Reklama

"Drużyna": WYWIAD Z MICHAŁEM BIELAWSKIM

Wywiad z Michałem Bielawskim dla wiadomosci24.pl przeprowadzony przez Katarzynę Szczypińską:

Reklama

Co Pana zainspirowało do realizacji tego dokumentu? Jaka ideę chce Pan dzięki niemu zrealizować?

Propozycję zrobienia tego filmu dostałem od Ani Chudziak i Beaty Machały z Gutek Film. Ania,

która wie chyba wszystko o siatkówce od dawna marzyła żeby powstał film o polskiej siatkówce. Ja z kolei od dawna oglądałem mecze reprezentacji i widziałem jakie emocje wyzwalają one u mojej żony, która pochodzi z Częstochowy, a więc miasta z wielkimi tradycjami, jeśli chodzi o siatkówkę. Zgodziliśmy się, że film o siatkarzach powinien pokazać piękno siatkówki i dużo z jej zaplecza, aby lepiej zobaczono w jaki sposób powstaje drużyna, która jest przecież składanką bardzo odmiennych osobowości i talentów. Ważne jest też samo dążenie. Sens wpisany w pracę wszystkich sportowców jest bardzo uniwersalny, bo każdy z nas stawia przed sobą jakieś cele, każdy do czegoś zmierza, każdemu z mniejszym lub większym powodzeniem udaje się te cele osiągnąć. W sporcie zawodowym fascynująca jest determinacja wielu zawodników, to ile

muszą znieść i unieść podczas przygotowań a później również po wielkich imprezach sportowych.

Wcześniej nakręcił Pan film o piłce nożnej. Czy schemat DRUŻYNY będzie podobny?

Nie. To dwa, zupełnie różne filmy. Choć oba filmy opowiadają o sporcie, to inaczej napisała je sama

rzeczywistość. Mundial. Gra o wszystko, który niebawem trafi do kin, to dokument na temat wydarzeń z przeszłości. Opisuje słynny występ polskich piłkarzy na Mundialu w Hiszpanii w 1982 roku. Opowiada on nie tylko o sporcie, ale też o peerelu, stanie wojennym w Polsce, o więźniach politycznych, którzy mimo zaangażowania w Solidarność chcieli oglądać grę Polaków na mistrzostwach świata. Tkankę filmu tworzyły głównie archiwalia i wywiady.

DRUŻYNA to film, do którego od początku można było realizować zdjęcia. Dlatego wiele czasu spędziłem z ekipą na zgrupowaniu reprezentacji w Spale, dlatego towarzyszyliśmy drużynie w większości spotkań w 2013 roku. Drużyna Andrei Anastasiego przeżyła w ubiegłym roku sporo wstrząsów, nie zagrała najlepszego sezonu, parokrotnie zmieniał się jej skład, na kadrę spadały baty ze strony mediów, w końcu odwołano trenera i na jego miejsce dano kończącego karierę zawodniczą Stephane'a Antigę. To wszystko będzie miało wpływ na dramaturgię filmu. Dodam też, że obserwując reakcje dziennikarzy na rozwój wypadków w zespole Anastasiego zauważyłem wiele elementów wspólnych między tym jak oceniano grę reprezentacji Piechniczka 30 lat temu i zespołu Anastasiego w ubiegłym roku. Myślę, że cechuje nas pewne, mało konstruktywne niepohamowanie w budowaniu oczekiwań i w okazywaniu rozczarowania. Z dużą łatwością wyraża się u nas uwielbienie i z zaskakującą łatwością poddaje się idoli krytyce. Nie wiem właściwie czy to

wyłącznie nasza, polska cecha czy ogólnoludzka.

Jak się Panu współpracowało z trenerem Anastasim?

Bardzo dobrze, choć za pierwszym razem kiedy weszliśmy na trening przegonił nas z hali, bo

myślał, że jesteśmy gapiami, a tego dnia trening był chyba zamknięty. Gdy sprawa się wyjaśniła nie było żadnych problemów. Andrea jest komunikatywny i spontaniczny, ma wielkie poczucie humoru, bardzo pomocne, zwłaszcza na początku znajomości. Jest też bardzo doświadczony medialnie, pracował bowiem jako komentator sportowy we włoskiej telewizji. Od początku określił granice, których mieliśmy się trzymać, każdą decyzję dotyczącą filmowania jego drużyny musieliśmy z nim konsultować. Obowiązywały nas też zasady bezpieczeństwa, których należało przestrzegać, żeby nie doszło do wypadku podczas treningu - bywało bowiem, że na hali, niedaleko boiska ustawiało się dwóch operatorów, asystent i dźwiękowiec. Pracowało nam się naprawdę dobrze, tym bardziej że Anastasi umie przenieść rozmowę o siatkówce na wymiar ogólny, związany z życiem każdego sportowca i chyba każdego widza. Mówiąc o siatkówce rozmawia się z nim często o zwykłym życiu. Tym większa szkoda, że 2013 nie był rokiem jego sukcesu i triumfu reprezentacji. Mimo to pozostaje on sobą i broni się jako jeden z ważniejszych bohaterów filmu.

Czytałam, że powoli zdobywał Pan zaufanie zawodników. Jakimi metodami można sprawić, że zawodnicy "przyłapywani" przez kamerę zechcą się przed nią otworzyć, na ile też trzeba pamiętać, by nie przekroczyć granicy prywatności?

Jeśli chodzi o metodę to ja zdaję się po prostu na intuicję. Nie ma innej recepty niż przyzwyczajenie

do swojej obecności. Powtarza to większość autorów dokumentów polegających na obserwacji. Im dłużej przebywa się w świecie bohaterów i pokazuje, że nie przyszło się zanieczyścić ich świat, tym większe są szanse na to, że nam w jakimś stopniu zaufają. Pojawiamy się przecież w cudzym domu, w zamkniętym świecie. Należy z jednej strony pilnować, żeby nie naruszyć niczyjej przestrzeni a z drugiej cały czas pracować nad zdobywaniem zaufania. To nie jest łatwe w przypadku sportu tak popularnego jak siatkówka. Siatkarze wiedzą przecież, czym jeść media, fotografów, dziennikarzy i kamerzystów wiedzą, że trzeba uważać na to co się mówi, blokują w sobie spontaniczność. Siłę do przeciwstawienia się mediom biorą z tego, że tworzą zespół. Zawsze mogą coś między sobą skomentować lub najzwyczajniej odwrócić się plecami. Pracując z takimi bohaterami powiem, że przechodzi się niezły trening umiejętności interpersonalnych.

Krzysztof Ignaczak powiedział w jednym z wywiadów, że chciałby żeby film ten pokazał, że sport zawodowy to nie zabawa. Udało się ten zamiar zrealizować?

Za wcześnie jeszcze na to, aby odpowiedzieć na to pytanie, bo film wciąż powstaje. Jestem w trakcie dogrywania ostatnich zdjęć i szykuję się do montażu. Rozumiem jednak, co Igła miał na myśli i tutaj akurat mamy podobne podejście. Kiedy rozmawialiśmy o tym, co warto pokazać w filmie Igła podciągnął rękaw bluzy i pokazał przedramię, na którym miał gigantycznego siniaka. "A taki mam wylew, muszę uważać" -powiedział rozbawiony. Zależało mi na tym, aby widzowie zobaczyli jak wiele pracy siatkarze muszą włożyć w przygotowanie do gry. Najczęściej widzimy tylko występ drużyny. Tymczasem poprzedza go długa, wielotygodniowa praca, w trakcie której poszczególni gracze ćwiczą po kilka godzin dziennie i uczą się ze sobą komunikować. Zdarzają się też kontuzje lub sytuacja, w której siatkarzom goją się rany po kontuzjach z sezonu ligowego.

Jeśli spojrzymy na polską siatkówkę przez pryzmatem kibiców, hal, osiągnięć i emocji, czy Pana zdaniem zasługuje ona na miano sportu narodowego?

Za sport narodowy zwykliśmy uważać ten, w którym coś osiągamy. To chyba nie tylko nasza cecha,

ale ogólnoludzka. Z siatkówką jest jednak pod tym względem ciekawiej. Siatkówka ta reprezentacyjna i ta ligowa ma wielu bardzo aktywnych kibiców. I wiernych. Polakom wyraźnie nie szło w ubiegłorocznymsezonie reprezentacyjnym, a mimo to nie było widać pustek na trybunach. Doping reprezentacja dostawała fenomenalny i czuło się jakąś wielką moc, którą wyzwala ta dyscyplina w Polsce. Ta zbiorowa emocja jest niepodrabialna a widowisko - przekonałem się o tym w ostatnim roku - niepodobne do żadnego innego widowiska sportowego.Mimo to, uznanie siatkówki za sport narodowy nie jest polskiej siatkówce chyba szczególnie potrzebne, bo świetnie sobie radzi bez podobnych określeń. Mamy naprawdę znakomitych zawodników, doskonale realizowane widowiska telewizyjne, znających się na rzeczy komentatorów i towarzyszący

wszystkiemu przemysł. Moim zdaniem, obwieszanie siatkarzy przymiotnikami i sążnistymi określeniamitworzy balast, przez który potem, niekiedy trudno jest chłopakom oderwać się od parkietu.Paradoksalnie, mimo ciągłej mizerii na boisku, to piłka nożna wzbudza najwięcej emocji i zainteresowania u Polaków. Mimo, że nie jej kibice, ale właśnie kibice siatkówki, poprzez swoją kulturę i przyjazne nastawienie są naszymi prawdziwymi ambasadorami na meczach międzynarodowych.

Czy po decydującej klęsce, kończącej nasz udział w Mistrzostwach Europy następuje w filmie chwila refleksji?

Choć nie jestem bardzo doświadczonym widzem, to nabrałem przekonania, że w siatkówce chyba

nie należy mówić o "decydującej klęsce". Andrea Anastasi powiedział w jednym z wywiadów do filmu, że przegrać i być pokonanym to dwie różne sprawy. Jeśli w drużynie nadal znajduje się energia do pracy i poprawy wyników nie można mówić o klęsce. Chyba wszyscy widzowie meczu z Bułgarią pamiętają emocjonalną wypowiedź Bartka Kurka, której zaraz po spotkaniu udzielił dziennikarzom. Zarazem jednak, bardzo szybko po tej przegranej zaczął się sezon ligowy a siatkarze nie mieli za dużo czasu na rozpamiętywanie tego, co się stało. To pokazuje jak dużej odporności potrzeba do uprawiania zawodowego sportu. Wraca też temat powtarzalności i cykliczności zdarzeń, po przegranej wraca wiara że zespół się odbuduje, choć można na to też patrzeć jak na realizację mitu Syzyfa, wiecznie pchającego kamień po stromym zboczu.

Czy Pana zdaniem film przemówi nie tylko do kibiców siatkówki i sprawi, że ten sport w naszym kraju będzie miał jeszcze więcej fanów?

Dużo wysiłku mojego i ekipy, która film realizuje, włożyliśmy w to, by film był czytelny nie tylko

dla fanów, ale również dla widzów, którzy siatkówki nigdy nie oglądali. Siatkówka ma wielkie szanse na to, żeby zwiększyć popularność dzięki nadchodzącym Mistrzostwom Świata, których będziemy gospodarzami. Myślę, że najwięcej będzie tu zależało od tego jak zagrają nasi. Dlatego chciałbym żeby film pokazał pewien ułamek prawdy o siatkówce w jej wymiarze społecznym. Z jednej strony mówimy bowiem o fenomenie popularności siatkówki w naszym kraju, ale za tym idą oczekiwania, pompowanie balona, który czasem zabiera też powietrze samym sportowcom. Z drugiej strony jest to zupełnie normalne, dzieje się tak za każdym razem, w każdej dyscyplinie sportowej. Im więcej sukcesów, tym więcej chętnych aby się nimi dzielić i je wspólnie przeżywać albo tym większe rozczarowanie. Wiele nadziei budzi fakt, że film już na tym etapie wzbudził spore zainteresowanie. To bardzo cieszy. Mam nadzieję, że fani siatkówki docenią zdjęcia robione przez trzech różnych, bardzo utalentowanych operatorów filmowych, które powstawały w trakcie treningów i w czasie meczów, a także różne sceny z życia zespołu, w których nie widzi się siatkarzy zbyt często. W filmie pokazane zostaną kulisy przygotowań drużyny do kolejnych turniejów, i towarzysząca im, mało znana inżynieria sportu zawodowego. Pojawią się w nim też bohaterowie niezwiązani bezpośrednio z reprezentacją, ale całkowicie oddani siatkówce - kibice i komentatorzy sportowi, bo oni również kształtują współczesne sportowe widowisko.

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Drużyna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje