalnych zmian między żywymi zwierzakami, a animowanymi. Wielokrotnie oglądając świeżo nakręcony materiał, jeszcze przed montażem, nie byliśmy w stanie powiedzieć, czy to co widzimy to prawdziwy, czy sztuczny koń. I to my, którzy to przygotowaliśmy! To było nadzwyczajne, i cały pot i łzy były tego warte.


- Jak ma się technologia, której używacie, np. do "Babe, świnka z klasą"...


- Technologia zmieniła się radykalnie. Od chwili, gdy Creature Shop/ Studio Animacji rozpoczęło swoją działalność w latach 70-tych nigdy się nie powtarzaliśmy. Zawsze próbujemy czegoś nowego i wciąż wymyślamy nowe rzeczy.


Nowością w tym filmie nie jest elektronika i komputery, ale materiały, jakich użyliśmy. W czasach, gdy kręciliśmy Dark Crystal i Labirynth był to lateks. Od ponad trzech lat korzystamy z silikonu. Bardziej przypomina ciało i jest półprzezroczysty, dzięki tej właściwości odbija światło w sposób zbliżony do ciała.


Jakość faktury stworzonej z tego materiału powierzchni ciała zwierząt jest fantastyczna. Nawet przy zbliżeniach, sprawdza się doskonale.


Następnym ogromnym krokiem naprzód jest to, co stało się z CGI (computer generated images - komputerowe wytwarzanie obrazu). Obecnie nie musimy polegać całkowicie na tym, co jest wychwytywane przez i widoczne dla kamery. Wszystko możemy powiększyć w postprodukcji.


- Z którą postacią, z technicznego punktu widzenia, było najwięcej problemów?


- Z psami. Myślę, że to dlatego, iż ludzie znają te zwierzęta lepiej niż inne. Koty również sprawiają problem prawdopodobnie z tego samego powodu. Zauważ, że psi pysk nie jest stworzony do mówienia. Usta nie są szczególnie określone i nie są najlepsze do formowania słów. Świnie są stosunkowo łatwe, psy, przeciwnie.


- Dlaczego to miejsce ... i dlaczego Irlandia?


- Potrzebowaliśmy miejsca, w którym farmy byłyby całkowicie odizolowane, samodzielne i znaleźliśmy takie na Guiness Estate. Potrzebowaliśmy również doliny, która by uwydatniła poczucie alienacji, a to miejsce doskonale się do tego nadawało.


Z logistycznego punktu widzenia, wiedzieliśmy, że będziemy musieli zatroszczyć się o setki żywych zwierząt, a także znaleźć dom dla sztucznych - są dość delikatne, i nie powinny być zbyt często przemieszczane.


Ponadto, Irlandia jest ponadczasowa i może sprawiać wrażenie każdego miejsca na ziemi. Nasza dolina może znajdować się równie dobrze we Francji, Anglii, Irlandii czy Ameryce. Z pewnością jest to północna półkula, ale niesprecyzowane dokładnie miejsce.


- Jak myślisz, co o tej produkcji pomyślałby George Orwell?


- Myślę, że podobałoby mu się. Ostatecznie, cała książka jest w naszym filmie. Byliśmy lojalni wobec jego powieści.

Aby całość pasowała do idei filmu, wprowadziliśmy głównego bohatera, który zabiera widzów w podróż. Wprowadziliśmy także element nadziei na zakończenie. U Orwell'a zakończenie jest całkowicie depresyjne, a my to zmieniliśmy.


- Jak myślisz, co Jim Henson myślałby o FOLWARKU ZWIERZĘCYM?


Jim był zapaleńcem, jeżeli chodziło o nowe technologie i pomysły, dlatego sądzę, że byłby zachwycony tym pomysłem. Szanował także wielką literaturę, myślę, że pochwalałby naszą decyzję sfilmowania tej ogromnie wpływowej książki i przedstawienia ważnych tematów milionom widzów.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Folwark Zwierzęcy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy